niedziela, 5 maja 2013

PARK-opowiadanie kryminalne


Ciemne chmury na niebie zwiastowały rychłą ulewę.
Kinga nie zwracała jednak uwagi na pogarszająca się pogodę.Ubrana była w lekką sukienkę dostosowaną do aktualnej pory roku.
Szła zamyślona i bardzo smutna, obojętnie mijając przechodzących ludzi.
Czy mogło być coś ważniejszego od tego co dzisiaj przeżyła.?
Wszystkie ludzkie dramaty wydawały jej się nieistotne w tej chwili.
Jeszcze tak niedawno, przed dosłownie godziną, szczęśliwa jak nikt, ubierała się przed lustrem, przymierzając multum sukienek,dopasowując makijaż i fryzurę.
A teraz...teraz wszystko runęło.
 Nic nie zapowiadało klęski.
Wczoraj wieczorem zadzwonił Robert i zapytał czy Kinga przyjdzie do ,,ich''parku.Zgodziła się bez wahania.Tak bardzo tęskniła. Od ostatniego spotkania minęły dwa tygodnie.Nie było chwili by o nim nie myślała.
,,Ich park''.Spotykali się tam od trzech miesięcy.Każda chwila była piękna.Spacery,pierwsze przytulanie i pierwszy pocałunek.Słowa o miłości,oddaniu i wiecznym szczęściu.
  Poznali się w maju.Wszystko kwitło.Ptaki szalały.Było jak w raju.
Niby banalne a romantyczne było ich pierwsze spotkanie.
Szła z zakupami.Mama była chora, tato w pracy.Trzeba było pójść do sklepu.
Skróciła sobie drogę przez park.Nagle zza drzewa wpadł na nią kilkuletni łobuziak, goniący za piłką.
Wszystko co miała w siatkach rozsypało się .Z pomocą pospieszył jej młody mężczyzna, idący akurat aleją.
Łobuziak oczywiście umknął z pola widzenia.
 Tak właśnie poznała Roberta.Ona -zwykła siedemnastolatka, niczym się nie wyróżniajaca(tak myślała o sobie)i przystojny mężczyzna liczący sobie 26 lat.
 Różnica wieku jej nie przeszkadzała.Robert właśnie tym jej imponował.Był starszy, zrównoważony a nie w stylu jej rówieśników, którzy, jak jej się wydawało myśleli tylko o jednym.
Zakochała się pierwszą prawdziwa miłością.Snuła plany na przyszłość, w których główną rolę grał Robert.
Koleżanki jej zazdrościły.Patrzcie, patrzcie Kinga się zakochała -mówiły.I to w takim facecie.
  Kinga była szczęśliwa.Znosiła humory mamy i wiecznie zapracowanego ojca.
Miała swój własny świat.Własną bajkę.I królewicza, który na każdym kroku pokazywał jak ważna jest dla niego.
  I wszystko to runęło tego sierpniowego dnia...


           




Zobaczyła go już z daleka.Jak zawsze był starannie ubrany i uczesany.Ale jakoś dziwnie mimo wszystko wyglądał.Jakby inaczej.
Kinga podbiegła i przytuliła się do niego.
Tym razem Robert nie przygarnął jej do siebie, tylko jakoś dziwnie spojrzał.
- Kingo-powiedział-musimy porozmawiać bardzo poważnie.
Przytuliła się mocno do niego.
-Słucham-wyszeptała z uśmiechem -jesteś bardzo poważny dzisiaj i taki..taki inny
 -Kingo-wysłuchaj mnie proszę i nie przerywaj, dobrze?
 -Dobrze,słucham
 -Widzisz moje droga-powiedział Robert- jesteś bardzo młodziutka.Jestem starszy od ciebie o całe 9 lat.
 Nie znasz mnie dobrze.Zanim ciebie poznałem, miałem dziewczynę.Chodziliśmy z sobą długo.
 Potem rozstaliśmy się.Długo byłem sam, gdyż pracowałem bardzo intensywnie.A potem zobaczyłem ciebie
 i sama dobrze wiesz, byłaś dla mnie ważna.
 -Byłaś-zapytała Kinga-a nie jesteś
 -Właśnie chcę ci powiedzieć, nie przerywaj , proszę-powiedział Robert
 Widzisz, spotkałem Anitę miesiąc  temu. Poszliśmy do kawiarni, wypiliśmy za dużo i...
- I co?-Kinga była bliska płaczu
 -I wylądowaliśmy u mnie-szepnął Robert
 Kinga nie kryła łe,.lecz Robert nie przytulił jej i nie pocieszył, tak jak to bywało dawniej.
- Kinga!!!-nie chciałem tego, naprawdę-tłumaczył- nie becz, choinka!
 Nie poznawała go.Zawsze taki ułożony , elegancki i subtelny.
 -Robert-dlaczego?-zapytała
- Sam nie wiem dlaczego-odpowiedział
  -Słuchaj, ja ci wybaczę, jeśli to się nie powtórzy-łkała Kinga
 -Otóż to!-wykrzyknął Robert-jesteś skłonna mi wybaczyć, no proszę.Dziewczyno,za późno.
 Anita jest w ciąży, ze mną.
  Kinga nie czekała na dalsze słowa.Popatrzyła smutno i odeszła.
 Bynajmniej jej nie gonił, nie przepraszał, chociaż miała taką nadzieję.
  Cóż, serce nie sługa.Nie potrafiła go przestać kochać, chociaż każde słowo raniło.
   W końcu spadł deszcz.Kinga nadal ignorowała ten fakt.Świat przestał być ważny.
 Ha, już widziała miny koleżanek.Będą z niej szydziły.
  Ale nawet to jej nie obchodziło.Myślała jak odzyskać Roberta.
 -Jestem kretynką-myślała-zakochaną idiotką.Ale on i tak do mnie wróci i to niebawem.
 Musze go odzyskać .Tylko jak?

                             

             




  Zbliżał się wrzesień.Czas powrotu do szkoły po wakacjach.
  Niestety, Kinga nie odzyskała Roberta, chociaż widziała go kilkakrotnie.
 Wyglądał na zadowolonego z siebie.Czyżby się pomyliła sądząc,że zależy mu na niej.
 Przecież gdyby mu zależało , chyba chodziłby smutny.
 A może tylko udaje?Kinga karmiła się nadzieją.Wymyślała różne scenariusze.
  Niestety, Robert nie tylko wyglądał na zadowolonego ale on był zadowolony.
  -Głupia smarkata-myślał-tylko czas dla niej traciłem-rozum mi odjęło.Ani do łózka ani nic.Głupie to
  .Dosyć spacerków i buziaczków, jestem za stary na to.
   Jego była dziewczyna wcale nie była w ciąży .W ogóle nigdy nie miał dziewczyny.
 Lubił łatwiejsze laski. Na takie jak Kinga szkoda było mu czasu. Ona z kolei chodziła do ,,ich''parku.Płakała.
  Na szczęście czas leczy rany.
 Lekcje zaczęły się na dobre.Trzeba było się uczyć.Przecież Kinga chciała zdać maturę i dostać się
 na studia.Powoli zapominała o Robercie..
  Jesień rozgościła się w parku. Kolorowe  liście strząsał wiatr.Było uroczo i melancholijnie.
  Kinga szła powoli, zamyślona.Odkąd rozstała się z Robertem stroniła od koleżanek.Bała się głupich uwag i przykrych słów.Wolała samotność.
  W miejscu gdzie zawsze spotykała się z ukochanym przystanęła.
 Wszystko jej przypominało szczęśliwe chwile i romantyczne uniesienia.Oczy zasnuła mgła wzruszenia.
 Było tak dobrze -pomyślała-tak cudownie.Dlaczego on odszedł.Przecież nie istniej żadna dziewczyna będąca z nim w ciąży.Wszystko sprawdziłam.Dlaczego tak się stało?
 Usiadła na ławeczce.Nie chciało jej się wracać do domu.Prawdę mówiąc nic jej się nie chciało.
 -Wszystko jest bez sensu-myślała.
 Nieopodal na ławce siedziało dwóch chłopków, którzy od pewnego czasu patrzyli na dziewczynę.
 Jeden z nich nosił pseudo Karaś  i był znany z nic nierobienia.
 Drugi Marco studiował na Akademii Sztuk Pięknych i był uważny za najprzystojniejszego faceta nie tylko na swej uczelni ale w ogóle wśród dziewczyn.
 -Te Marco,patrz co za cizia, niezła, co?-szepnął Karaś
 -Taka sobie-opowiedział Marco spojrzawszy na Kingę.
 Karaś podszedł powoli do dziewczyny....

         
                 





    - Cześć mała--Karaś stanął obok Kingi i patrzył na nią obleśnie
    Dziewczyna cofnęła się zatrwożona.
    Marco również podszedł i odsunął kolegę od Kingi.
    -Przepraszam cię-uśmiechnął się pobłażliwie.Mój kolega jest za bardzo śmiały.
    Jestem Marek, zwą mnie Marco a to Andrzej pseudo Karaś.Bardzo chcieliśmy cię poznać.
     Jak ci na imię królewno?
    Kinga popatrzyła na Marco i leciutko się uśmiechnęła.Podobał jej się .O czym on dobrze wiedział.
    Nie robiło to na nim wrażenia, udawał jednak,że każda dziewczyna jest dla niego najważniejsza
     ---Jestem Kinga.
   ----No proszę jak trafiłem, Kinga-królowa, dla mnie królewna
   ----Ej, ej-zawołał zapomniany Karaś-jakie dla ciebie-dla mnie ślicznotko możesz być cesarzową.
   Roześmieli się  wszyscy.
   - Zapraszamy cię do ,,Kwiatowej'"-Marco zgarnął Kingę ramieniem.
   Nie oponowała .Chciała zapomnieć o smutkach i zmartwieniach.
  Pójdę,czemu nie-pomyślała Kinga-przecież jest dzień a w KWIATOWEJ na pewno jest pełno ludzi,
  nic mi się nie stanie.
   -Chodźmy, chodźmy-przytaknął skwapliwie Karaś-trzeba gardełko piwkiem przepłukać.
  -No co ty Karaś,taką dziewczynę chcesz piwkiem kusić?-roześmiał się Marco
  -Królewno, lubisz piwko? -zapytał
  -Raczej nie-odpowiedziała Kinga-herbaty bym się napiła albo kawy.
  Marco uśmiechnął się miło i wziął dziewczynę za rękę .Karaś powlókł się za nimi, myśląc,że niestety przy pięknym Marco wysiada.
  Kinga pomyślała,że jest miło.Smutki się rozpierzchły i miała nadzieję,że nie wrócą.Marco spodobał jej się od razu, a Karaś rozbawił .Co szkodzi iść z nimi, wydawali się być w porządku.
  Weszli do kawiarni, w której o tej porze był niewielki ruch.Godzina był dosyć wczesna.
  Myśli o domu przeleciały Kindze po głowie, lecz szybko  zapomniała.
  Marco elegancko odsunął jej krzesło i zapytał czego się napije .
 Poprosiła o kawę cappuccino.rozejrzała się  w około i poczuła się dorosła.
  Kelnerka przyniosła dwa piwa i kawę.
 -Królewno, co na co dzień porabiasz,-zapytał Marco.
 -Chodzę do LO-odparła Kinga
 -Ach tak-młodziutka jesteś królewno,ale to nie szkodzi, prawda?-zapytał
 -Mam całe 17 lat-obraziła się
 -Tak ,tak- rzeczywiście-wtrącił Karaś-co ty Marco wygadujesz, dziewczyna jest dorosła.Prawda Kingo?
 -Jasne,że jestem -zapewniła hardo
 -Nikt temu nie przeczy mała-zapewnił Karaś-dlatego wypijemy po malutkim kielonku winka, co?
- Jasne-wykrzyknęła  z entuzjazmem-chętnie.Poczuła się naprawdę dorosła, jak nigdy.
 Zamówili wino.
 Do kawiarni zaczęli napływać ludzie.
 Obok stolika gdzie siedzieli nagle ktoś przystanął.
 O rety-zawołał Marco nagle-Roberto to ty?
 Kinga odwróciła głowę i  zaniemówiła.Nieopodal stał Robert, jej niedawna miłość.




                   


  Nie wiedziała co się wokół niej dzieje.Gapiła się na Roberta rozszerzonymi ze zdumienia oczami.
   On z kolei przysunął sobie krzesło i usiadł na wprost niej.
  - Co za spotkanie, doprawdy-rzekł z uśmiechem- wszystkiego bym się spodziewał, ale tego,że spotkam ciebie w takim miejscu, nigdy.
   -Wy się znacie-zapytał Marco
  - Owszem-szepnęła Kinga-trochę się znamy
   -Tak trochę-zakpił Robert
    -To strasznie fajnie stary- Karaś poklepał Roberta po plecach-mamy z głowy te pierdoły typu przedstawianie, -zarechotał-tu nie Wersal, ale mamy za to królewnę, prawdziwą, hehehe
   Kinga milczała.Było jej głupio i źle.Nawet chciała wyjść , ale pomyślała, że nie jest to dobre posunięcie.
  Marco obserwował jej ruchy, ironicznie się uśmiechając-.Lepiej zamówmy drugie winko-krzyknął-Jest okazja.
   Kelnerka przyniosła zamówienie.
  Kindze było trochę niedobrze, ale nawet sama przed sobą udawała,że wszystko jest ok.
   Chłopcy byli już nieźle wstawieni.Zaczęła się głupia gadka.Przestali zwracać uwagę na dziewczynę i rechotali,wulgarnie się wyrażając.
  .Kelnerka donosiła kolejne butelki wina.Miało cierpki smak i było dosyć drogie.
   Było już późno.W kawiarni panował tłok jak na dworcu kolejowym.
  Marco przypomniał sobie,że ta mała jest niepełnoletnia.Postanowił zachować się dzisiaj przyzwoicie i odprowadzić ją do domu.
  Wstał i podszedł do dziewczyny-hej mała ,czas do domciu-.Odprowadzę ją-powiedział głośno do kolegów
  Kinga wstała z ulgą i nie spoglądając na Roberta ruszyła za Marco.
  -Ale wracaj szybko-zawołał Karaś-winko stygnie, hehehehe
  Gdzie mieszkasz-zapytał Marco
  Na Morskiej-odpowiedziała mu.
  Poszli.Niemal musiała biec za nim.Jego  uprzejmość się skończyła .Dziewczyna czuła wręcz,że
facet chce się jej jak najszybciej pozbyć.Było jej przykro .Myślała,że jest w porządku.
  Był taki przystojny, aż za ładny na mężczyznę.Przypomniała sobie Roberta i serce zabiło jej mocniej.
   Na Morskiej Marco przystanął, rzucił krótkie,, cześć mała''i spłynął.
  Kinga weszła do klatki.Czy rodzice będą mieć pretensje o jej późny powrót?Była 23 godzina.
  Weszła cichutko do domu.Cisza.Wszyscy spali.Odetchnęła z ulgą.Rzuciła torbę do swojego pokoju,weszła do łazienki a potem cichutko, nie budząc nikogo, położyła się spać.
  Nie była pijana, ale czuła niesmak.Poszła sama z dwoma mężczyznami, ledwo poznanymi do największej w mieście speluny.
  - Oszalałam chyba-pomyślała-ale nie było tak źle, poza tym był Robert, och Robert,,,jak ja cie kocham.
 Zasnęła.
   Tymczasem w KWIATOWEJ....
 -Zwariowaliście-ryczał Robert-to małolata, cicha i grzeczna panienka!!!
 -Ale Robuś no co ty, nie wiedzieliśmy,że ją znasz w ogóle-najeżył się Karaś
 -Zabraniam-krzyczał Robert-zabraniam wam ją zaczepiać bo...
 Daj spokój stary-Marco spojrzał na kumpla-co ci w ogóle szkodzi. Uspokój się.Trzymam rękę na pulsie.
 Przyłożył rękę do serca i poprosił kelnerkę o nowe wino.


             
                   


                     




  Marco wstał przed południem.Przeciągnął się i ziewnął szeroko.Obok niego spała jasnowłosa dziewczyna.
Poszedł do łazienki i obejrzał z niesmakiem swoje odbicie.Blond loki, tak bardzo podobające się dziewczynom, były potargane,niebieskie oczy -bez zwykłego blasku.
 Mieszkał z Karasiem w willi na peryferiach miasta.Czynsz ktoś tam płacił.Marca nie nie interesowało kto.
 Kumpel załatwiał wszystko.Nawet laski na noc.Nie bardzo pamiętał skąd wziął tę obecną.
   Spojrzał na zegar zawieszony w łazience,dziwactwo właściciela domu. Dochodziła godzina 12.30.
  Za późno -by pójść na uczelnię.Za wcześnie -by wyjść na miasto-pomyślał.
  Wszedł do eleganckiej i obszernej kuchni.Włączył ekspres do kawy i sięgnął po papierosa.
 -Hej, dziewczyno, wstawaj-krzyknął w stronę sypialni-muszę wyjść-skłamał.
 Blondynka weszła do kuchni i zaczęła przymilać się do chłopaka.
 -Może pójdziemy do łóżeczka-spytała-jesteś milusi.
 Marco delikatnie odsunął dziewczynę od siebie.Nie znał nawet jej imienia.
 - Słuchaj, masz tu-wyjął z portfela 300 zl-i podał je dziewczynie.
 Idź już, bo jestem zajęty-mruknął
  Blondyna wzięła kasę i powiedziała-dostałam już, ale wezmę jeszcze, bo nie jesteś miły.
  Marco brutalnie odebrał jej kasę i kazał spłynąć.
  Dziewczyna poszła do sypialni ubrała się i nic nie mówiąc wyszła.
  -Cholerne baby- warknął-nie dadzą człowiekowi spokoju.
   Przypomniał sobie wczorajszy wieczór i tę małą, jak jej tam, aha, Kinga..
  Lubił takie młode cielęcinki.Ha, to jest dopiero wyzwanie.Jak zawsze sama mu wskoczy do łóżka.
   Wszystkie są takie same.
  Marco był pewnym siebie facetem, który spokojnie i niespiesznie studiował na ASP.
   Talentu miał nie za wiele, ale tyle by po dwa razy zaliczać każdy rok.
   Najlepiej wychodziło mu zaliczanie panienek, wciąż nowych i chętnych.
   Niektóre same lazły do niego, a na niektóre polowali w parku , razem z Karasiem lub Robertem.
   Ostatnio zrobili z tego niezły interes.Ciekawe- pomyślał Marco, czy ta mała Kinga da się prędko złapać.
   Uśmiechnął się lubieżnie.Oczywiście zaliczy ją pierwszy.Niepokoił go Robert.Czuł przed nim respekt.
   To Robert właśnie był ich szefem w tym małym interesie.Powiedział przecież by dać spokój        Kindze.Pytanie dlaczego.A może ją zaliczył i nie przeszła testu.?
  Marco wolał świeży towar. Ale zaliczoną małolatą nie może przecież pogardzić.
  Zapalił papierosa i zaciągnął się dymem, czuł dreszczyk emocji.
  Trzeba było pomyśleć nad strategią działania.
  Zadzwoniła komórka.Wyświetlił się numer Karasia.
  -Hej-zawołał kumpel-spała dzisiaj z tobą Milena.Powiedziała żeś gbur, chociaż anielsko piękny.Jest obrażona nieziemsko.
   -Daj spokój.Nie obchodzi mnie żadna Milena.Niech spada.
  -Marco, Milena to mistrzyni w pościeli, jak się obrazi to nas oleje.
  --Niech olewa.Nie znam jej i mam to gdzieś.
 ---Hahaha-zaśmiał się rubasznie Karaś-wiem co ci po łbie chodzi.Ta mała , co?Stary, daj spokój, ona jest
 Robertina .Lepiej z nim nie zaczynaj.Do naszych planów chyba nie pasuje.
  -Dobra, dobra-uspokoił go Marco-po co dzwonisz?tylko w związku z tą obrażoną Mileną?
  -Nie-odparł Karaś-dzwonię by ci powiedzieć,że o 19 tej masz być w KWIATOWEJ.Masz przyjść z Kingą, ma się rozumieć.Więc stary, daj dobry bajer.Zresztą co ci będę mówić, sam wiesz. Bywaj.
  Karaś się rozłączył.
  Marco zatarł ręce.
  -Hahahha-trzeba działać.Muszę być pierwszy. A mała na pewno nie poskarży.




 Ranek jasny i słoneczny powitał Kingę.  Obudziła się stwierdziwszy,że boli ją głowa.
Czuła się źle, było jej gorąco i mdliło ją okropnie.W kuchni,która sąsiadowała z jej pokojem grało radio.
 Właśnie spiker miłym głosem oznajmił,że minęła 7.15.Zerwała się z łóżka,i poczuła jak żołądek podchodzi jej do gardła.Pobiegła do łazienki.Obmyła twarz zimną woda.Z lustra patrzyła na nią blada dziewczyna o prostych,długich,ciemnych włosach.
 Weszła do kuchni.Powitało ją pytające spojrzenie matki.Ojciec wyszedł już do pracy, chodził na 7 mą.
 - Dziecko, jak ty wyglądasz?gdzie wczoraj byłaś do późna-spytała mama.
 -Byłam u Gosi.Dziś klasówka z matmy. Uczyłyśmy się.-odpowiedziała, nie patrząc na matkę.
 - Zjedz śniadanie-rodzicielka posunęła jej talerzyk z kanapkami i herbatę.
 Kinga poczuła,że jeśli w ogóle spojrzy na jedzenie, wszystko zwróci.Wypite wczoraj wino, dawało się jej w znaki.
  -Mamo, spieszę się-.Zabrała śniadanie zapakowane do szkoły,wypiła trochę herbaty i umknęła do swego pokoju po torbę, która od wczoraj nie była nawet rozpakowana.Zresztą nie zamierzała pójść do szkoły.
 Wiedziała,że mama wyjdzie do pracy.Była już zdrowa i pracowała normalnie od 9 tej do 17 tej w miejskiej
 bibliotece.
 Kinga  poszła do parku.Chciała przemyśleć wszystko co wczoraj się zdarzyło.
 Ten Marco.Bardzo jej się podobał, lecz nie tak by się w nim zakochać.Karaś..hmm, wesoły kolega-myślała naiwnie.Robert...Robert...jednak wciąż go kochała.Gdy wczoraj go zobaczyła to wszystko wróciło.
  Nagle zza drzewa wyszedł obiekt jej westchnień.Szedł na przeciw niej.Serce zaczęło wywijać koziołki.
 - Kinga, cześć złotko-odezwał się do niej
  Zaniemówiła.
 -Wiesz kochanie, nie mam teraz czasu, ale przyjdzie po ciebie Marco.Wieczorem, ok?-zapytał
  Kiwnęła głową.Oszołomiło ją wszystko.Słodkie słowa, czułość, której tak pragnęła.
 -Przepraszam za tamto mała, zrozumiałem,że ciebie  kocham.Będę czekał w KWIATOWE,pa.
 Pocałował ją w usta i odszedł.
  Kinga stała, nie wierząc w to co miało miejsce.Była jak zahipnotyzowana.Nawet przestało jej być niedobrze.Pobiegła radośnie przed siebie, śmiejąc się jak szalona.Ludzie mijający ją,oglądali się, niektórzy nawet przystawali.
  Nic jej nie obchodziło, nic, nic.Kocha mnie, kocha.Przemyślał,wrócił.Jest mój na zawsze, na zawsze.-
 - jej myśli pędziły jak wiatr.Dochodziła godzina 9 ta.Zawróciła do domu.Tak jak myślała, mamy nie było.
  Rozebrała się i wskoczyła do łóżka,szybko zasnęła, z uśmiechem na twarzy.


                   


 Kinga i Marco zmierzali do KOLOROWEJ.Łagodny zmierzch otulał okolicę.Było mgliście.
 Idąc milczeli.Dziewczyna wyglądała ślicznie: młodo i świeżo.Marco zerkał co jakiś czas na nią.
 -Królewno-może byśmy usiedli na chwilkę , o tu, na ławce-zapytał on.-chciałbym zamienić z tobą słówko.
 Pociągnął ją na pobliską ławkę.Kinga usiadła.
 -Słucham-o czym chcesz ze mną rozmawiać?Robert na mnie czeka, chciałabym już pójść.-rzekła
 -Mam dla ciebie propozycję-Marco rozejrzał się wokół, jakby się bał,że ktoś podsłuchuje.
 Robertem się nie przejmuj.Wolałbym byś pomyślała raczej o mnie-rzucił nonszalancko.
 Na pewno ci się podobam.Powiem krótko .Pogadamy trochę w KOLOROWEJ i pójdziemy do mnie,ok?
 -Oszalałeś?-Kinga zerwała się z ławki-za kogo mnie uważasz?za jakąś dziwkę?
 -Hej hej, spoko mała-chłopak złapał ją za ramiona i mocno przyciągnął do siebie-nie graj cnotki!szepnął ostro.-będziesz zadowolona zobaczysz.
 Chwycił ja za głowę i przycisnął usta do jej ust.
 Dziewczyna zaczęła się wyrywać.Lecz w parku nie było nikogo, kto mógłby jej pomóc.
  Marco był silny.Rozpiął jej bluzkę,podniósł do góry spódnicę, szarpnął majtki i brutalnie zgwałcił.
 Dziewczyna wyrywała się, nie miała jednak szans.Krzyczała z bólu i upokorzenia.
 Po wszystkim chłopak kazał jej się ubrać. Był bardzo zadowolony z siebie.
 -Teraz jesteś moja rozumiesz-szepnął jej do ucha-a jak komuś powiesz, to tak cię urządzę,że nikt cie nie pozna.
  Kinga łkała.Czuła się strasznie zbrukana.
 - Idziemy do Roberta-powiedział on-i powiemy mu,że na razie jesteś moja,rozumiesz??!!
 Za parę dni, może sobie ciebie wziąć,hahahah-zaśmiał się obleśnie.-Dziewice to moja specjalność.
 Gwarantuję ci,że za góra dwa tygodnie mi się znudzisz.Pamiętaj-chwycił ją mocno za rękę-jak w ogóle komuś powiesz, narobię ci takiego wstydu,że będą cię wszyscy wytykać palcami.
 Teraz idziemy-twój Robercik się spóźnił -hahhaah-jesteś na razie moja.
                                         


             
  W KOLOROWEJ Robert zaczął się niecierpliwić.Marco z dziewczyną mieli się pojawić już przeszło godzinę temu.Miał plan, nie zamierzał niczego zmieniać, a ten typ spod ciemnej gwiazdy, lekceważył go chyba.
  Karaś również się niecierpliwił.Pił już trzecie piwo a Marco z Kingą nie nadchodzili.
  Robert wyjął komórkę i wykręcił numer.
 -Co ty sobie do cholery myślisz?czekam tu już godzinę a was nie ma-krzyknął do słuchawki.
 - Zaraz będziemy, spoko-odezwał się głos w komórce-one moment.
  Po kilku minutach nareszcie przyszli.Kinga była blada,miała krzywo pozapinaną bluzkę.
  -Co jest?!-wykrzyknął Robert-co jej zrobiłeś-podszedł do Marco i potrząsnął nim.
  -Spoko stary. nic jej nie zrobiłem, he hehe,sama chciała hehe hehe
  - Kłamiesz, pożałujesz-Robert był wkurzony-nie zapomnę ci tego.Kinga!-zawołał-idziemy.
  Szarpnął dziewczynę i chciał wyjść z kawiarni.Marco jednak był szybszy.Dogonił ich i szepnął coś
 Robertowi na ucho.Przystanęli.Zaczęli cichą rozmowę, w wyniku, której Marco podszedł do baru.Przyniósł szklankę z sokiem i podał dziewczynie do wypicia.
   Kinga drżała.Nagle poczuła się tak słabo,że gdyby nie Robert, upadlałby na podłogę.
   Wszystko zniknęło.zapadła w nicość.
   Marco z Robertem wyprowadzili dziewczynę z kawiarni, mówiąc kelnerce,że mała źle się poczuła.
   Karaś zapłacił rachunek i podążył za nimi.
   Na parkingu stało srebrne audi.Wrzucili dziewczyna na tylne siedzenie.Chwilę się naradzali.Potem
   wsiedli wszyscy do samochodu i odjechali.
  Wysiedli koło dużego domu pod lasem.Dziewczyna nadal była nieprzytomna. ja w samochodzie i udali się do willi.
   W środku było jeszcze dwóch mężczyzn..jeden miał około 40 lat, drugi był w wieku chłopaków.
  -Co, przywieźliście towar-zapytał starszy
  -Tak- odpowiedział Robert-tylko temu idiocie,wskazał na Marca,przyszło do łba ją zgwałcić.
  -Nie szkodzi-odpowiedział mężczyzna-będzie łatwiej, nie mam zamiaru się męczyć z jakąś dziewicą.
 Dawajcie ją, zrobimy swoje i w drogę
   Wszyscy poszli do samochodu.Kinga nadal była w otchłani.
 -Niezła jest-powiedział drugi z mężczyzn-.młódka-był rosłym, umięśnionym brunetem o brutalnej twarzy.
 -Ja pierwszy-powiedział -i zaśmiał się.
  Wyciągnęli dziewczynę z audi, zanosząc ją do domu.
  Kinga oprzytomniała. Zaczęła krzyczeć, nikt jednak nie zwracał na nią uwagi.
 Położono ją w jednym z pokoi.Wszyscy po kolei  ją gwałcili.Dziewczyna znów straciła przytomność z bólu i rozpaczy.
 Po wszystkim napojono ją czymś, znów zaniesiono do samochodu.
  Pięciu mężczyzn i nieprzytomna dziewczyna odjechali w nieznanym kierunku.


             
                
                           


 - Gdzie ona jest-Joanna,mama Kingi, chodziła z kąta w kąt-przecież zawsze przychodziła na czas, nigdy nie było z nią żadnych kłopotów.
  -To może się własnie kłopoty zaczęły-stwierdził  Henryk-ona ma 17 lat, to trudny wiek
  -Henryku, trzeba coś zrobić,gdzieś zadzwonić,jest dwudziesta trzecia.
  -Gdzie Joasiu?-zapytał
  -Do koleżanek.Do Gosi i innych jakie ma.
  -Masz ich numery?
  -Może będą gdzieś w pokoju Kingi-Joanna pobiegła do pokoju córki
  -I gdzież chcesz szukać?-spytał ojciec
  -Przeszukajmy wszystko.
 Rodzice zaczęli przeglądać szafki i szuflady.Wszędzie panował wzorowy porządek.Ich córka była pedantką.
  -Asiu, przecież numery z reguły są zapisane w komórce
 --Tak pomyślałam,może pójdziemy do Gosi.Przecież znamy jej adres, rodziców zresztą też.
 --Idziemy-ojciec zaczął wkładać kurtkę i czapkę.
   W kwadrans dotarli do koleżanki Kingi.Zadzwonili.Zdziwiona dziewczyna  nie potrafiła powiedzieć, gdzie może znajdować się koleżanka..Powiedziała,że przed wakacjami  Kinga miała chłopaka , lecz chyba się rozstali, bo po wakacjach nie widziała ich razem.Poza tym nie było jej dzisiaj w szkole i dzwoniła na jej komórkę, ale nie odbierała.Henryk zapytał czy Gosia wie, gdzie może być jego córka teraz i co to był za chłopak z którym chodziła.
 Niestety dziewczyna nie wiedziała.
-Trzeba zadzwonić na policję-szlochała Joanna
 -Asiu, uspokój się-pójdziemy na policję, ale nie możesz się tak denerwować.Dziewczyny w wieku Kingi mają różne głupie pomysły.
   Na posterunku policji, młody aspirant przyjął zgłoszenie i szczegółowe informację oraz zeskanował zdjęcie Kingi.
 -Proszę państwa,proszę iść do domu.będziemy w kontakcie.Jak tylko czegoś się dowiemy-zadzwonimy.
  Nie pozostało nic, tylko czekać.
  Rano zadzwonił aspirant i zapytał czy zgadzają się , by podać komunikat w lokalnej prasie .
   Joanna i Henryk, rodzice Kingi, zgodzili się.Obydwoje zostali w domu, biorąc  naprędce urlop na żądanie w pracy.
   Ich córka  zniknęła wczoraj.  Nie pojawiła się dotychczas w domu ani w szkole.Nikt nic nie wiedział.
   Byli załamani.

                                             

               




 -Macie nową-Robert i Karaś rzucili bezwładną Kingę na łóżko.
   -Jest jeszcze nie do użycia.Trzeba odczekać  z tydzień.Gdzie szef?-spytał Robert
    Facet o gębie boksera wskazał drzwi na lewo.
    Udali się więc do pokoju zwanego biurem.Zapukali.Poproszono ich o wejście.Weszli.
    -A to wy-młody i przystojny mężczyzna nie zdziwił się widząc kto wchodzi.
    -Macie towar?-zapytał
   - Rzuciliśmy gdzie zawsze.Tym razem 50 tys, bo laska młoda 17 lat, dopiero dzisiaj rozdziewiczona-wulgarnie powiedział Karaś.
   - Dobra. Płacę.-szef podał Robertowi pieniądze.-Na razie przez miesiąc cisza jak zawsze, zresztą odezwę się, jak będę w potrzebie .Idźcie już lepiej.Zajmiemy się towarem jutro.Wiecie co macie robić.
  -Tak -przytaknęli-wychodząc z biura.
   -I co?-zapytał mężczyzna z willi-wszystko ok?
  - Tak, towar przyjęty kasa jest,po  10 tys na łebka .Chociaż Marco powinien dostać po pysku, zamiast kasy!-powiedział Robert i odliczył każdemu po równo.
   - Mówię ci, jak jeszcze raz nas wyrolujesz,marny twój los.Jedźmy już, muszę odpocząć, jutro jadę poszukać nowego towaru na wybrzeżu.
____________________________________________________________________________

 Kinga odzyskała świadomość po dwóch dniach.Karmiono ją i pojono oraz zamykano na klucz, w ładnym pokoju.Nikt do niej nic nie mówił a ona była zbyt obolała i wystraszona by pytać.
  Dziewczyna, która z nią dzieliła pokój,mogła mieć z 20 lat.Była ładna, lecz przygaszona i smutna.
 Znikała gdzieś na całe noce.Przychodziła przed świtem, często szlochając.
 -Obudziłaś się?-zapytała-o nic mnie nie pytaj.Nie wolno mi nic powiedzieć,tylko to,że jesteś w burdelu.sprzedano cię.Musisz milczeć i robić co ci każą, bo inaczej zabiją.Nie pytaj więcej.
 Jestem Alicja. A ty?
-Kinga-odpowiedziała dziewczynie.
 Milczały obie.Po chwili facet o twarzy goryla przyniósł obiad.
 -Gadałyście!!!-krzyknął-chcecie po ryju?!żeby mi było ostatni raz!!!!rozumiano!!!?
 Ty!-wskazał Kingę-tu ciuchy!za dwie godziny masz być gotowa. Hehehehe,masz klienta .
 Jak nie będziesz grzeczna, to ciężko pożałujesz.
 Goryl wyszedł zamykając drzwi.
 Kinga zrozumiała gdzie jest i po co.Robert ja sprzedał, razem z Marco i Karasiem.A przedtem
 została zhańbiona kilka razy.
 Zapłakała gorzko.
 Musze stąd uciec, bo stracę szacunek dla samej siebie-pomyślała.

                             







 Michał był zmęczony.Mało spał tej nocy, bo musiał przygotować się do kolokwium z łaciny.
Przeglądał miejscową gazetę.Nagle zerwał się z krzesła.Zobaczył zdjęcie zaginionej dziewczyny.
Znał ją przecież, pamiętał z LO, które ukończył w tym roku.Miała na imię Kinga.Właśnie przed wczoraj widział ją w towarzystwie jakichś żuli. Chciał  nawet do niej podejść, bo znali się z kółka polonistycznego, ale wyszła wtedy z tymi facetami.Zaginęła.O rany.Trzeba zadzwonić na policję. Pamiętał przecież tych mężczyzn.Może coś pomoże.
- Dzień dobry,nazywam się Michał Sosnowski,mam informacje odnośnie zaginionej dziewczyny.
   Oczywiście mogę przyjść, nawet zaraz.Będę za około pół godziny.Dziękuję.
   -Mógłby pan opisać tych mężczyzn dokładnie-zapytał policjant w pół godziny później
  -Tak.Bardzo dokładnie im się przyjrzałem, bo byłem zdziwiony widząc Kingę w takim towarzystwie.
   Znam ją jako spokojną dziewczynę.Otóż było ich trzech:jeden blondyn maił trochę dłuższe włosy,przystojny i wysoki z rodzaju tych, którzy podobają się dziewczynom, taki rozlazły typ.
   Drugi taki przeciętny, niski, chyba szatyn.Trzeci też z rodzaju lalusiów, raczej bardzo przystojny, ciemnowłosy, starannie ubrany,wysoki.
  -Czy rozpoznał by ich pan?
  -Tak, na pewno-odparł Michał
  To proszę o przejście do pokoju obok, poogląda pan zdjęcia , może coś znajdziemy.
    Zdjęć było dosyć dużo.Ale już po chwili,Michał wskazał fotkę przestawiającą mężczyznę
 o ciemnych włosach i ładnej twarzy.
  -Ten ten  na pewno-wykrzyknął-podając zdjęcie policjantowi.
 --Taa- porucznik Mrozowski nie krył zdziwienia-Robert Nowak.Notowany za sutenerstwo oraz trzykrotne pobicia kobiet.Podobający się paniom.Od jakiegoś czasu podejrzewamy,ze jest związany handlem dziewczynami, zwłaszcza nieletnimi.To już jakiś trop.
 Zadzwonił gdzieś, wywołując młodego policjanta.
-Słuchaj Paweł-weź ludzi i poszukajcie Nowaka,-podał mu fotografię-jak go znajdziecie, zaraz do komendy.
-Tak jest-młody policjant wyszedł
-Proszę niech pan jeszcze obejrzy zdjęcia-powiedział porucznik do Michała-pewnie Nowak ma pomocników, o ile wiem działał na wybrzeżu, zwłaszcza latem, zawsze dobierał sobie grono znajomków.
 Niestety, Michał nie rozpoznał już nikogo.
Wyszedł z komendy oszołomiony. Postanowił sam się coś niecoś dowiedzieć na własną rękę.
Skręcił do parku natknąwszy się  na Marco i Karasia, którzy po wczorajszych przeżyciach, pili sobie piwko
na jednej z ławek .
Michał stanął jak wryty. Udając zwykłego przechodnia, wyciągnął telefon komórkowy i zadzwonił do porucznika.
W kwadrans potem siedział znów w komendzie.Rozpoznał mężczyzn , którzy byli w KWIATOWEJ
razem z zaginioną Kingą.

                     



  Kinga została zaprowadzona do dużego, pięknego pokoju.Chciało jej się płakać.Ale gdy spojrzała na faceta, który ja prowadził, powstrzymała się, jak tylko mogła.Bała się.
  Stała przy przy drzwiach a mężczyzna, który przyszedł zażyć rozkoszy, stał przy oknie.
  Dziewczyna  cichutko zaczęła łkać.
-Proszę pana, proszę mnie zostawić.Łkanie zaczęło przybierać na sile.
 Mężczyzna jednym skokiem znalazł się przy niej.
 -Nawet nie masz pojęcia mała, ze jesteś szczęściarą-powiedział.Tylko się uspokój
-Niech mi pan nie robi krzywdy łkała nadal Kinga
-Posłuchaj, wyciągnę cie stąd, jestem z policji, miałaś szczęście.Tylko cicho, rozumiesz?
-Tak-przestała płakać i uspokoiła się, chociaż nadal drżała
-Hej-mężczyzna otworzył drzwi-jest tam kto?
-Słucham pana- ochroniarz zbliżył się do drzwi-co?mała jest niegrzeczna?zaraz jej przyłożę, heheheh
-Nie, niech pan zostawi-odpowiedział mężczyzna-chcę ją zabrać na miasto, płace potrójnie.
-Hmm, takiej opcji nie mamy..ale ..czy będzie pan jej pilnował?
-panie zabiorę ja na imprezę tylko dla wybranych, rozumie pan?sami faceci. Będzie miała kilku klientów, hehehe.
--Dobra.Ale niech pan uważa-jeszcze zadzwonię do szefa.
-Niech się pan nie fatyguje,znam szefa.Pochwali pana i dostanie pan premię.A tu-wsunął do kieszeni ochroniarza kilka banknotów-prowizja dla pana.
  -Dam jej trochę prochów, więc będzie spokojna-powiedział na koniec i szarpnął Kingę, popychając ja na schody.
  Ochroniarz zaśmiał się rubasznie-miłej zabawy-tylko niech ja pan przyprowadzi jutro, bo mam zamówionych trzech następnych amatorów małolat.
  -Będę rano, do widzenia i dzięki-mężczyzna wyprowadził dziewczynę zamykając za sobą drzwi.
 -Teraz szybko-powiedział-bo,jak wiem, szef wróci niebawem i będą kłopoty-wsadził Kingę do samochodu i szybko odjechał.
  -Czy ty wiesz gdzie jesteś w ogóle?zapytał Kingę.
-Nie-odpowiedziała
  -Jesteś w Niemczech.Sprzedano cię do polskiego burdelu.Jeszcze dziś w nocy policja zrobi tam nalot.
  Ja miałem się tylko upewnić.W ostatniej chwili zdecydowałem się ciebie odbić.Było to dość ryzykowne, bo jestem sam.Nie chcieliśmy wzbudzać podejrzeń .Zwiozę cię na posterunek, oni cię odtransportują do Polski.
-Dziękuję panu-szepnęła Kinga...gdyby nie pan-rozpłakała się na nowo.
Mężczyzna nic nie powiedział tylko pozwolił jej na ten płacz.

                 



   Marco i Karaś wypierali się jak mogli .Ale gdy Michał ich rozpoznał oraz gdy usłyszeli ile lat więzienia im grozi, załamali się.Opowiedzieli wszystko.
   W KOLOROWEJ poznali Roberta, który zaproponował im dobry interes.Mieli zaczepiać młode dziewczyny i po konsultacji z nim zabierać je do kawiarni.Tam pojono dziewczynę winem i zależnie od tego jak była chętna do zabawy ,albo od razu wrzucano jej do napoju narkotyk, albo za jej pozwoleniem odbywano z nią stosunek, po czym wywożono do Niemiec .do polskiego domu publicznego, gdzie dziewczęta były zmuszane do prostytucji.
  Marco był wabikiem gdyż panienki za nim szalały.
  Z Kingą było trochę inaczej, gdyż Robert chciał ja mieć najpierw dla siebie bo mu się podobała.
 Kilka miesięcy chodził z nią.Ale dziewczyna była inna.Nie chciała iść z nim do łóżka, czego nawet nie próbował.Rozstał się więc  z nią, bo się znudził, chociaż widział ,ze mała zakochała się w nim.
  Czym prędzej wystawił ją chłopakom, udając potem zakochanego.
 Michał słuchał tego wszystkiego i miał ochotę skopać tych facetów.Zadzwonił telefon.Porucznik wysłuchał wszystkiego i odłożył słuchawkę.
-Dziewczyna się znalazła.-powiedział-jest w szoku.Uratował ja polski policjant, który robił w burdelu rozpoznanie.Jest w drodze do domu.Trzeba zawiadomić rodziców.
-Nie mógłbym tego zrobić?-zapytał Michał-znam ich, chodziłem do tej szkoły co Kinga.Odprowadzałem ją czasem do domu, gdy wracaliśmy razem z kółka polonistycznego.Gdybym wtedy...och,,chciałem z nią chodzić, ale uznałem,ze trochę poczekam, bo była taka młodziutka.Rany, mogłem z nią chodzić, wtedy na pewno nie wpadła by w łapy tych drani.
-Niech pan idzie-pozwolił porucznik-może tak będzie nawet lepiej.

____________________________________________________________________________

Kinga wróciła do domu.Długo dochodziła do siebie.leczyła się.Opuściła rok nauki.Park omijała z daleka.
Wielka pomocą był dla niej Michał.Z czasem zaufała mu.Kilka lat chodzili ze sobą.
Zakochała się z wzajemnością.
 Ich ślub odbył się w kilka lat po tej historii.

 Mimo starań policji Robert umknął..Dom publiczny w Niemczech zlikwidowano, sprzedane dziewczęta uwolniono.
Marco i Karaś oraz inni  mężczyźni, którzy brali udział w handlu żywym towarem, trafili za kratki na dobrych kilka lat.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz