środa, 19 czerwca 2013

OPOWIADANIA : Wywiad

OPOWIADANIA : Wywiad

czwartek, 13 czerwca 2013

Wywiad

  Mówią,że jestem piękna,zdolna, inteligentna.Co z tego jak ten jeden jedyny nigdy mnie nie zauważa.
Rozmawia ze mną zwyczajnie.Patrzy na mnie jak na inne kobiety.
Znamy się od dawna.Tylko,że ja zakochałam się w nim gdy tylko go ujrzałam.Miłość moją ukrywam.
Nikt o niej nie wie.A on...No cóż.Nigdy mnie nie wyróżniał.Traktował i traktuje jak zwykła koleżankę.
  Jest poważny.Czasem myślę,że on nie ma czasu na miłość.
 Ten dzień, gdy go poznałam, był taki zwyczajny.Czwartek,wiosna, kilka lat temu.
-Natalia-Justyna biegła trzymając w ręku jakieś papiery, jak się potem okazało ,bilety-idziemy do filharmonii!
Gra ten młody utalentowany skrzypek.Wyobraź sobie,że Edyta go zna ze szkoły.Obiecała,że go nam przedstawi..
-Justyna, nigdzie nie idę.Padam z nóg.Za tydzień mam obronę pracy magisterskiej,.zapomniałaś?
-Tym bardziej powinnaś się rozerwać-przyjaciółka była stanowcza.
-Daj spokój, nie chce mi się
-Przecież uwielbiasz muzykę skrzypcową.A ten chłopak jest genialny!Ma dopiero 26 lat i już jest bardzo znany.Ponoć gra fantastycznie.
-Dobra,pójdę. Kiedy ten fenomen gra?-zapytałam .
-Jutro, moja droga, jutro.O siedemnastej w naszej filharmonii.On pochodzi z naszego miasta.Wyobraź sobie,że wrócił tu na stałe.A ponoć miał propozycje z różnych części świata.A wrócił i zostanie.-zachwyt w głosie Justyny nie miał granic.
-Ok-ale teraz daj mi spokój, muszę odpocząć.Szefowa dała mi dzisiaj nieźle popalić.Musiałam dzisiaj skończyć artykuł, bo idzie do druku.A przecież mówiła,że mam czas do wtorku.-westchnęłam i weszłam do mojej klatki.
Justyna odkrzyknęła,że mam być gotowa jutro o szesnastej trzydzieści i poszła do siebie.
Poznałyśmy się jak tutaj zamieszkałam, czyli trzy lata temu.Ona już po studiach, ja jeszcze studentka.
Ona pracowała w Urzędzie Miasta, była już wtedy kierowniczka administracji, którą jest do dzisiaj,
ja miałam szczęście dostać etat w lokalnej gazecie.Studiowałam dziennikarstwo, przyjęto mnie na próbę i ...zostałam.Niestety szefowa była niezbyt przyjemna,ale dało się wytrzymać.
 Mieszkanie dostałam po śmierci babci.Opuściłam rodzinne miasto i przeprowadziłam się .Zawsze lubiłam tu przebywać, więc byłam zadowolona.
   W piątek weszłyśmy do gmachu filharmonii o szesnastej czterdzieści.Edyta z ekipą już. była.Przywitałyśmy się i oto pojawił się on.Szedł pewnie, roztaczając w ogół atmosferę romantyzmu i czegoś nieuchwytnego.
 Tak, ten mężczyzna był powabny.Inaczej nie potrafiłam nazwać tego co go otaczało.
 Przystojny tak,że dech mi zaparło.Wysoki, smukły, ubrany we frak w ,którym wyglądał tak jak powinien wyglądać człowiek sukcesu.Lecz o dziwo,wyglądał równocześnie bezbronnie,jak dziecko.Była w nim nieśmiałość powiązana w dziwny sposób z geniuszem.Bo geniuszem był  na pewno.Widziało się to na pierwszy rzut oka.
 Stałam jak zahipnotyzowana.Nie potrafiłam wydobyć z siebie dźwięku a co dopiero słów.
-A to jest Natalia-usłyszałam głos Edyty-dziennikarka.Pewnie niejeden wywiad z tobą przeprowadzi.
Poczułam jego dłoń o pięknych, długich palcach.Ogarnęła mnie tęsknota tak wielka,że zachciało mi się płakać.
 A potem była muzyka.Cudowna, wzruszająca.Grał pięknie.Miałam wrażenie,że w sala koncertowa jest ogrodem pełnym kwiatów, które pachną a ich zapach przemienia się w muzykę.
 Kłaniał się.Musiał bisować.A ja przeżywałam wciąż tę chwilę, gdy jego dłoń dotknęła mojej dłoni, jego czarne oczy na moment spojrzały na mnie.
Wciąż wracałam do tego momentu..Nawet wtedy kiedy poznałam go lepiej.Gdy był w poblizu nie potrafiłam powiedzieć niczego sensownego.Zawsze, gdy rozmawialiśmy, chłonęłam jego widok jak gąbka, by potem w zaciszu domu rozpamiętywać każdą sekundę.
 Był coraz sławniejszy i coraz bardziej nieosiągalny.
I właśnie wczoraj byłam na spotkaniu z nim.Niestety tylko służbowym.Przeprowadziłam z nim wywiad.
Jak zwykle przyszedł nienagannie ubrany i uczesany.Wyglądał tak cudownie,że nogi  mi się trzęsły jak go zobaczyłam.
Siedzieliśmy we dwoje w romantycznej kawiarence a ja umierałam z miłości do niego.
Zawsze spotykałam go w większym gronie.To był pierwszy raz gdy byłam z nim sama.
Musiałam jednak udawać by nie zauważył tego, co tak bardzo pragnęłam ukryć.
-Witam cię Natalio-powiedział głosem podobnym do muzyki, która grał na skrzypcach.
-Dzień dobry Danielu-szepnęłam zatrwożona.
-Pięknie wyglądasz-spojrzał na mnie,a ja myślałam ,jak ukryć drżenie moich rąk.
-A ty jak zwykle wyglądasz okropnie-wysiliłam się na dowcip w głupim stylu.
Roześmiał się.Czy ten człowiek zdawał sobie sprawę jak na mnie działa?
-Natalko,przepraszam cię, mam tylko pół godziny-powiedział smutno-moglibyśmy zacząć?
-Ależ naturalnie-siliłam się na obojętny ton.Zaczęłam zadawać standardowe pytania i po pół godzinie pożegnaliśmy się.
   A teraz siedzę i  wspominam.Jego usta, jego oczy, jego dłonie,jego głos.
  Płaczę z tęsknoty.Wiem,że nigdy nie będzie mój.

  Poranek.Wstałam z opuchniętymi oczyma.Daniel.Moja miłość.Miłość tak beznadziejna, nie odwzajemniona.
A jednak piękna.
-Kocham cię-szepczę cichutko-jak nikt nigdy nikogo nie kochał.
Miałam chłopaka, kiedyś, gdzieś tam...nigdy go tak nie kochałam.
Od trzech lat znam Daniela.od trzech lat nie potrafię spojrzeć na innego mężczyznę.Nie potrafię niczego wymyślić, by chociaż trochę zbliżyć się do niego.Moje życie jest puste.
Mam nagrania wszystkich jego koncertów.Często ich słucham.
 Wzięłam prysznic,myśląc wciąż o nim.On jest moją obsesją.
 -Natalio-dlaczego ten wywiad jest taki krótki, bez polotu-szefowa stoi nade mną, trzymając w ręku plik kartek.-Przecież mówiłaś,ze znasz tego muzyka osobiście.Jest sławny i wspaniały a twój wywiad,wybacz po prostu jest bez polotu.Nie będziemy tego drukować.-położyła kartki na moim biurku-spotkaj się z nim jeszcze raz.Więcej prywatnych wynurzeń!!!-szefowa nie patrząc na mnie ,wyszła.
-Hej, hej Natalio!!-wykrzyknął kolega-taka atrakcyjna babka nie potrafi zainteresować sobą faceta
-Daj mi spokój-wybiegłam do łazienki w której wypłakałam swój żal.
 Wróciłam do pokoju,wzięłam torebkę i nie patrząc na nikogo -wyszłam.-Jestem do niczego-usiadłam w pobliskiej kawiarence i zamówiłam cappuccino.-muszę porozmawiać z Edytą, w końcu zna Daniela ze szkoły.Nie zadzwonię już do niego, to ponad moje siły.


 Edyta usiadła na przeciw mnie w miękkim fotelu,założywszy nogę na nogę,zaciągnęła się papierosem.
 Pojechałam do niej, gdy po moim niespodziewanym telefonie zaprosiła mnie do siebie.
 -Nie rozumiem o co ci chodzi-spojrzała na mnie spod umalowanych na niebiesko powiek.
-Przecież wczoraj robiłaś wywiad z Dannym-jej twarz była wielkim znakiem zapytania.
-Nie miał zbyt wiele czasu-szepnęłam nieśmiało-a szefowa żąda by wywiad zawierał trochę prywatnych informacji.
-Moja droga,mogę ci co nieco powiedzieć.Danny jest geniuszem i nie u masz u niego szans-roześmiała się hałaśliwie patrząc na mnie z wyższością.
Potem opowiedziała mi jakim był uczniem(wzorowym) co go interesowało(oczywiście muzyka)
Na koniec przybliżyła twarz do mojej i złośliwie szepnęła-trzymaj się od niego z daleka,on jest mój-wstała i otworzywszy  drzwi,czekała w milczeniu aż wyjdę.
  Proszę oto konkurentka.Daniel nigdy nie będzie mój.
 Siedziałam do późnej nocy, poprawiając wywiad.Niestety sporo w nim nieprawdy ale co robić?
 

 Nazajutrz szefowa z zadowoleniem czytała moje nocne wypociny.-Nieźle-powiedziała z uśmiechem.
 -Jak chcesz to potrafisz.
 Pierwszy telefon w sprawie wywiadu zadzwonił o jedenastej przed poludniem.
Menadżer Daniela zażądał rozmowy ze mną.W skrócie powiedzial mi,że wywiad to stek bzdur i Daniel chce się ze mną widzieć za dwie godziny, by sprawę wyjaśnić.-Kawiarnia KOCIAK.trzynasta-prawie krzyknał do słuchawki i się rozłączył.
  Pierwszy raz szłam na spotkanie z Danielem bojąc się co powie.To co napisałam było okropne.
 Jednym słowem szłam jak na ścięcie, myśląc,że po tym wszystkim Daniel już nigdy nie zechce ze mną rozmawiać.Cóż, przecież i tak jest dla mnie nieosiągalny.Może nawet lepiej,że go nigdy nie zobaczę.
 Postaram się o nim zapomnieć.Umówię się z Markiem, kolegą, który patrzy na mnie maślanym wzrokiem, o czym wie cala redakcja.Zacznę życ na nowo, bez głupich mrzonek.Bo przecież to nawet nie marzenie, to zwykła mrzonka.
  Im bliżej KOCIAKA tym wolniej szłam, było mi potwornie wstyd,że powypisywałam zmyślone bzdury.
 Daniel siedział przy stoliku i rozmawiał przez komórkę.Podeszłam cichutko i z miną winowajcy stanęłam obok niego.Wskazal mi ręką krzesło i nadal rozmawiał z kimś wzburzony.Gdy skończył przygladał mi się chwilkę i nagle sie roześmiał,Spuściłam głowę, czekjąc na to co powie.
-Natalio, to ile mam tych dziewczyn?-znów zaczął się smiać-ale numer, nigdy nikt o mnie nie napisał tak śmiesznie.Ponoć sprzedaż twojej gazety bije dzisiaj rekordy.
Spojrzałam na niego i rozpłakałam się.Wiedziałam,że to głupie, ale nie mogłam powstrzymać łez.
-Powiedz w końcu,że mam pójśc do diabła i nie chcesz mnie znać,pozwij do sądu o te bzdety-powiedziałam łkając
-Natalio, co ty?Do żadnego sądu cię nie pozwę.Co mnie obchodzą gazety.Ty mnie obchodzisz.
Chcę być z tobą maleńka.Od dawna jestem w tobie zakochany.Nie płacz, proszę.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.-a Edyta?-spytałam-czy ona dla ciebie coś znaczy
-Natalio, co ty?ta pozerka?.Chodźmy stąd.
Daniel wziął mnie za rękę  i wyszliśmy z kawiarni.
-Gram tylko dla ciebie, żyję i ddycham dla ciebie.Odkąd cię pierwszy raz zobaczyłem, nie mogłem cię zapomnieć.Myślałem,że jestem ci obojętny.Ale ostatnio jak na mnie patrzyłaś,pomyślalem,że chyba mam szansę.Mam?-zapytał-Kiwnęlam głową.Na nic innego nie było mnie stać.
 Całująca się w środku miasta para to nic takiego-tyle byłam a stanie pomysleć.Szczęście zalało mnie gorącą falą.
I pomysleć, że gdyby nie ten wywiad ....och, och






-




niedziela, 19 maja 2013

Ta jedyna

 Siedział w kawiarni, na świeżym powietrzu,pijąc mocną kawę.Wstał dzisiaj wcześniej by skończyć raport.
Zresztą w nocy kiepsko spał.Szef powiedział,że planuje zwolnić kilka osób,bał się ,że może paść na niego.
W końcu był nowy w firmie.Zaraz po studiach znalazł tę pracę,co właściwie graniczyło z cudem. Była to posada zgodna z kierunkiem studiów, który ukończył.Wiedział,że niektórzy absolwenci farmacji musieli podejmować pracę niezgodną ze swoim wyuczonym zawodem.Czy miał szczęście?Chyba trochę tak.Ale biorąc pod uwagę,ze był najlepszym studentem na roku i ukończył studia z najwyższą lokatą, nie było dziwne,że dostał te pracę.A teraz trochę się bał,że redukcja etatów go nie ominie.
  Jego myśli zeszły na inny temat, mianowicie -miłość.Nie miał nigdy dziewczyny, nie licząc panienek, które
zaliczył.Były to jednak znajomości krótkie i nie miały nic wspólnego z prawdziwym uczuciem o ,którym zawsze marzył.Nie miał konkretnego wizerunku kobiety wymarzonej.Chciał by go kochała-tylko tyle.No, żeby go rozumiała-to też ważne.
 Gdy jego myśli błądziły po ulubionym temacie, do sąsiedniego stolika usiadła dziewczyna.Była młodziutka
i śliczna.Długie, ciemne i proste włosy opadały na szczupłe ramiona.Niebieskie oczy patrzyły spod długich rzęs.Pięknie wykrojone usta oraz zgrabny nosek dodawały jej twarzy uroku.
  Wojtek się zapatrzył.Dziewczyna widząc przystojnego bruneta uśmiechnęła się delikatnie.
Co powinienem zrobić-myślał gorączkowo?-powiedzieć coś ,zagadać?czy to wypada?
W tym momencie do dziewczyny podszedł chłopak i inna dziewczyna i czar przysnął.
 Wojtek zapłacił za kawę i wyszedł rozczarowany.
 Dziewczyna miała na imię Małgosia i studiowała matematykę.Podobał jej się młody mężczyzna ,siedzący nieopodal.Ale co zrobić by się z nim poznać, przecież nie wypada zagadać, w końcu jest kobietą, może i nowoczesną , ale w tym względzie raczej nie.Babcia przecież od małego uczyła ją,że nie wypada pierwszej zagadywać do chłopaka.Pułapka nie lata za myszą, mawiała.
Małgosia była dobrze wychowana i nie zamierzała być jak inne dziewczęta, które pierwsze zaczepiały facetów.
 Spojrzała po raz drugi na sąsiedni stolik, niestety chłopaka już nie było.
Szkoda, pomyślała, no cóż, nie było mi to pisane.
 Przyszła Tośka z Mirkiem i zaczęli  rozmowę o egzaminach.
Byli wszyscy na czwartym roku.Czekał ich jeszcze rok studiów.
 Znali się wszyscy jeszcze z podstawówki.Tosia i Mirek byli parą od liceum, szczęśliwie zakochani w sobie bez reszty.Gosia nie miała szczęścia w miłości, chociaż śliczna i mądra zawsze trafiła na facetów, którzy nie byli w jej typie i znajomość z nimi kończyła się po krótkim czasie,bez miłości.
 Chłopak widziany przed chwilka wydawał się być inny, ale kto go tam wie,zresztą poszedł i pewnie nigdy się już nie spotkają.
   Wojtek wrócił do firmy.Jednak obraz pięknej nieznajomej towarzyszył mu wciąż.Dziwił się, bo nie po raz pierwszy przecież widział piękną kobietę, nawet spotykał się przecież z ładnymi dziewczynami.Ta jednak jakoś przypadła mu do serca.Czyżby miłość od pierwszego wejrzenia?

                                                                ***

Gośka, no chodź z nami, rozerwiesz się trochę-Tosia siedziała na biurku i jadła jabłko-znów się zakopiesz w książkach.Popatrz jaka pogoda, jak marzenie
-Nie chce mi się, nie czuję się dobrze.Jestem rozbita wewnętrznie-smutno stwierdziła Małgosia
-Rany, co się stało?
-Spotkałam kogoś i zgubiłam-odpowiedziala
-Jak to? opowiadaj-Tosia zeszła z biurka i usiadła obok koleżanki.-Czy  to ma związek z tym przystojniakiem co był wczoraj w kawiarni i wyszedł jak przyszliśmy z Mirkiem.Widziałam jak się na ciebie gapił, a ty na niego.Mnie nic nie umknie kochana-dodała, widząc jak Gosia patrzy szeroko otwartymi oczyma.
-Choinka! skąd ty wiesz?-zapytała
-Moja droga,znamy się od piaskownicy, znam cię tak jak siebie.A poza tym, on tak na ciebie patrzył,że każdy by zauważył.Oprócz Mirka ,rzecz jasna, który nigdy nic nie zauważa.-roześmiała się.-Nie martw się, czuję,że się jeszcze spotkacie.
-Myślisz?-zapytała Małgosia
-Co ci przeznaczone to cię nie minie.Wskakuj w jakieś ładne ciuszki i idziemy

                                                  ***

,,Wiosna w plenerze''pod takim tytułem odbywał się festyn na świeżym powietrzu.
Pogoda była piękna, toteż ludzi przyszło niemało.
 Wojtek z swoim kumplem z pracy Pawłem,oglądali wszystko co się oglądać dało.
-Odpust to przypomina-rzekł Paweł-ale tobie Wojtusiu powietrza trzeba.Siedzisz w pracy albo zagrzebany w książkach i świata nie widzisz.mówiłeś ,że jak skończysz studia to będziesz miał czas i w ogóle.A ja tu widzę,że niedługo zwariujesz od tych papierzysk.
O popatrz jakie laski-wskazał na idące dziewczyny-świat jest piękny a ty młody.
 -E, tam.Dziewczyny jak dziewczyny-Wojtek westchnął, mając w pamięci czyjeś śliczne niebieskie oczy i usta w delikatnym uśmiechu.
Jaka ona jest-pomyślał-czy potrafi kochać, tak kochać do utraty tchu, z całkowitym oddaniem i wiernością.
Czy spotkam ją jeszcze?czy dane mi będzie przekonać się jaka jest?
-Ej Wojtusiu, zejdź na ziemię.O czym to tak myślisz. co?
- O niczym konkretnym
Usiedli na ławce nieopodal stawu.Słońce prażyło.Wiał lekki, przyjemny wiaterek.
Paweł sączył piwko, Wojtek colę.Było całkiem przyjemnie.Czas płynął milutko,zrobiło się  chłodniej,spadły pierwsze krople deszczu.
Na ławce obok usiadła czwórka młodych ludzi, dwie dziewczyny i dwóch chłopaków.Byli roześmiani.
Wojtek spojrzał w tamta stronę i..prawie przestał oddychać.Wśród młodych ludzi była ONA,  dziewczyna   z kawiarenki.Dostrzegła go również. Patrzyli na siebie zachłannie.
Widział dokładnie jej sukienkę w kwiatki i włosy związane dzisiaj w koński ogon.Śliczne oczy patrzyły na niego.Wstał z ławki i...nagle tak rzęsiście lunął deszcz,że wszyscy gwałtownie wstali a tłum chodzący po skwerku uciekał jak obłąkany.Paweł pociągnął Wojtka za rękę i znaleźli się w małej, przytulnej knajpce.
Znów ja zgubił, znów.Nie zwracjąc uwagi na deszcz podbiegł do ławki, która była pusta.
  A Gosia siedziała w samochodzie z przyjaciółmi.Jak lunęło Bartek, kolega Mirka,wziął ja na ręce i zaniósł do auta.
-Kto ci pozwolił?!, kto?-krzyczała -może chciałam stać na deszczu? co?-krzyczała na Bogu ducha winnego kolegę, który nic nie rozumiał.
-Gosia, przecież padało, chciałem...
-Nie obchodzi mnie co chciałeś-krzyknęła i wybiegła z samochodu.
Oczywiście chłopaka ani śladu.Stała obok ławki a deszcz padał ,na dworze zrobiło sie prawie ciemno, nadeszła burza.

                                                  ******
- O co ci chodzi?-zapytał Paweł-powinieneś być mi wdzięczny a ty się na mnie wydzierasz.
 Wstajesz z ławki i zamiast uciekać ,gdzieś się gapisz.
 -Nie rozumiesz idioto?,ona tam była !, ona!!, ta jedyna!.-Wojtek opowiedział przyjacielowi o dziewczynie.
-Zgłupiałeś?-zapytał-przecież jej nie znasz, jaka jedyna, skąd wiesz?
-Bo wiem-muszę ją znaleźć, muszę!!!Tylko jak?-zapytał w przestrzeń.
-Daj spokój, tyle lasek na świecie a ty widziałeś dziewczynę raptem dwa razy i się zakochałeś.
 Nie istnieje miłość od pierwszego wejrzenia.To mit.Zawracanie głowy.
-A właśnie,że istnieje.Znajdę ją.Muszę.-w głosie Wojtka była determinacja.


                                            ************

 -Daj spokój mamo-powiedziała Małgosia do słuchawki-nie mam czasu, naprawdę
-Ależ córeczko, to moja przyjaciółka.Obchodzi okrągłe 50 lat.Będą goście i jej syn przyjdzie.
 Garden party.Rozerwiesz się trochę.
 Gosia pomyślała,że wszyscy jej wmawiają potrzebę rozrywki.
-Dobrze mamo, o której i gdzie?
-Sobota, 16 ta,ta mała knajpka z ogrodem nazywa się,,,Rajski ogród''
-Dobrze mamusiu będę, wiem gdzie to jest.
-Tylko ładnie się ubierz-mama się rozłączyła.
   Tak ,tak Gosia to znała.Znów przyjaciółka i jej syn, którego koniecznie trzeba poznać.
 Przecież mam dopiero 23 lata, po co mi to.A ON...Małgosia usiadła na fotelu i zaczęła marzyć.
 Piękny nieznajomy.Czy wtedy chciał podejść do niej, czy uciekał przed deszczem.?
 Te jego oczy, takie czarne.  Twarz cudowna.Rysy spokojne i natchnione.Może poeta.?
 ,Zakochałam się od pierwszego wejrzenia, och.Czy spotkam go znowu?,  kiedy.?''-
 Tęsknota wypełniła jej serce,,Jak go znaleźć,? jak?-.Odnajdę cię, muszę''-szepnęła.


                     *************************************************

  Pogoda była znów piękna.W miłej knajpce na peryferiach miasta dwie panie w średnim wieku
  czekały na gości.
  Nadchodzili powoli.Składali życzenia solenizantce, Joannie.A jej przyjaciółka Zosia, uśmiechała się promiennie.Obydwie panie czekały przede wszystkim na swoje dzieci.
  Pierwsza nadeszła córka pani Zosi, Małgorzata,śliczna w niebieskiej sukience i białych sandałkach.
 -To moje córeczka Joanno
-Ojej, Małgosia,ostatnio widziałam cie w wózeczku,ale ty śliczna jesteś , kochaniutka.
 Zaraz przyjdzie mój syn, porozmawiacie sobie a starsi zajmą się sobą.
 Małgosia usiadła , przyjęła kolorowego drinka i westchnęła.
,,Znów muszę spławić jakiegoś maminsynka.żeby był przynajmniej do rzeczy, pogadalibyśmy sobie
 a potem cichutko zwiali z tego przyjątka''
-Córeczko, pozwól tutaj-zawołała ją mama-poznaj syna Joasi.
Obok mamy stał młody i przystojny mężczyzna w jasnym garniturze.
Małgosia oniemiała.nogi miała jak z waty.Myślała,że zemdleje.To był ON.Jej marzenie.Nie wiedziała co robić.Gapili się na siebie.Obydwie mamy  były zdziwione ich zachowaniem.
-Wojtek jestem-powiedział ON-nie pozwolę ci  już odejść.-podszedł do niej i mocno przytulił.Wziął ją za rękę.Wybiegli z restauracji, ścigani zdziwionymi spojrzeniami.
Gdy znaleźli się na ulicy,Wojtek zaczął bezskładnie  i chaotycznie mówić.
-Nareszcie, tak długo cię szukałem, tak długo.Moja wymarzona, moja wyśniona, nie odchodź ,proszę.
Jak masz na imię?
-Małgosia-odparła dziewczyna-tuląc się do niego.-.Chodźmy stąd!
Poszli do pobliskiego parku.Przytuleni,szczęśliwi.
-Małgosiu,zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia.Tam w kawiarence.Potem chciałem podejść, ale ten deszcz,...och kochanie ty moje..zostań, zostań ze mną
-Cicho kochany-nie odejdę...
-Jesteś ta jedyna, wymarzona-.
-Ty też jesteś jedyny, już na zawsze.
-Na zawsze...
Znów zaczął padać deszcz .Ale Małgosia i Wojtek nawet tego nie zauważyli, całując się i szepcząc do siebie
najpiękniejsze słowa.

















czwartek, 16 maja 2013

Ja -singielka

  Mam 45 lat.Mam na imię Agata. Jestem panną..Mam malutkie mieszkanko po rodzicach, którzy odeszli.
Nie mam rodzeństwa, nie mam nikogo, poza jedną szkolną koleżanką.Ona też jest samotna.Tak się złożyło.
Cóż, różnie w życiu bywa.
 Moja przyjaciółka  Ewa, jest menadżerem w firmie, zarabia dużo, rzadko ma czas, a jak go ma przychodzi do mnie i narzeka na zmęczenie i brak rodziny.
 Ja nie narzekam.Nauczyłam się żyć tak jak żyję.Jestem nauczycielką w liceum, uczę matematyki.
Staram by przedmiot był dla młodzieży bardziej przystępny.Nie zarabiam wiele, nie narzekam-dla mnie starczy.
  Ewa się dziwi-jak ty możesz pracować za takie pieniądze ? pyta-na dodatek, niewdzięczna to robota, rzuć to, zatrudnię cię u siebie.Pieniądze większe i nerwy spokojne-dodała
 Ewuś- mówię-lubię uczyć, daj spokój-uśmiecham się.
 W tym roku moja klasa zdaje maturę.Uczniowie uważają się już za dorosłych, ale jakoś da się z nimi wytrzymać.Martwiła mnie jedna z uczennic-Paulina. Zawsze wzorowa ,zadbana. W tym roku opuściła się w nauce, przestała o siebie dbać, zaczęła wszystkich unikać.
  Poprosiłam ja wczoraj, by przyszła do mnie na chwilkę.
 -Paula, co z tobą -zapytałam-przecież matura niebawem. Co się dzieje?
 Dziewczyna milczała.Poprawię oceny -wyszeptała cicho-proszę mi dać czas.
-Paulinko,przepraszam,że ci mówię ale twój wygląd...-wiem pani profesor, ja..to się zmieni-odwróciła się i szybko wyszła.
  Otworzyłam mój prywatny zeszyt.Były tam zapiski o uczniach i ich rodzinach.Znalazłam Paulinkę.
 Dziewczyna miała tylko ojca.Matka zmarła, gdy Paulina miała 3 latka..
 Do tej pory wszystko dobrze.Ojciec radził sobie z wychowaniem , znałam go z zebrań.Był smutny zawsze.
 Miał własną firmę reklamową.Córce niczego nie brakowało.Poza tym poświęcał jej maximum uwagi.
 Wiedziałam,że chodzą do kina, teatru.
  Paulina miała chłopka-studenta.Co się stało,że dziewczyna opuściła się w nauce?
 Postanowiłam poczekać jakiś czas.Dziewczyna przecież nie dawała nigdy powodu do niepokoju.
 Czas mijał.Obserwowałam Paulę i monitorowałam jej oceny.Nie były złe ale nie aż takie dobre jak zawsze.
 No cóż-trudno.Jednak coś tu nie grało.Tylko nie wiedziałam co.
  Bomba wybuchła przed Bożym Narodzeniem.Okazało się,że Paulina jest w ciąży i to w siódmym miesiącu.
 Nikt niczego nie zauważył.Dziewczyna szczupła,ostatnio ubierała się w jakieś workowate kiecki.Dopiero wuefistkę zaciekawiło dlaczego ma wciąż zwolnienia z wychowania fizycznego.
  Wezwano ojca, rozpętała się burza.Owszem Paulina ma 18 lat, ale jest uczennica znanego LO.
  Dyrektor upierał się by ja przenieść do wieczorówki.Na szczęście wielu nauczycieli zaoponowało.
   Przecież zaraz matura, niech urodzi i jakoś to będzie.I dyrektor się zgodził.Odetchnęłam z ulgą, jej ojciec również.
  Siedzieliśmy w trójkę w pracowni matematycznej.Przekazałam im dobra wiadomość i zapytałam o ojca dziecka,sądząc,że jest nim chłopak Pauli.Otóż srodze się myliłam.
-Dziecko jest moje,nie ma ojca-powiedziała -Tatku, obiecałeś,że damy sobie radę-popatrzyła na ojca.
-Jasne-Pawlikowski spojrzał na mnie zakłopotany
-Ale alimenty..-zaczęłam
-Dziecko jest moje!powtarzam-powiedziała Paula stanowczo-zdam maturę, pójdę na zaoczne studia i do pracy, na tym koniec.
 Wstała,pociągnęła ojca za rękę.-Dziękujemy pani profesor, do widzenia.-wyszli.
 Gdy byłam już u siebie w domu, zadzwonił telefon.To był ojciec Pauli.Poprosił mnie bym nazajutrz się z nim spotkała w małej kawiarence, nieopodal mojego mieszkania.
  -Pani profesor-wyszeptał-Paulina jest w ciąży z moim kolega, który ma 47 lat i rodzinę,dwóch dorosłych synów,z których jeden już jest żonaty.
Osłupiałam.-Ależ proszę pana, trzeba walczyć o alimenty..trzeba..-urwałam
 Pan Pawlikowski patrzył na mnie i powiedział-Rozpętałoby się piekło..
 Zrozumiałam. Przyznałam mu rację.
  Mała córeczka Pauliny,Juleczka, przyszła na świat w lutym, w ferie zimowe.
 Trzymałam małą  na rękach myśląc,ze ominęło mnie coś cudownego.
 Odwiedzałam ich często-ojca i córkę-pomagała im ciocia Pauliny, siostra jej ojca.
 Radzili sobie świetnie.Dziewczyna chodziła do szkoły, poprawiła oceny i wszystko było w jak najlepszym porządku.tylko ja....tęskniłam za czymś.
*********************************************************************************Jest lato.Siedzimy z Ewą i planujemy wakacje.Chcemy pojechać nad morze.
Już po maturach.Wakacje.Paula dostała się na studia-historię.Będzie studiowała na dziennych, tak postanowił Tadeusz, jej tato.Dzieckiem będą zajmować się na zmianę-Paula, jej tata i ciocia.
Dzwoni telefon.-Agata-słyszę-tu Tadeusz..Zapraszam ciebie do Krynicy.Mam tam dom letniskowy.
Będziemy ty i ja oraz Paula z małą.Zakochałem się w tobie.Agata słyszysz?-woła do słuchawki
-Słyszę-odpowiadam szczęśliwa .-Ewa.!!!wołam-.wyobraź sobie... i wybucham radosnym śmiechem.
 

 
 
 
-



 

poniedziałek, 6 maja 2013

Piszę do Ciebie

Piszę do Ciebie, bo chcę Ci powiedzieć jak bardzo jesteś dla mnie ważna.
Piszę, bo nie potrafię Ci powiedzieć, dlatego piszę.
Świat bez Ciebie nie byłby moim światem.A tak jest naszym światem.
Niestety, są na nim również inni ludzie, nie zawsze przyjaźni.
Kiedy Cię zobaczyłem po raz pierwszy, padał śnieg.
Nie wiem czy ucieszyłem się z tego faktu,że padał.Czasem nie potrafię zbadać dogłębnie tego co czuję.
Tak, więc padał wtedy  śnieg, pachniało zimą.Święta Bożego Narodzenia były już jak ręką sięgnąć, a ja wtedy ujrzałem Ciebie.Wiesz,takie uczucie,które spada na człowieka  znienacka.
Płatki wirowały jakby tańcząc a ja patrzyłem.Patrzyłem , bo byłaś dla mnie zjawiskiem.
Wyglądałaś jak Królewna Śnieżka, tak ją sobie zawsze wyobrażałem.
 Miałaś bezradność w oczach, tak bardzo mnie to ujęło.Czarne włosy spadały poniżej ramion a niebieskie oczy błyszczały.Chciałem podbiec, lecz podszedł do Ciebie jakiś facet. Przywitałaś się z nim i odeszłaś.
 Świat od razu pociemniał a śnieg z miana uroczych, romantycznych płatków zyskał nazwę,,cholerny śnieg''
 Przepraszam moja miła,ale tak właśnie pomyślałem wtedy.
 Stałem jeszcze długo w tym miejscu, popychany przez zagonionych przechodniów,myśląc,że śniłem na jawie.
  Potem przyszła wiosna.I znów Cię zobaczyłem.Poznałem Cię a jakże.Moje serce Cię poznało, moja dusza.
 Spojrzałaś na mnie i..świat przestał istnieć.Byliśmy my tylko- Ty i ja.Ty i ja i świat i wiosna, która rozhulała się na dobre, wszystko kwitło i pachniało..
 Przystanęłaś.w Twoich oczach było pytanie-co się dzieje?a ja nie potrafiłem tego ogarnąć i znów pozwoliłem Ci odejść.Wiedziałem jednak,że Bóg nie pozwoli byś zniknęła z mojego życia.
 Miałem rację. Nasze trzecie spotkanie, niby tak prozaiczne,  miało w sobie tyle romantyzmu,że trudno to opisać.
Jechałem do domu autobusem,myślałem o jutrzejszym zebraniu na uczelni i moim niedokończonym jeszcze referacie.Był straszny tłok a na dworze czerwcowy upał .Ktoś stojący za mną poprosił o skasowanie biletu.
Odwróciłem się i spojrzałem prosto w Twoje śliczne oczy.
Skasowałem bilet i odwróciłem się do Ciebie, by Cię nie stracić znowu, o nie, nie mogłem na to pozwolić.
 Widuję panią od tak dawna, czy mógłbym się pani przedstawić-zapytałem
 Kiwnęłaś swoją główką pełną wdzięku.
 -Jestem Daniel Zawadzki-szarmancko pocałowałem Twoją rączkę, która mi podałeś.
 -Juliana Brzeska-szepnęłaś
-Wychodzi pani na moim przystanku, służę pani swoim ramieniem-Dziękuję-odparłaś
 Wyszliśmy razem.Nareszcie!!!Nareszcie się spełniło moje marzenie.Poznałem Ciebie.
 Potem długo zdobywałem Twoje zaufanie.Poznawaliśmy się stopniowo.Było coraz piękniej.
 Pamiętasz te łąkę? Te kwiaty?one kwitły dla Ciebie, moja ukochana.
 Zrywałem je podając Ci -a Ty milczałaś.było tak słodko, tak cudownie, jakbyśmy nagle znaleźli się w raju.
 Ta chwila słodka, upojna, chciałem by trwała wieki.Odważyłem się i podszedłem do Ciebie.
 Pocałunek,Pachniałaś latem i różami.Nigdy tego nie zapomnę i wiem,że ty też nie zapomnisz.
 Po co Ci to wszystko piszę, zapytasz.
 Chcę Ci powiedzieć moja ukochana,że kocham Ciebie na zawsze i jeszcze dłużej.

                                                   





,,Pierwsza miłość z wiatrem gna, z niepokoju drży...''

   Wspominałam..tak jakby to było wczoraj.Skąd te lata?czy jest możliwe, że od matury minęło 25 lat?
Byłam naiwną, młodą panienką. Miałam marzenia -skończyć studia ,wyjść za mąż....
...Przez całe LO kochałam się w koledze z klasy,Marku.On  nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi.
Był wesoły, dowcipny i pewny siebie.Do mnie odnosił się poważnie , lecz z dystansem.
Marzyłam o prawdziwej, czystej miłości a Marek , no cóż, wiedziałam że miał liczne przygody.
Był zresztą bardzo przystojny .Ciemnowłosy, czarnooki,wysoki i zgrabny.
Nawet nauczycielki go zaczepiały,chwaląc bez przerwy.Uczniem był przeciętnym, interesowała go historia.
A ja? Byłam może i ładna, lecz nie podkreślałam mojej urody tak jak inne dziewczyny.
Nie byłam krzykliwa i wygadana tak jak one.Byłyśmy z moją przyjaciółką nierozłączne.Asia miała podobne poglądy do moich.Była przeciętnej urody.Byłyśmy tak trochę na uboczu reszty klasy.
Aśka wiedziała,że mam słabość do Marka, którą ukrywam przed nim i resztą klasy.Zresztą ,zwierzałam jej się ze wszystkiego.Asia  miała słabość do Mateusza,klasowego kujona(dzisiaj profesor na uniwersytecie z tytułami ,nagrodami i publikacjami), chłopaka nieprzystępnego raczej, zwłaszcza dla dziewczyn.Nie była w nim jednak tak zakochana jak ja w Marku.
 Uczyłyśmy się przeciętnie.Zresztą czasy były jakieś takie szare.Komuna.W sklepach pustki.Niepewność jutra.To wszystko było przygnębiające.

  Na studniówkę Marek przyprowadził panienkę, obwieszczając wszem i wobec,że to jest jego dziewczyna-Bożena.
Było mi przykro o czym wiedziała tylko Asia.Nie przyszłyśmy z osobami towarzyszącymi.Nawet nie wiedziałam gdzie jest stolik Marka.Zreszta nie chciałam widzieć jak bawi się z Swoją dziewczyną.
Studniówka jak studniówka, była i minęła, teraz trzeba było skoncentrować się na maturze.
 Wreszcie nadszedł ten dzień. Egzaminy pisemne.Język polski, potem historia(klasa o profilu humanistycznym)Za dwa dni przyszliśmy wszyscy na odczytanie wyników.
Jakież było moje zdziwienie-z polskiego dostałam ,,pałę''Dyskwalifikowało mnie to, mogłam zdawać dopiero za rok.Tak wtedy było.Asia zdała, chociaż zawsze była gorsza ode mnie z tego przedmiotu, na dodatek pół matury ja jej napisałam Oczywiście nikt o tym nie wiedział a Asia udawała nawet przede mną,że dobrze jej poszło .Natomiast Marka oblała historyczka, wszyscy byli tym zdumieni.(był najlepszy z historii i mógł zdawać poprawkę,takie były wtedy zasady) Nie czekając na nikogo, wyszłam sama z auli naszego LO.
Szłam jak w amoku.Nagle usłyszałam,że ktoś za mną biegnie i mnie woła.Przystanęłam.
Oczom nie wierzyłam.To był Marek.Staliśmy na przeciwko siebie, nic nie mówiąc.Trwało to chwilkę.
Nie wiem jak to się stało, że zaczęliśmy się całować, jak szaleni.Z Markiem, który wypowiedział do mnie w ciągu czterech lat nauki, kilka zdań.To był mój pierwszy pocałunek.Czułam się jak baśniowa królewna.
Marek zaczął coś mówić,ale wciąż przerywał i całował mnie na nowo.Potem objęci musieliśmy uciekać przed deszczem, który nagle zaczął padać.Trzeba też było się ukryć przed innymi ludźmi ze szkoły, którzy lada moment mogli nadejść.
,,Kochanie, całe cztery lata o tobie marzyłem, nie odważyłem się jednak do ciebie podejść.Nie pozwolę ci odejść.Chrzanię historię i wszystko""powiedział Marek
  Tyle mieliśmy sobie do powiedzenia.Do samego wieczora(odczytanie wyników odbywało się o godzinie  czternastej) siedzieliśmy na trawie w parku, całując się i rozmawiając.
 Wieczorem Marek mnie odprowadził do domu, umawiając się ze mną na następny dzień.Żyłam jak we śnie.Marek zdał poprawkę i ustne egzaminy oraz złożył dokumenty na Uniwersytet,dostał się na historię.
Ja po wakacjach miałam zacząć pracę w przedszkolu(nie trzeba było wtedy studiów, nauczycieli brakowało.Musiałam jednak zdać maturę a po niej studia albo studium nauczycielskie)
  Z Markiem było cudownie, lecz nadeszły pierwsze zgrzyty.Nie ukrywał,że chce czegoś więcej ode mnie, nie nalegał jednak.Z kolei ja byłam zazdrosna o Bożenę, która mieszkała w pobliżu Marka(mieszkał w innej dzielnicy)i którą rodzice jego uważali za przyszłą synową.
  Zaczęło miedzy nami dochodzić do kłótni.Poza tym Marek był strasznie zazdrosny, zwłaszcza o mojego kuzyna(nie wiem dlaczego), który bardzo mnie lubił i całował zawsze na powitanie,tylko w policzek ale dla Marka to było za wiele.
Pytałam go wciąż o Bożenę,.czy z nią zerwał, czy się widują.Potrafiliśmy się kłócić kilka godzin nawet.Rozstawaliśmy się kilka razy i wracaliśmy do siebie.
Pewnego dnia Marek powiedział,że jego rodzice wyjechali i on bardzo chce bym do niego przyszła,gdyż musimy porozmawiać poważnie.
Wiedziałam co to znaczy.Nie zgodziłam się.Marek się obraził.
W kilka dni później przyszedł mój kuzyn.Przyniósł zaproszenie na swój ślub. Jego dziewczyna była w ciąży.
Widząc,że jestem smutna, zaprosił mnie na lody.Zaczął wygadywać na Marka, twierdził,że ten facet mnie nerwowo wykończy.Dlaczego oni się tak nie cierpieli, do dzisiaj nie wiem
Marek tego dnia właśnie wybrał się do mnie, nie umawiając się wcześniej.W domu mnie nie zastał.
Spotkał mnie i Henia jak objadaliśmy się lodami, śmiejąc się przy tym.
Wściekł się po prostu.,zaczął wykrzykiwać,,że łażę gdzieś, gdy on mnie szuka,że go wcale nie kocham.Poza tym jestem taka jak inne -rozkochać chłopka i porzucić.
 Stałam oniemiała.Ten chłopak miał jakąś obsesję na mój i Henia temat, który był moim bliskim kuzynem, który niedługo miał się żenić.Nie wiem dlaczego to zrobiłam, do dzisiaj  nie pamiętam  co mnie opętało.
Uderzyłam go w twarz, mówiąc ,,wynoś się, nie chcę cię więcej widzieć, nie kocham cię i nigdy nie kochałam" i uciekłam z płaczem.Heniek mi potem opowiadał,że Marek zbaraniał.Pewnie honor nie pozwolił mu mnie dogonić, wyjaśnić.Taki był.
  Zniknął z mojego życia.Zostałam z bólem w sercu.
 Za kilka miesięcy poznałam mojego męża, znów się zakochałam, wzięliśmy ślub.
 Urodziłam dwoje dzieci.O Marku myślałam czasem, był moją pierwszą i wielką miłością.Czemu nie mogliśmy dojść do porozumienia.Czy mnie kochał naprawdę?Lata biegły.Nic o nim nie wiedzialam.Zapomniałam?chyba tak.Zresztą byłam mamą, żoną....
  Nastał czas internetu.Marek odnalazł mnie na NK, napisał do mnie.
 Ożenił się z Bożeną, tak jak chcieli rodzice.Niestety małżeństwo nie przetrwało.Miał dwie córki.
Śliczne dziewczyny.Zaproponował spotkanie.Długo zwlekałam, bałam się.
 Spotkaliśmy się w roku 2007.Wyglądał fantastycznie.  Stwierdził,że takiej miłości jak nasza, nigdy nie przeżył.Komplementował mnie, patrzył w oczy.Wspominaliśmy.Nie mieliśmy już niestety nastu lat.
Cóż, było minęło.Miałam męża, dzieci,swoje życie.Czułam jednak,że wystarczyło by jedno słowo i...
 Czasami umawialiśmy się na kawę..Marek mówił,że czeka z utęsknieniem na te chwile.
 Mówił,że wciąż mnie kocha i zawsze kochał.Wie jednak,że nie możemy być razem.
 Jakie były moje uczucia?sama nie wiem.Kochałam przecież męża ale Marek był dla mnie kimś szczególnym.
  Tego dnia nie zapomnę nigdy.Zadzwonił telefon.W słuchawce odezwał się głos mojej koleżanki z LO, który poinformował mnie,że Marek zmarł.Zawał.
 Myślałam,ze śnię.Strasznie płakałam.
 Mąż poszedł ze mną na pogrzeb.Setki ludzi, zapłakanych, nie dowierzających.
 Nikt nie wiedział, kim dla mnie był Marek,dla wszystkich byłam jedną ze znajomych, koleżanką ze szkoły.
 Marek odszedł na zawsze.Moja miłość, pierwsza i wielka.Niespełniona.

  Pozostał smutek i żal.....

     Pierwsza miłość z wiatrem gna, z niepokoju drży
Druga miłość życie zna i z tej pierwszej drwi
A ta trzecia jak tchórz w drzwiach przekręca klucz
I walizkę ma spakowaną już.

Pierwsze kłamstwo, myślisz: Ech, zażartował ktoś
Drugie kłamstwo - pusty śmiech,
śmiechu nigdy dość.
A to trzecie, gdy już przejdzie przez twój próg
Ciężej rani cię, niż na wojnie wróg.

Pierwsza wojna- pal ją sześć, to już tyle lat
Druga wojna- winnych wciąż jeszcze szuka świat
A tej trzeciej co che przerwać nasze dni winny będę ja,
winna będziesz ty.

                    Bułat Okudżawa














niedziela, 5 maja 2013

PARK-opowiadanie kryminalne


Ciemne chmury na niebie zwiastowały rychłą ulewę.
Kinga nie zwracała jednak uwagi na pogarszająca się pogodę.Ubrana była w lekką sukienkę dostosowaną do aktualnej pory roku.
Szła zamyślona i bardzo smutna, obojętnie mijając przechodzących ludzi.
Czy mogło być coś ważniejszego od tego co dzisiaj przeżyła.?
Wszystkie ludzkie dramaty wydawały jej się nieistotne w tej chwili.
Jeszcze tak niedawno, przed dosłownie godziną, szczęśliwa jak nikt, ubierała się przed lustrem, przymierzając multum sukienek,dopasowując makijaż i fryzurę.
A teraz...teraz wszystko runęło.
 Nic nie zapowiadało klęski.
Wczoraj wieczorem zadzwonił Robert i zapytał czy Kinga przyjdzie do ,,ich''parku.Zgodziła się bez wahania.Tak bardzo tęskniła. Od ostatniego spotkania minęły dwa tygodnie.Nie było chwili by o nim nie myślała.
,,Ich park''.Spotykali się tam od trzech miesięcy.Każda chwila była piękna.Spacery,pierwsze przytulanie i pierwszy pocałunek.Słowa o miłości,oddaniu i wiecznym szczęściu.
  Poznali się w maju.Wszystko kwitło.Ptaki szalały.Było jak w raju.
Niby banalne a romantyczne było ich pierwsze spotkanie.
Szła z zakupami.Mama była chora, tato w pracy.Trzeba było pójść do sklepu.
Skróciła sobie drogę przez park.Nagle zza drzewa wpadł na nią kilkuletni łobuziak, goniący za piłką.
Wszystko co miała w siatkach rozsypało się .Z pomocą pospieszył jej młody mężczyzna, idący akurat aleją.
Łobuziak oczywiście umknął z pola widzenia.
 Tak właśnie poznała Roberta.Ona -zwykła siedemnastolatka, niczym się nie wyróżniajaca(tak myślała o sobie)i przystojny mężczyzna liczący sobie 26 lat.
 Różnica wieku jej nie przeszkadzała.Robert właśnie tym jej imponował.Był starszy, zrównoważony a nie w stylu jej rówieśników, którzy, jak jej się wydawało myśleli tylko o jednym.
Zakochała się pierwszą prawdziwa miłością.Snuła plany na przyszłość, w których główną rolę grał Robert.
Koleżanki jej zazdrościły.Patrzcie, patrzcie Kinga się zakochała -mówiły.I to w takim facecie.
  Kinga była szczęśliwa.Znosiła humory mamy i wiecznie zapracowanego ojca.
Miała swój własny świat.Własną bajkę.I królewicza, który na każdym kroku pokazywał jak ważna jest dla niego.
  I wszystko to runęło tego sierpniowego dnia...


           




Zobaczyła go już z daleka.Jak zawsze był starannie ubrany i uczesany.Ale jakoś dziwnie mimo wszystko wyglądał.Jakby inaczej.
Kinga podbiegła i przytuliła się do niego.
Tym razem Robert nie przygarnął jej do siebie, tylko jakoś dziwnie spojrzał.
- Kingo-powiedział-musimy porozmawiać bardzo poważnie.
Przytuliła się mocno do niego.
-Słucham-wyszeptała z uśmiechem -jesteś bardzo poważny dzisiaj i taki..taki inny
 -Kingo-wysłuchaj mnie proszę i nie przerywaj, dobrze?
 -Dobrze,słucham
 -Widzisz moje droga-powiedział Robert- jesteś bardzo młodziutka.Jestem starszy od ciebie o całe 9 lat.
 Nie znasz mnie dobrze.Zanim ciebie poznałem, miałem dziewczynę.Chodziliśmy z sobą długo.
 Potem rozstaliśmy się.Długo byłem sam, gdyż pracowałem bardzo intensywnie.A potem zobaczyłem ciebie
 i sama dobrze wiesz, byłaś dla mnie ważna.
 -Byłaś-zapytała Kinga-a nie jesteś
 -Właśnie chcę ci powiedzieć, nie przerywaj , proszę-powiedział Robert
 Widzisz, spotkałem Anitę miesiąc  temu. Poszliśmy do kawiarni, wypiliśmy za dużo i...
- I co?-Kinga była bliska płaczu
 -I wylądowaliśmy u mnie-szepnął Robert
 Kinga nie kryła łe,.lecz Robert nie przytulił jej i nie pocieszył, tak jak to bywało dawniej.
- Kinga!!!-nie chciałem tego, naprawdę-tłumaczył- nie becz, choinka!
 Nie poznawała go.Zawsze taki ułożony , elegancki i subtelny.
 -Robert-dlaczego?-zapytała
- Sam nie wiem dlaczego-odpowiedział
  -Słuchaj, ja ci wybaczę, jeśli to się nie powtórzy-łkała Kinga
 -Otóż to!-wykrzyknął Robert-jesteś skłonna mi wybaczyć, no proszę.Dziewczyno,za późno.
 Anita jest w ciąży, ze mną.
  Kinga nie czekała na dalsze słowa.Popatrzyła smutno i odeszła.
 Bynajmniej jej nie gonił, nie przepraszał, chociaż miała taką nadzieję.
  Cóż, serce nie sługa.Nie potrafiła go przestać kochać, chociaż każde słowo raniło.
   W końcu spadł deszcz.Kinga nadal ignorowała ten fakt.Świat przestał być ważny.
 Ha, już widziała miny koleżanek.Będą z niej szydziły.
  Ale nawet to jej nie obchodziło.Myślała jak odzyskać Roberta.
 -Jestem kretynką-myślała-zakochaną idiotką.Ale on i tak do mnie wróci i to niebawem.
 Musze go odzyskać .Tylko jak?

                             

             




  Zbliżał się wrzesień.Czas powrotu do szkoły po wakacjach.
  Niestety, Kinga nie odzyskała Roberta, chociaż widziała go kilkakrotnie.
 Wyglądał na zadowolonego z siebie.Czyżby się pomyliła sądząc,że zależy mu na niej.
 Przecież gdyby mu zależało , chyba chodziłby smutny.
 A może tylko udaje?Kinga karmiła się nadzieją.Wymyślała różne scenariusze.
  Niestety, Robert nie tylko wyglądał na zadowolonego ale on był zadowolony.
  -Głupia smarkata-myślał-tylko czas dla niej traciłem-rozum mi odjęło.Ani do łózka ani nic.Głupie to
  .Dosyć spacerków i buziaczków, jestem za stary na to.
   Jego była dziewczyna wcale nie była w ciąży .W ogóle nigdy nie miał dziewczyny.
 Lubił łatwiejsze laski. Na takie jak Kinga szkoda było mu czasu. Ona z kolei chodziła do ,,ich''parku.Płakała.
  Na szczęście czas leczy rany.
 Lekcje zaczęły się na dobre.Trzeba było się uczyć.Przecież Kinga chciała zdać maturę i dostać się
 na studia.Powoli zapominała o Robercie..
  Jesień rozgościła się w parku. Kolorowe  liście strząsał wiatr.Było uroczo i melancholijnie.
  Kinga szła powoli, zamyślona.Odkąd rozstała się z Robertem stroniła od koleżanek.Bała się głupich uwag i przykrych słów.Wolała samotność.
  W miejscu gdzie zawsze spotykała się z ukochanym przystanęła.
 Wszystko jej przypominało szczęśliwe chwile i romantyczne uniesienia.Oczy zasnuła mgła wzruszenia.
 Było tak dobrze -pomyślała-tak cudownie.Dlaczego on odszedł.Przecież nie istniej żadna dziewczyna będąca z nim w ciąży.Wszystko sprawdziłam.Dlaczego tak się stało?
 Usiadła na ławeczce.Nie chciało jej się wracać do domu.Prawdę mówiąc nic jej się nie chciało.
 -Wszystko jest bez sensu-myślała.
 Nieopodal na ławce siedziało dwóch chłopków, którzy od pewnego czasu patrzyli na dziewczynę.
 Jeden z nich nosił pseudo Karaś  i był znany z nic nierobienia.
 Drugi Marco studiował na Akademii Sztuk Pięknych i był uważny za najprzystojniejszego faceta nie tylko na swej uczelni ale w ogóle wśród dziewczyn.
 -Te Marco,patrz co za cizia, niezła, co?-szepnął Karaś
 -Taka sobie-opowiedział Marco spojrzawszy na Kingę.
 Karaś podszedł powoli do dziewczyny....

         
                 





    - Cześć mała--Karaś stanął obok Kingi i patrzył na nią obleśnie
    Dziewczyna cofnęła się zatrwożona.
    Marco również podszedł i odsunął kolegę od Kingi.
    -Przepraszam cię-uśmiechnął się pobłażliwie.Mój kolega jest za bardzo śmiały.
    Jestem Marek, zwą mnie Marco a to Andrzej pseudo Karaś.Bardzo chcieliśmy cię poznać.
     Jak ci na imię królewno?
    Kinga popatrzyła na Marco i leciutko się uśmiechnęła.Podobał jej się .O czym on dobrze wiedział.
    Nie robiło to na nim wrażenia, udawał jednak,że każda dziewczyna jest dla niego najważniejsza
     ---Jestem Kinga.
   ----No proszę jak trafiłem, Kinga-królowa, dla mnie królewna
   ----Ej, ej-zawołał zapomniany Karaś-jakie dla ciebie-dla mnie ślicznotko możesz być cesarzową.
   Roześmieli się  wszyscy.
   - Zapraszamy cię do ,,Kwiatowej'"-Marco zgarnął Kingę ramieniem.
   Nie oponowała .Chciała zapomnieć o smutkach i zmartwieniach.
  Pójdę,czemu nie-pomyślała Kinga-przecież jest dzień a w KWIATOWEJ na pewno jest pełno ludzi,
  nic mi się nie stanie.
   -Chodźmy, chodźmy-przytaknął skwapliwie Karaś-trzeba gardełko piwkiem przepłukać.
  -No co ty Karaś,taką dziewczynę chcesz piwkiem kusić?-roześmiał się Marco
  -Królewno, lubisz piwko? -zapytał
  -Raczej nie-odpowiedziała Kinga-herbaty bym się napiła albo kawy.
  Marco uśmiechnął się miło i wziął dziewczynę za rękę .Karaś powlókł się za nimi, myśląc,że niestety przy pięknym Marco wysiada.
  Kinga pomyślała,że jest miło.Smutki się rozpierzchły i miała nadzieję,że nie wrócą.Marco spodobał jej się od razu, a Karaś rozbawił .Co szkodzi iść z nimi, wydawali się być w porządku.
  Weszli do kawiarni, w której o tej porze był niewielki ruch.Godzina był dosyć wczesna.
  Myśli o domu przeleciały Kindze po głowie, lecz szybko  zapomniała.
  Marco elegancko odsunął jej krzesło i zapytał czego się napije .
 Poprosiła o kawę cappuccino.rozejrzała się  w około i poczuła się dorosła.
  Kelnerka przyniosła dwa piwa i kawę.
 -Królewno, co na co dzień porabiasz,-zapytał Marco.
 -Chodzę do LO-odparła Kinga
 -Ach tak-młodziutka jesteś królewno,ale to nie szkodzi, prawda?-zapytał
 -Mam całe 17 lat-obraziła się
 -Tak ,tak- rzeczywiście-wtrącił Karaś-co ty Marco wygadujesz, dziewczyna jest dorosła.Prawda Kingo?
 -Jasne,że jestem -zapewniła hardo
 -Nikt temu nie przeczy mała-zapewnił Karaś-dlatego wypijemy po malutkim kielonku winka, co?
- Jasne-wykrzyknęła  z entuzjazmem-chętnie.Poczuła się naprawdę dorosła, jak nigdy.
 Zamówili wino.
 Do kawiarni zaczęli napływać ludzie.
 Obok stolika gdzie siedzieli nagle ktoś przystanął.
 O rety-zawołał Marco nagle-Roberto to ty?
 Kinga odwróciła głowę i  zaniemówiła.Nieopodal stał Robert, jej niedawna miłość.




                   


  Nie wiedziała co się wokół niej dzieje.Gapiła się na Roberta rozszerzonymi ze zdumienia oczami.
   On z kolei przysunął sobie krzesło i usiadł na wprost niej.
  - Co za spotkanie, doprawdy-rzekł z uśmiechem- wszystkiego bym się spodziewał, ale tego,że spotkam ciebie w takim miejscu, nigdy.
   -Wy się znacie-zapytał Marco
  - Owszem-szepnęła Kinga-trochę się znamy
   -Tak trochę-zakpił Robert
    -To strasznie fajnie stary- Karaś poklepał Roberta po plecach-mamy z głowy te pierdoły typu przedstawianie, -zarechotał-tu nie Wersal, ale mamy za to królewnę, prawdziwą, hehehe
   Kinga milczała.Było jej głupio i źle.Nawet chciała wyjść , ale pomyślała, że nie jest to dobre posunięcie.
  Marco obserwował jej ruchy, ironicznie się uśmiechając-.Lepiej zamówmy drugie winko-krzyknął-Jest okazja.
   Kelnerka przyniosła zamówienie.
  Kindze było trochę niedobrze, ale nawet sama przed sobą udawała,że wszystko jest ok.
   Chłopcy byli już nieźle wstawieni.Zaczęła się głupia gadka.Przestali zwracać uwagę na dziewczynę i rechotali,wulgarnie się wyrażając.
  .Kelnerka donosiła kolejne butelki wina.Miało cierpki smak i było dosyć drogie.
   Było już późno.W kawiarni panował tłok jak na dworcu kolejowym.
  Marco przypomniał sobie,że ta mała jest niepełnoletnia.Postanowił zachować się dzisiaj przyzwoicie i odprowadzić ją do domu.
  Wstał i podszedł do dziewczyny-hej mała ,czas do domciu-.Odprowadzę ją-powiedział głośno do kolegów
  Kinga wstała z ulgą i nie spoglądając na Roberta ruszyła za Marco.
  -Ale wracaj szybko-zawołał Karaś-winko stygnie, hehehehe
  Gdzie mieszkasz-zapytał Marco
  Na Morskiej-odpowiedziała mu.
  Poszli.Niemal musiała biec za nim.Jego  uprzejmość się skończyła .Dziewczyna czuła wręcz,że
facet chce się jej jak najszybciej pozbyć.Było jej przykro .Myślała,że jest w porządku.
  Był taki przystojny, aż za ładny na mężczyznę.Przypomniała sobie Roberta i serce zabiło jej mocniej.
   Na Morskiej Marco przystanął, rzucił krótkie,, cześć mała''i spłynął.
  Kinga weszła do klatki.Czy rodzice będą mieć pretensje o jej późny powrót?Była 23 godzina.
  Weszła cichutko do domu.Cisza.Wszyscy spali.Odetchnęła z ulgą.Rzuciła torbę do swojego pokoju,weszła do łazienki a potem cichutko, nie budząc nikogo, położyła się spać.
  Nie była pijana, ale czuła niesmak.Poszła sama z dwoma mężczyznami, ledwo poznanymi do największej w mieście speluny.
  - Oszalałam chyba-pomyślała-ale nie było tak źle, poza tym był Robert, och Robert,,,jak ja cie kocham.
 Zasnęła.
   Tymczasem w KWIATOWEJ....
 -Zwariowaliście-ryczał Robert-to małolata, cicha i grzeczna panienka!!!
 -Ale Robuś no co ty, nie wiedzieliśmy,że ją znasz w ogóle-najeżył się Karaś
 -Zabraniam-krzyczał Robert-zabraniam wam ją zaczepiać bo...
 Daj spokój stary-Marco spojrzał na kumpla-co ci w ogóle szkodzi. Uspokój się.Trzymam rękę na pulsie.
 Przyłożył rękę do serca i poprosił kelnerkę o nowe wino.


             
                   


                     




  Marco wstał przed południem.Przeciągnął się i ziewnął szeroko.Obok niego spała jasnowłosa dziewczyna.
Poszedł do łazienki i obejrzał z niesmakiem swoje odbicie.Blond loki, tak bardzo podobające się dziewczynom, były potargane,niebieskie oczy -bez zwykłego blasku.
 Mieszkał z Karasiem w willi na peryferiach miasta.Czynsz ktoś tam płacił.Marca nie nie interesowało kto.
 Kumpel załatwiał wszystko.Nawet laski na noc.Nie bardzo pamiętał skąd wziął tę obecną.
   Spojrzał na zegar zawieszony w łazience,dziwactwo właściciela domu. Dochodziła godzina 12.30.
  Za późno -by pójść na uczelnię.Za wcześnie -by wyjść na miasto-pomyślał.
  Wszedł do eleganckiej i obszernej kuchni.Włączył ekspres do kawy i sięgnął po papierosa.
 -Hej, dziewczyno, wstawaj-krzyknął w stronę sypialni-muszę wyjść-skłamał.
 Blondynka weszła do kuchni i zaczęła przymilać się do chłopaka.
 -Może pójdziemy do łóżeczka-spytała-jesteś milusi.
 Marco delikatnie odsunął dziewczynę od siebie.Nie znał nawet jej imienia.
 - Słuchaj, masz tu-wyjął z portfela 300 zl-i podał je dziewczynie.
 Idź już, bo jestem zajęty-mruknął
  Blondyna wzięła kasę i powiedziała-dostałam już, ale wezmę jeszcze, bo nie jesteś miły.
  Marco brutalnie odebrał jej kasę i kazał spłynąć.
  Dziewczyna poszła do sypialni ubrała się i nic nie mówiąc wyszła.
  -Cholerne baby- warknął-nie dadzą człowiekowi spokoju.
   Przypomniał sobie wczorajszy wieczór i tę małą, jak jej tam, aha, Kinga..
  Lubił takie młode cielęcinki.Ha, to jest dopiero wyzwanie.Jak zawsze sama mu wskoczy do łóżka.
   Wszystkie są takie same.
  Marco był pewnym siebie facetem, który spokojnie i niespiesznie studiował na ASP.
   Talentu miał nie za wiele, ale tyle by po dwa razy zaliczać każdy rok.
   Najlepiej wychodziło mu zaliczanie panienek, wciąż nowych i chętnych.
   Niektóre same lazły do niego, a na niektóre polowali w parku , razem z Karasiem lub Robertem.
   Ostatnio zrobili z tego niezły interes.Ciekawe- pomyślał Marco, czy ta mała Kinga da się prędko złapać.
   Uśmiechnął się lubieżnie.Oczywiście zaliczy ją pierwszy.Niepokoił go Robert.Czuł przed nim respekt.
   To Robert właśnie był ich szefem w tym małym interesie.Powiedział przecież by dać spokój        Kindze.Pytanie dlaczego.A może ją zaliczył i nie przeszła testu.?
  Marco wolał świeży towar. Ale zaliczoną małolatą nie może przecież pogardzić.
  Zapalił papierosa i zaciągnął się dymem, czuł dreszczyk emocji.
  Trzeba było pomyśleć nad strategią działania.
  Zadzwoniła komórka.Wyświetlił się numer Karasia.
  -Hej-zawołał kumpel-spała dzisiaj z tobą Milena.Powiedziała żeś gbur, chociaż anielsko piękny.Jest obrażona nieziemsko.
   -Daj spokój.Nie obchodzi mnie żadna Milena.Niech spada.
  -Marco, Milena to mistrzyni w pościeli, jak się obrazi to nas oleje.
  --Niech olewa.Nie znam jej i mam to gdzieś.
 ---Hahaha-zaśmiał się rubasznie Karaś-wiem co ci po łbie chodzi.Ta mała , co?Stary, daj spokój, ona jest
 Robertina .Lepiej z nim nie zaczynaj.Do naszych planów chyba nie pasuje.
  -Dobra, dobra-uspokoił go Marco-po co dzwonisz?tylko w związku z tą obrażoną Mileną?
  -Nie-odparł Karaś-dzwonię by ci powiedzieć,że o 19 tej masz być w KWIATOWEJ.Masz przyjść z Kingą, ma się rozumieć.Więc stary, daj dobry bajer.Zresztą co ci będę mówić, sam wiesz. Bywaj.
  Karaś się rozłączył.
  Marco zatarł ręce.
  -Hahahha-trzeba działać.Muszę być pierwszy. A mała na pewno nie poskarży.




 Ranek jasny i słoneczny powitał Kingę.  Obudziła się stwierdziwszy,że boli ją głowa.
Czuła się źle, było jej gorąco i mdliło ją okropnie.W kuchni,która sąsiadowała z jej pokojem grało radio.
 Właśnie spiker miłym głosem oznajmił,że minęła 7.15.Zerwała się z łóżka,i poczuła jak żołądek podchodzi jej do gardła.Pobiegła do łazienki.Obmyła twarz zimną woda.Z lustra patrzyła na nią blada dziewczyna o prostych,długich,ciemnych włosach.
 Weszła do kuchni.Powitało ją pytające spojrzenie matki.Ojciec wyszedł już do pracy, chodził na 7 mą.
 - Dziecko, jak ty wyglądasz?gdzie wczoraj byłaś do późna-spytała mama.
 -Byłam u Gosi.Dziś klasówka z matmy. Uczyłyśmy się.-odpowiedziała, nie patrząc na matkę.
 - Zjedz śniadanie-rodzicielka posunęła jej talerzyk z kanapkami i herbatę.
 Kinga poczuła,że jeśli w ogóle spojrzy na jedzenie, wszystko zwróci.Wypite wczoraj wino, dawało się jej w znaki.
  -Mamo, spieszę się-.Zabrała śniadanie zapakowane do szkoły,wypiła trochę herbaty i umknęła do swego pokoju po torbę, która od wczoraj nie była nawet rozpakowana.Zresztą nie zamierzała pójść do szkoły.
 Wiedziała,że mama wyjdzie do pracy.Była już zdrowa i pracowała normalnie od 9 tej do 17 tej w miejskiej
 bibliotece.
 Kinga  poszła do parku.Chciała przemyśleć wszystko co wczoraj się zdarzyło.
 Ten Marco.Bardzo jej się podobał, lecz nie tak by się w nim zakochać.Karaś..hmm, wesoły kolega-myślała naiwnie.Robert...Robert...jednak wciąż go kochała.Gdy wczoraj go zobaczyła to wszystko wróciło.
  Nagle zza drzewa wyszedł obiekt jej westchnień.Szedł na przeciw niej.Serce zaczęło wywijać koziołki.
 - Kinga, cześć złotko-odezwał się do niej
  Zaniemówiła.
 -Wiesz kochanie, nie mam teraz czasu, ale przyjdzie po ciebie Marco.Wieczorem, ok?-zapytał
  Kiwnęła głową.Oszołomiło ją wszystko.Słodkie słowa, czułość, której tak pragnęła.
 -Przepraszam za tamto mała, zrozumiałem,że ciebie  kocham.Będę czekał w KWIATOWE,pa.
 Pocałował ją w usta i odszedł.
  Kinga stała, nie wierząc w to co miało miejsce.Była jak zahipnotyzowana.Nawet przestało jej być niedobrze.Pobiegła radośnie przed siebie, śmiejąc się jak szalona.Ludzie mijający ją,oglądali się, niektórzy nawet przystawali.
  Nic jej nie obchodziło, nic, nic.Kocha mnie, kocha.Przemyślał,wrócił.Jest mój na zawsze, na zawsze.-
 - jej myśli pędziły jak wiatr.Dochodziła godzina 9 ta.Zawróciła do domu.Tak jak myślała, mamy nie było.
  Rozebrała się i wskoczyła do łóżka,szybko zasnęła, z uśmiechem na twarzy.


                   


 Kinga i Marco zmierzali do KOLOROWEJ.Łagodny zmierzch otulał okolicę.Było mgliście.
 Idąc milczeli.Dziewczyna wyglądała ślicznie: młodo i świeżo.Marco zerkał co jakiś czas na nią.
 -Królewno-może byśmy usiedli na chwilkę , o tu, na ławce-zapytał on.-chciałbym zamienić z tobą słówko.
 Pociągnął ją na pobliską ławkę.Kinga usiadła.
 -Słucham-o czym chcesz ze mną rozmawiać?Robert na mnie czeka, chciałabym już pójść.-rzekła
 -Mam dla ciebie propozycję-Marco rozejrzał się wokół, jakby się bał,że ktoś podsłuchuje.
 Robertem się nie przejmuj.Wolałbym byś pomyślała raczej o mnie-rzucił nonszalancko.
 Na pewno ci się podobam.Powiem krótko .Pogadamy trochę w KOLOROWEJ i pójdziemy do mnie,ok?
 -Oszalałeś?-Kinga zerwała się z ławki-za kogo mnie uważasz?za jakąś dziwkę?
 -Hej hej, spoko mała-chłopak złapał ją za ramiona i mocno przyciągnął do siebie-nie graj cnotki!szepnął ostro.-będziesz zadowolona zobaczysz.
 Chwycił ja za głowę i przycisnął usta do jej ust.
 Dziewczyna zaczęła się wyrywać.Lecz w parku nie było nikogo, kto mógłby jej pomóc.
  Marco był silny.Rozpiął jej bluzkę,podniósł do góry spódnicę, szarpnął majtki i brutalnie zgwałcił.
 Dziewczyna wyrywała się, nie miała jednak szans.Krzyczała z bólu i upokorzenia.
 Po wszystkim chłopak kazał jej się ubrać. Był bardzo zadowolony z siebie.
 -Teraz jesteś moja rozumiesz-szepnął jej do ucha-a jak komuś powiesz, to tak cię urządzę,że nikt cie nie pozna.
  Kinga łkała.Czuła się strasznie zbrukana.
 - Idziemy do Roberta-powiedział on-i powiemy mu,że na razie jesteś moja,rozumiesz??!!
 Za parę dni, może sobie ciebie wziąć,hahahah-zaśmiał się obleśnie.-Dziewice to moja specjalność.
 Gwarantuję ci,że za góra dwa tygodnie mi się znudzisz.Pamiętaj-chwycił ją mocno za rękę-jak w ogóle komuś powiesz, narobię ci takiego wstydu,że będą cię wszyscy wytykać palcami.
 Teraz idziemy-twój Robercik się spóźnił -hahhaah-jesteś na razie moja.
                                         


             
  W KOLOROWEJ Robert zaczął się niecierpliwić.Marco z dziewczyną mieli się pojawić już przeszło godzinę temu.Miał plan, nie zamierzał niczego zmieniać, a ten typ spod ciemnej gwiazdy, lekceważył go chyba.
  Karaś również się niecierpliwił.Pił już trzecie piwo a Marco z Kingą nie nadchodzili.
  Robert wyjął komórkę i wykręcił numer.
 -Co ty sobie do cholery myślisz?czekam tu już godzinę a was nie ma-krzyknął do słuchawki.
 - Zaraz będziemy, spoko-odezwał się głos w komórce-one moment.
  Po kilku minutach nareszcie przyszli.Kinga była blada,miała krzywo pozapinaną bluzkę.
  -Co jest?!-wykrzyknął Robert-co jej zrobiłeś-podszedł do Marco i potrząsnął nim.
  -Spoko stary. nic jej nie zrobiłem, he hehe,sama chciała hehe hehe
  - Kłamiesz, pożałujesz-Robert był wkurzony-nie zapomnę ci tego.Kinga!-zawołał-idziemy.
  Szarpnął dziewczynę i chciał wyjść z kawiarni.Marco jednak był szybszy.Dogonił ich i szepnął coś
 Robertowi na ucho.Przystanęli.Zaczęli cichą rozmowę, w wyniku, której Marco podszedł do baru.Przyniósł szklankę z sokiem i podał dziewczynie do wypicia.
   Kinga drżała.Nagle poczuła się tak słabo,że gdyby nie Robert, upadlałby na podłogę.
   Wszystko zniknęło.zapadła w nicość.
   Marco z Robertem wyprowadzili dziewczynę z kawiarni, mówiąc kelnerce,że mała źle się poczuła.
   Karaś zapłacił rachunek i podążył za nimi.
   Na parkingu stało srebrne audi.Wrzucili dziewczyna na tylne siedzenie.Chwilę się naradzali.Potem
   wsiedli wszyscy do samochodu i odjechali.
  Wysiedli koło dużego domu pod lasem.Dziewczyna nadal była nieprzytomna. ja w samochodzie i udali się do willi.
   W środku było jeszcze dwóch mężczyzn..jeden miał około 40 lat, drugi był w wieku chłopaków.
  -Co, przywieźliście towar-zapytał starszy
  -Tak- odpowiedział Robert-tylko temu idiocie,wskazał na Marca,przyszło do łba ją zgwałcić.
  -Nie szkodzi-odpowiedział mężczyzna-będzie łatwiej, nie mam zamiaru się męczyć z jakąś dziewicą.
 Dawajcie ją, zrobimy swoje i w drogę
   Wszyscy poszli do samochodu.Kinga nadal była w otchłani.
 -Niezła jest-powiedział drugi z mężczyzn-.młódka-był rosłym, umięśnionym brunetem o brutalnej twarzy.
 -Ja pierwszy-powiedział -i zaśmiał się.
  Wyciągnęli dziewczynę z audi, zanosząc ją do domu.
  Kinga oprzytomniała. Zaczęła krzyczeć, nikt jednak nie zwracał na nią uwagi.
 Położono ją w jednym z pokoi.Wszyscy po kolei  ją gwałcili.Dziewczyna znów straciła przytomność z bólu i rozpaczy.
 Po wszystkim napojono ją czymś, znów zaniesiono do samochodu.
  Pięciu mężczyzn i nieprzytomna dziewczyna odjechali w nieznanym kierunku.


             
                
                           


 - Gdzie ona jest-Joanna,mama Kingi, chodziła z kąta w kąt-przecież zawsze przychodziła na czas, nigdy nie było z nią żadnych kłopotów.
  -To może się własnie kłopoty zaczęły-stwierdził  Henryk-ona ma 17 lat, to trudny wiek
  -Henryku, trzeba coś zrobić,gdzieś zadzwonić,jest dwudziesta trzecia.
  -Gdzie Joasiu?-zapytał
  -Do koleżanek.Do Gosi i innych jakie ma.
  -Masz ich numery?
  -Może będą gdzieś w pokoju Kingi-Joanna pobiegła do pokoju córki
  -I gdzież chcesz szukać?-spytał ojciec
  -Przeszukajmy wszystko.
 Rodzice zaczęli przeglądać szafki i szuflady.Wszędzie panował wzorowy porządek.Ich córka była pedantką.
  -Asiu, przecież numery z reguły są zapisane w komórce
 --Tak pomyślałam,może pójdziemy do Gosi.Przecież znamy jej adres, rodziców zresztą też.
 --Idziemy-ojciec zaczął wkładać kurtkę i czapkę.
   W kwadrans dotarli do koleżanki Kingi.Zadzwonili.Zdziwiona dziewczyna  nie potrafiła powiedzieć, gdzie może znajdować się koleżanka..Powiedziała,że przed wakacjami  Kinga miała chłopaka , lecz chyba się rozstali, bo po wakacjach nie widziała ich razem.Poza tym nie było jej dzisiaj w szkole i dzwoniła na jej komórkę, ale nie odbierała.Henryk zapytał czy Gosia wie, gdzie może być jego córka teraz i co to był za chłopak z którym chodziła.
 Niestety dziewczyna nie wiedziała.
-Trzeba zadzwonić na policję-szlochała Joanna
 -Asiu, uspokój się-pójdziemy na policję, ale nie możesz się tak denerwować.Dziewczyny w wieku Kingi mają różne głupie pomysły.
   Na posterunku policji, młody aspirant przyjął zgłoszenie i szczegółowe informację oraz zeskanował zdjęcie Kingi.
 -Proszę państwa,proszę iść do domu.będziemy w kontakcie.Jak tylko czegoś się dowiemy-zadzwonimy.
  Nie pozostało nic, tylko czekać.
  Rano zadzwonił aspirant i zapytał czy zgadzają się , by podać komunikat w lokalnej prasie .
   Joanna i Henryk, rodzice Kingi, zgodzili się.Obydwoje zostali w domu, biorąc  naprędce urlop na żądanie w pracy.
   Ich córka  zniknęła wczoraj.  Nie pojawiła się dotychczas w domu ani w szkole.Nikt nic nie wiedział.
   Byli załamani.

                                             

               




 -Macie nową-Robert i Karaś rzucili bezwładną Kingę na łóżko.
   -Jest jeszcze nie do użycia.Trzeba odczekać  z tydzień.Gdzie szef?-spytał Robert
    Facet o gębie boksera wskazał drzwi na lewo.
    Udali się więc do pokoju zwanego biurem.Zapukali.Poproszono ich o wejście.Weszli.
    -A to wy-młody i przystojny mężczyzna nie zdziwił się widząc kto wchodzi.
    -Macie towar?-zapytał
   - Rzuciliśmy gdzie zawsze.Tym razem 50 tys, bo laska młoda 17 lat, dopiero dzisiaj rozdziewiczona-wulgarnie powiedział Karaś.
   - Dobra. Płacę.-szef podał Robertowi pieniądze.-Na razie przez miesiąc cisza jak zawsze, zresztą odezwę się, jak będę w potrzebie .Idźcie już lepiej.Zajmiemy się towarem jutro.Wiecie co macie robić.
  -Tak -przytaknęli-wychodząc z biura.
   -I co?-zapytał mężczyzna z willi-wszystko ok?
  - Tak, towar przyjęty kasa jest,po  10 tys na łebka .Chociaż Marco powinien dostać po pysku, zamiast kasy!-powiedział Robert i odliczył każdemu po równo.
   - Mówię ci, jak jeszcze raz nas wyrolujesz,marny twój los.Jedźmy już, muszę odpocząć, jutro jadę poszukać nowego towaru na wybrzeżu.
____________________________________________________________________________

 Kinga odzyskała świadomość po dwóch dniach.Karmiono ją i pojono oraz zamykano na klucz, w ładnym pokoju.Nikt do niej nic nie mówił a ona była zbyt obolała i wystraszona by pytać.
  Dziewczyna, która z nią dzieliła pokój,mogła mieć z 20 lat.Była ładna, lecz przygaszona i smutna.
 Znikała gdzieś na całe noce.Przychodziła przed świtem, często szlochając.
 -Obudziłaś się?-zapytała-o nic mnie nie pytaj.Nie wolno mi nic powiedzieć,tylko to,że jesteś w burdelu.sprzedano cię.Musisz milczeć i robić co ci każą, bo inaczej zabiją.Nie pytaj więcej.
 Jestem Alicja. A ty?
-Kinga-odpowiedziała dziewczynie.
 Milczały obie.Po chwili facet o twarzy goryla przyniósł obiad.
 -Gadałyście!!!-krzyknął-chcecie po ryju?!żeby mi było ostatni raz!!!!rozumiano!!!?
 Ty!-wskazał Kingę-tu ciuchy!za dwie godziny masz być gotowa. Hehehehe,masz klienta .
 Jak nie będziesz grzeczna, to ciężko pożałujesz.
 Goryl wyszedł zamykając drzwi.
 Kinga zrozumiała gdzie jest i po co.Robert ja sprzedał, razem z Marco i Karasiem.A przedtem
 została zhańbiona kilka razy.
 Zapłakała gorzko.
 Musze stąd uciec, bo stracę szacunek dla samej siebie-pomyślała.

                             







 Michał był zmęczony.Mało spał tej nocy, bo musiał przygotować się do kolokwium z łaciny.
Przeglądał miejscową gazetę.Nagle zerwał się z krzesła.Zobaczył zdjęcie zaginionej dziewczyny.
Znał ją przecież, pamiętał z LO, które ukończył w tym roku.Miała na imię Kinga.Właśnie przed wczoraj widział ją w towarzystwie jakichś żuli. Chciał  nawet do niej podejść, bo znali się z kółka polonistycznego, ale wyszła wtedy z tymi facetami.Zaginęła.O rany.Trzeba zadzwonić na policję. Pamiętał przecież tych mężczyzn.Może coś pomoże.
- Dzień dobry,nazywam się Michał Sosnowski,mam informacje odnośnie zaginionej dziewczyny.
   Oczywiście mogę przyjść, nawet zaraz.Będę za około pół godziny.Dziękuję.
   -Mógłby pan opisać tych mężczyzn dokładnie-zapytał policjant w pół godziny później
  -Tak.Bardzo dokładnie im się przyjrzałem, bo byłem zdziwiony widząc Kingę w takim towarzystwie.
   Znam ją jako spokojną dziewczynę.Otóż było ich trzech:jeden blondyn maił trochę dłuższe włosy,przystojny i wysoki z rodzaju tych, którzy podobają się dziewczynom, taki rozlazły typ.
   Drugi taki przeciętny, niski, chyba szatyn.Trzeci też z rodzaju lalusiów, raczej bardzo przystojny, ciemnowłosy, starannie ubrany,wysoki.
  -Czy rozpoznał by ich pan?
  -Tak, na pewno-odparł Michał
  To proszę o przejście do pokoju obok, poogląda pan zdjęcia , może coś znajdziemy.
    Zdjęć było dosyć dużo.Ale już po chwili,Michał wskazał fotkę przestawiającą mężczyznę
 o ciemnych włosach i ładnej twarzy.
  -Ten ten  na pewno-wykrzyknął-podając zdjęcie policjantowi.
 --Taa- porucznik Mrozowski nie krył zdziwienia-Robert Nowak.Notowany za sutenerstwo oraz trzykrotne pobicia kobiet.Podobający się paniom.Od jakiegoś czasu podejrzewamy,ze jest związany handlem dziewczynami, zwłaszcza nieletnimi.To już jakiś trop.
 Zadzwonił gdzieś, wywołując młodego policjanta.
-Słuchaj Paweł-weź ludzi i poszukajcie Nowaka,-podał mu fotografię-jak go znajdziecie, zaraz do komendy.
-Tak jest-młody policjant wyszedł
-Proszę niech pan jeszcze obejrzy zdjęcia-powiedział porucznik do Michała-pewnie Nowak ma pomocników, o ile wiem działał na wybrzeżu, zwłaszcza latem, zawsze dobierał sobie grono znajomków.
 Niestety, Michał nie rozpoznał już nikogo.
Wyszedł z komendy oszołomiony. Postanowił sam się coś niecoś dowiedzieć na własną rękę.
Skręcił do parku natknąwszy się  na Marco i Karasia, którzy po wczorajszych przeżyciach, pili sobie piwko
na jednej z ławek .
Michał stanął jak wryty. Udając zwykłego przechodnia, wyciągnął telefon komórkowy i zadzwonił do porucznika.
W kwadrans potem siedział znów w komendzie.Rozpoznał mężczyzn , którzy byli w KWIATOWEJ
razem z zaginioną Kingą.

                     



  Kinga została zaprowadzona do dużego, pięknego pokoju.Chciało jej się płakać.Ale gdy spojrzała na faceta, który ja prowadził, powstrzymała się, jak tylko mogła.Bała się.
  Stała przy przy drzwiach a mężczyzna, który przyszedł zażyć rozkoszy, stał przy oknie.
  Dziewczyna  cichutko zaczęła łkać.
-Proszę pana, proszę mnie zostawić.Łkanie zaczęło przybierać na sile.
 Mężczyzna jednym skokiem znalazł się przy niej.
 -Nawet nie masz pojęcia mała, ze jesteś szczęściarą-powiedział.Tylko się uspokój
-Niech mi pan nie robi krzywdy łkała nadal Kinga
-Posłuchaj, wyciągnę cie stąd, jestem z policji, miałaś szczęście.Tylko cicho, rozumiesz?
-Tak-przestała płakać i uspokoiła się, chociaż nadal drżała
-Hej-mężczyzna otworzył drzwi-jest tam kto?
-Słucham pana- ochroniarz zbliżył się do drzwi-co?mała jest niegrzeczna?zaraz jej przyłożę, heheheh
-Nie, niech pan zostawi-odpowiedział mężczyzna-chcę ją zabrać na miasto, płace potrójnie.
-Hmm, takiej opcji nie mamy..ale ..czy będzie pan jej pilnował?
-panie zabiorę ja na imprezę tylko dla wybranych, rozumie pan?sami faceci. Będzie miała kilku klientów, hehehe.
--Dobra.Ale niech pan uważa-jeszcze zadzwonię do szefa.
-Niech się pan nie fatyguje,znam szefa.Pochwali pana i dostanie pan premię.A tu-wsunął do kieszeni ochroniarza kilka banknotów-prowizja dla pana.
  -Dam jej trochę prochów, więc będzie spokojna-powiedział na koniec i szarpnął Kingę, popychając ja na schody.
  Ochroniarz zaśmiał się rubasznie-miłej zabawy-tylko niech ja pan przyprowadzi jutro, bo mam zamówionych trzech następnych amatorów małolat.
  -Będę rano, do widzenia i dzięki-mężczyzna wyprowadził dziewczynę zamykając za sobą drzwi.
 -Teraz szybko-powiedział-bo,jak wiem, szef wróci niebawem i będą kłopoty-wsadził Kingę do samochodu i szybko odjechał.
  -Czy ty wiesz gdzie jesteś w ogóle?zapytał Kingę.
-Nie-odpowiedziała
  -Jesteś w Niemczech.Sprzedano cię do polskiego burdelu.Jeszcze dziś w nocy policja zrobi tam nalot.
  Ja miałem się tylko upewnić.W ostatniej chwili zdecydowałem się ciebie odbić.Było to dość ryzykowne, bo jestem sam.Nie chcieliśmy wzbudzać podejrzeń .Zwiozę cię na posterunek, oni cię odtransportują do Polski.
-Dziękuję panu-szepnęła Kinga...gdyby nie pan-rozpłakała się na nowo.
Mężczyzna nic nie powiedział tylko pozwolił jej na ten płacz.

                 



   Marco i Karaś wypierali się jak mogli .Ale gdy Michał ich rozpoznał oraz gdy usłyszeli ile lat więzienia im grozi, załamali się.Opowiedzieli wszystko.
   W KOLOROWEJ poznali Roberta, który zaproponował im dobry interes.Mieli zaczepiać młode dziewczyny i po konsultacji z nim zabierać je do kawiarni.Tam pojono dziewczynę winem i zależnie od tego jak była chętna do zabawy ,albo od razu wrzucano jej do napoju narkotyk, albo za jej pozwoleniem odbywano z nią stosunek, po czym wywożono do Niemiec .do polskiego domu publicznego, gdzie dziewczęta były zmuszane do prostytucji.
  Marco był wabikiem gdyż panienki za nim szalały.
  Z Kingą było trochę inaczej, gdyż Robert chciał ja mieć najpierw dla siebie bo mu się podobała.
 Kilka miesięcy chodził z nią.Ale dziewczyna była inna.Nie chciała iść z nim do łóżka, czego nawet nie próbował.Rozstał się więc  z nią, bo się znudził, chociaż widział ,ze mała zakochała się w nim.
  Czym prędzej wystawił ją chłopakom, udając potem zakochanego.
 Michał słuchał tego wszystkiego i miał ochotę skopać tych facetów.Zadzwonił telefon.Porucznik wysłuchał wszystkiego i odłożył słuchawkę.
-Dziewczyna się znalazła.-powiedział-jest w szoku.Uratował ja polski policjant, który robił w burdelu rozpoznanie.Jest w drodze do domu.Trzeba zawiadomić rodziców.
-Nie mógłbym tego zrobić?-zapytał Michał-znam ich, chodziłem do tej szkoły co Kinga.Odprowadzałem ją czasem do domu, gdy wracaliśmy razem z kółka polonistycznego.Gdybym wtedy...och,,chciałem z nią chodzić, ale uznałem,ze trochę poczekam, bo była taka młodziutka.Rany, mogłem z nią chodzić, wtedy na pewno nie wpadła by w łapy tych drani.
-Niech pan idzie-pozwolił porucznik-może tak będzie nawet lepiej.

____________________________________________________________________________

Kinga wróciła do domu.Długo dochodziła do siebie.leczyła się.Opuściła rok nauki.Park omijała z daleka.
Wielka pomocą był dla niej Michał.Z czasem zaufała mu.Kilka lat chodzili ze sobą.
Zakochała się z wzajemnością.
 Ich ślub odbył się w kilka lat po tej historii.

 Mimo starań policji Robert umknął..Dom publiczny w Niemczech zlikwidowano, sprzedane dziewczęta uwolniono.
Marco i Karaś oraz inni  mężczyźni, którzy brali udział w handlu żywym towarem, trafili za kratki na dobrych kilka lat.











czwartek, 18 kwietnia 2013

Wiktor

  To co?impreza w piątek-zapytał Marcin
  Może być-odpowiedziała Marta
  Ja milczałam.
  Czemu nic nie mówisz, Aga?-zapytał Marcin
  Ewidentnie czekał na odpowiedź.
  Staliśmy w trójkę na rynku, czekając na tramwaj.Ja, moja przyjaciółka Marta i Marcin-kolega z roku.
  Nie wiedziałam co odpowiedzieć.Bo co miałam mówić?,że nie przyjdę z powodu Jolki?dlatego,że bujałam się na umór w jej chłopaku, Wiktorze.
  Studiowaliśmy wszyscy na medycynie, 3 rok.Ja i Marta znałyśmy się od zawsze.Resztę towarzystwa poznaliśmy na studiach.
  Marcin i Marta chodzili ze sobą już trzeci rok.Nie przeszkadzało to naszej przyjaźni.Marta umiała dzielić czas między mnie i swego chłopaka.Poza tym byli jeszcze inni ludzie z roku.Spotykaliśmy się zawsze w chacie Magdy, gdyż mieszkała w domu za miastem a jej rodzice nie mieli nic przeciwko naszym spotkaniom.Byliśmy w miarę spokojni, nie przesadzaliśmy z alkoholem, po prostu fajna paczka.
  Wszystko było ok do czasu jak na 3 roku dołączyła do nas Jolka.
 Była bardzo atrakcyjna,zadbana i ....bogata z chaty.Jej rodzice byli właścicielami kilku restauracji.
 Przypuszczałam, że studia też jej załatwili.Jolka dołączyła do nas bo miała dziekankę i rok przestoju.
 Nie lubiłam jej, chociaż muszę przyznać, że była miła,sympatyczna i nie zadzierała nosa.
 Dołączyła do naszej paczki, do której należeli:ja, Marta, Marcin, Magda, Elka, Wojtek i Michał.
 Parą byli tylko Marcin i Marta.Reszta była wolna;)
 Jolka jakoś tak znienacka zaczęła chodzić na nasze party oraz zaczęła się z nami uczyć, przypuszczam,że dlatego,że byliśmy dobrymi studentami a ona? no cóż, ona studiowała bo tak chcieli jej rodzice.W każdym razie, ja jej nie widziałam w roli lekarza.
 Nikt nie oponował gdy do nas dołączyła, chociaż różniła się od nas wszystkich.
 Czy jej zazdrościłam zapytacie.Odpowiem,że chyba tak.
 Ja Agnieszka, pochodzę z okaleczonej rodziny.Ojciec zginął w wypadku, gdy miałam 6 lat.
 Mama moja bardzo ojca kochała, nie związała się nigdy z żadnym mężczyzną.
 Nie miałyśmy żadnej rodziny.Mama pracowała jako nauczycielka fizyki w liceum.
 Ciężko było, dawała korepetycje, ale i tak ledwo wiązałyśmy koniec z końcem.
 Jak zaczęłam studia, dostałam stypendium i tez dawałam lekcje,trochę lżej było.
 Nie mogłam sobie pozwolić na złe oceny, na luzy.Mama była ze mnie dumna, bardzo się kochamy.
 Jola miała ze wszystkim łatwo.Jej zadaniem była nauka nic więcej
  To było jakiś miesiąc temu.
 Jola przyprowadziła na imprezę swojego chłopaka.Słyszałam kilkakrotnie,że chodzi z kimś, lecz nie zwracałam na to uwagi.
  Ale gdy zobaczyłam jej chłopaka, omal nie zemdlałam.
 Facet był wysoki, o ciemnych oczach i włosach, oliwkowej cerze.Miał ładne okulary.
Nie wiem skąd, ale wiedziałam, że jest inteligentny, oczytany i po prostu mądry.Słowem mój wyśniony ideał.
Wiktor,skończył już studia,był architektem i pracował w znanej pracowni.Zarabiał dobrze,mieszkał z rodzicami w domu za miastem tak jak Jolka, był bez problemów finansowych.Zadowolony z życia.
 Był ponadto sympatyczny i szarmancki.Ta Jola, miał wszystko-urodę, kasę i super-faceta.
Miała to, o czym ja, szara mysz, mogłam tylko marzyć.
Wiktor był miły dla wszystkich,był duszą towarzystwa i widziałam, że wszyscy go polubili, a dziewczynom
wyraźnie się podobał.A ja..ja się zakochałam od pierwszego wejrzenia, co ukryłam skutecznie.
 Dni mijały.Kolokwia, egzaminy,spotkania -szły swoim torem.
 Widywałam Wiktora z Jolką, bywaliśmy na imprezach.I.. kochałam się w nim coraz bardziej.
 Nie widziałam by jakoś specjalnie się z Jolką kochali.Owszem trzymali się za ręce, obejmowali..
Wtedy moja dusza płakała.
 Nawet Marcie nic nie powiedziałam.Zresztą ona była zakochana i nie zrozumiałaby mnie na pewno.
Przecież Wiktor był zajęty a moja miłość -nieszczęśliwa.
Nie miałam nadziei.
O wiktorze wiedziałam prawie wszystko.Chłonęłam wiedzę na jego temat jak gąbka.Marzyłam o nim
nocami i dniami, w chwilach samotności i w towarzystwie.
Skutecznie odganiałam adoratorów, chociaż i tak było ich niewielu.
Przecież nie byłam dobrze ubrana.Byłam skromna, chociaż na studiach osiągałam jedne z najlepszych wyników.
Uczyłam się jak szalona, wiedząc,że to moja inwestycja na przyszłość.
Kiedyś,myślałam, będę panią doktor, będę poważana.Mam zamiar osiągnąć wiele.
Nadszedł TEN dzień.Jola i Wiktor ogłosili zaręczyny.
To był cios dla mnie, w samo serce.
Dotąd miałam jeszcze nadzieję,że coś się zmieni, coś się zdarzy.Teraz już nic.Nic nie zostało.
Nie spałam w nocy, nie jadłam.
Mama się martwiła, co się ze mną dzieje.Nikomu nic nie powiedziałam, nic.
  I teraz ta impreza.
Będą wszyscy/-zapytałam od niechcenia.
Tak-odpowiedział Marcin.A..sorry, Jolki nie będzie, poleciała z matką do Paryża, zobaczyć suknie ślubne  czy coś tam.Ale Wiktor będzie.
Serce mi załomotało...Wiktor będzie, Wiktor...
Na co miałam nadzieję?na nic.chciałam go zobaczyć po raz ostatni wolnym.Bez Joli.
 Ubrałam się najstaranniej jak tylko mogłam, w najlepszą sukienkę i nowe buty.
Rozpuściłam włosy(mój jedyny, jak mi się zdawało atut,)długie ciemne, gęste, proste i zadbane.
Z duszą na ramieniu weszłam do domu Magdy.
Był tam.Był.Jedyny, cudowny, taki miły i kochany.
Przywitałam się z wszystkimi.Spojrzał w oczy?czy mi się wydawało?
Marcin zarządził tańce.Poprosił Martę i przytuleni dreptali sobie;)
Mnie poprosił Wojtek a Magda na siłę wyciągnęła Wiktora.
Aga-szepnął mi Wojtek-ty się nie gap na tego Wiktora tak, w twoich oczach widać wszystko.
Dziewczyno, on się żeni.
Nie wiem jak to się stało,że zaczęłam płakać. Szlochałam najpierw cichutko, potem coraz bardziej rozpaczliwie.
Marta zauważywszy co się dzieje, zostawiła Marcina i siła zaciągnęła mnie do łazienki.
Muzyka ucichła.
W łazience rozpłakałam się rozpaczliwie, mówiąc nieskładnie jakieś bzdety.
Aga-powiedziała Marta-wiem,że się w nim kochasz
Bardzo widać-zapytałam
Nie wiem czy widać-powiedziała-ja wiem od początku.Nie zapomnij, że znamy się od pieluch.
Uspokój się-pójdziemy do chaty.Powiem,że się źle poczułaś.
  Weszłyśmy do pokoju.Wszyscy siedzieli  panowała cisza.
Wiktor wstał na mój widok i zapytał czy możemy porozmawiać.
O czym-zapytała Marta-
Chciałem tylko...chciałem tylko-plątał się -muszę z nią pogadać.
Zgadzasz się Aga?zapytał
Kiwnęłam głową.
Pewnie chce mi powiedzieć,żebym przestała z tym wszystkim.
Wiktor pociągnął mnie za rękę.Marta zaprotestowała, ale uspokoiłam ją, że dam sobie radę.
Wyszliśmy.
Był tak blisko, ale nie mój przecież, nie mój.
 Tutaj w pobliżu jest fajna kafejka-powiedział Wiktor-wejdziesz ze mną?
 kiwnęłam głową.na nic innego nie było mnie stać.Chciałam mieć tę rozmowę za sobą a jednocześnie chciałam być jak najdłużej blisko niego.
Agnieszko-zaczął Wiktor.
Teraz mi powie bym znalazła sobie chłopaka, pomyślałam.
Wiesz-powiedział-nawet nie masz pojęcia co ja czuję.
Nie kocham Jolki,kocham...ciebie-powiedział
Po prostu mnie zatkało.
Ale nie możemy być razem-szepnął
Nastała cisza.
Najpierw dotarło do mnie,że on kocha mnie, nie Jolę.Potem ,że nie możemy być razem.
Dlaczego-spytałam,podróżując z nieba do piekła
Widzisz, próbowałem od niej odejść-powiedział ze smutkiem
Wiedziałem,że jesteś mi przeznaczona ty.Wiem o tobie wszystko. Trzymałam to jednak w tajemnicy.
Jolka się zorientowała, nie wiem jak.Odkręciła gaz.Odratowali ją.To było wtedy jak chorowała.
Nikt nie wiedział.Powiedziała,że jak od niej odejdę, zabije się na pewno.Musiałem przysiąc,że jej nie zostawię.
Łzy płynęły mi nieprzerwanym strumieniem.
Wiktor scałowywał je z mojej twarzy.Potem przytulił mnie i całował moje usta,policzki, włosy, ręce.
Kocham cię-powiedział-wybacz mi,wybacz.
Wybiegłam z kawiarni.padał deszcz a ja biegłam przed siebie.
W jednym dniu doznałam szczęścia i nieszczęścia.
Nie wychodziłam z domu , nie odbierałam telefonów.
mamie powiedziałam wszystko i zabroniłam wpuszczać do domu kogokolwiek.
Spałam i płakałam na przemian.
Potem już nie wiem co się działo, bo poleciałam w przepaść.
Obudziłam się pewnego ranka, patrząc ze zdumieniem dookoła.
Leżałam na łóżku szpitalnym, obok mnie siedział Wiktor i spał.
Nie mogłam się ruszyć, byłam taka słaba.
Wiktor otworzył oczy.
Kochanie ty moje-obudziłaś się.
Uklęknął przy mnie .Zaczął całować moje ręce.
Miałaś zapalenie opon mózgowych, ledwo z tego wyszłaś-powiedział
Zerwałem z Jolką,powiedziałem jej rodzicom o wszystkim.
Wyjechali za granicę.Z tego co wiem, Jola ma już narzeczonego i chwała Bogu-szepnął Wiktor.
Wyjdziesz za mnie-zapytał
Kiwnęłam głową,byłam oszołomiona.
Wiktor zawołał pielęgniarkę.Weszła razem z moją mama.
Agusiu, obudziłaś się-zawołała mama-będziesz zdrowa.Wiktor cały czas był przy tobie.
A gdzie on jest-?zapytała mama
Wyleciał gdzieś-odpowiedziała pielęgniarka.
Drzwi otworzyły się i Wiktor wpadł z koszem czerwonych róż.
Na zawsze razem-powiedział.


                              ****************************************

  Stoję przed ołtarzem, w pięknej białej sukni.Obok mnie Wiktor, mój Wiktor w pięknym garniturze.
Za nami Marta i Marcin jako nasi świadkowie.Nieopodal mama i rodzice Wiktora...
  ;;;i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską....
  Wychodzimy przytuleni, całując się. A wszędzie obok nas przyjaciele , rodzina z radosnymi życzeniami:)