Mówią,że jestem piękna,zdolna, inteligentna.Co z tego jak ten jeden jedyny nigdy mnie nie zauważa.
Rozmawia ze mną zwyczajnie.Patrzy na mnie jak na inne kobiety.
Znamy się od dawna.Tylko,że ja zakochałam się w nim gdy tylko go ujrzałam.Miłość moją ukrywam.
Nikt o niej nie wie.A on...No cóż.Nigdy mnie nie wyróżniał.Traktował i traktuje jak zwykła koleżankę.
Jest poważny.Czasem myślę,że on nie ma czasu na miłość.
Ten dzień, gdy go poznałam, był taki zwyczajny.Czwartek,wiosna, kilka lat temu.
-Natalia-Justyna biegła trzymając w ręku jakieś papiery, jak się potem okazało ,bilety-idziemy do filharmonii!
Gra ten młody utalentowany skrzypek.Wyobraź sobie,że Edyta go zna ze szkoły.Obiecała,że go nam przedstawi..
-Justyna, nigdzie nie idę.Padam z nóg.Za tydzień mam obronę pracy magisterskiej,.zapomniałaś?
-Tym bardziej powinnaś się rozerwać-przyjaciółka była stanowcza.
-Daj spokój, nie chce mi się
-Przecież uwielbiasz muzykę skrzypcową.A ten chłopak jest genialny!Ma dopiero 26 lat i już jest bardzo znany.Ponoć gra fantastycznie.
-Dobra,pójdę. Kiedy ten fenomen gra?-zapytałam .
-Jutro, moja droga, jutro.O siedemnastej w naszej filharmonii.On pochodzi z naszego miasta.Wyobraź sobie,że wrócił tu na stałe.A ponoć miał propozycje z różnych części świata.A wrócił i zostanie.-zachwyt w głosie Justyny nie miał granic.
-Ok-ale teraz daj mi spokój, muszę odpocząć.Szefowa dała mi dzisiaj nieźle popalić.Musiałam dzisiaj skończyć artykuł, bo idzie do druku.A przecież mówiła,że mam czas do wtorku.-westchnęłam i weszłam do mojej klatki.
Justyna odkrzyknęła,że mam być gotowa jutro o szesnastej trzydzieści i poszła do siebie.
Poznałyśmy się jak tutaj zamieszkałam, czyli trzy lata temu.Ona już po studiach, ja jeszcze studentka.
Ona pracowała w Urzędzie Miasta, była już wtedy kierowniczka administracji, którą jest do dzisiaj,
ja miałam szczęście dostać etat w lokalnej gazecie.Studiowałam dziennikarstwo, przyjęto mnie na próbę i ...zostałam.Niestety szefowa była niezbyt przyjemna,ale dało się wytrzymać.
Mieszkanie dostałam po śmierci babci.Opuściłam rodzinne miasto i przeprowadziłam się .Zawsze lubiłam tu przebywać, więc byłam zadowolona.
W piątek weszłyśmy do gmachu filharmonii o szesnastej czterdzieści.Edyta z ekipą już. była.Przywitałyśmy się i oto pojawił się on.Szedł pewnie, roztaczając w ogół atmosferę romantyzmu i czegoś nieuchwytnego.
Tak, ten mężczyzna był powabny.Inaczej nie potrafiłam nazwać tego co go otaczało.
Przystojny tak,że dech mi zaparło.Wysoki, smukły, ubrany we frak w ,którym wyglądał tak jak powinien wyglądać człowiek sukcesu.Lecz o dziwo,wyglądał równocześnie bezbronnie,jak dziecko.Była w nim nieśmiałość powiązana w dziwny sposób z geniuszem.Bo geniuszem był na pewno.Widziało się to na pierwszy rzut oka.
Stałam jak zahipnotyzowana.Nie potrafiłam wydobyć z siebie dźwięku a co dopiero słów.
-A to jest Natalia-usłyszałam głos Edyty-dziennikarka.Pewnie niejeden wywiad z tobą przeprowadzi.
Poczułam jego dłoń o pięknych, długich palcach.Ogarnęła mnie tęsknota tak wielka,że zachciało mi się płakać.
A potem była muzyka.Cudowna, wzruszająca.Grał pięknie.Miałam wrażenie,że w sala koncertowa jest ogrodem pełnym kwiatów, które pachną a ich zapach przemienia się w muzykę.
Kłaniał się.Musiał bisować.A ja przeżywałam wciąż tę chwilę, gdy jego dłoń dotknęła mojej dłoni, jego czarne oczy na moment spojrzały na mnie.
Wciąż wracałam do tego momentu..Nawet wtedy kiedy poznałam go lepiej.Gdy był w poblizu nie potrafiłam powiedzieć niczego sensownego.Zawsze, gdy rozmawialiśmy, chłonęłam jego widok jak gąbka, by potem w zaciszu domu rozpamiętywać każdą sekundę.
Był coraz sławniejszy i coraz bardziej nieosiągalny.
I właśnie wczoraj byłam na spotkaniu z nim.Niestety tylko służbowym.Przeprowadziłam z nim wywiad.
Jak zwykle przyszedł nienagannie ubrany i uczesany.Wyglądał tak cudownie,że nogi mi się trzęsły jak go zobaczyłam.
Siedzieliśmy we dwoje w romantycznej kawiarence a ja umierałam z miłości do niego.
Zawsze spotykałam go w większym gronie.To był pierwszy raz gdy byłam z nim sama.
Musiałam jednak udawać by nie zauważył tego, co tak bardzo pragnęłam ukryć.
-Witam cię Natalio-powiedział głosem podobnym do muzyki, która grał na skrzypcach.
-Dzień dobry Danielu-szepnęłam zatrwożona.
-Pięknie wyglądasz-spojrzał na mnie,a ja myślałam ,jak ukryć drżenie moich rąk.
-A ty jak zwykle wyglądasz okropnie-wysiliłam się na dowcip w głupim stylu.
Roześmiał się.Czy ten człowiek zdawał sobie sprawę jak na mnie działa?
-Natalko,przepraszam cię, mam tylko pół godziny-powiedział smutno-moglibyśmy zacząć?
-Ależ naturalnie-siliłam się na obojętny ton.Zaczęłam zadawać standardowe pytania i po pół godzinie pożegnaliśmy się.
A teraz siedzę i wspominam.Jego usta, jego oczy, jego dłonie,jego głos.
Płaczę z tęsknoty.Wiem,że nigdy nie będzie mój.
Poranek.Wstałam z opuchniętymi oczyma.Daniel.Moja miłość.Miłość tak beznadziejna, nie odwzajemniona.
A jednak piękna.
-Kocham cię-szepczę cichutko-jak nikt nigdy nikogo nie kochał.
Miałam chłopaka, kiedyś, gdzieś tam...nigdy go tak nie kochałam.
Od trzech lat znam Daniela.od trzech lat nie potrafię spojrzeć na innego mężczyznę.Nie potrafię niczego wymyślić, by chociaż trochę zbliżyć się do niego.Moje życie jest puste.
Mam nagrania wszystkich jego koncertów.Często ich słucham.
Wzięłam prysznic,myśląc wciąż o nim.On jest moją obsesją.
-Natalio-dlaczego ten wywiad jest taki krótki, bez polotu-szefowa stoi nade mną, trzymając w ręku plik kartek.-Przecież mówiłaś,ze znasz tego muzyka osobiście.Jest sławny i wspaniały a twój wywiad,wybacz po prostu jest bez polotu.Nie będziemy tego drukować.-położyła kartki na moim biurku-spotkaj się z nim jeszcze raz.Więcej prywatnych wynurzeń!!!-szefowa nie patrząc na mnie ,wyszła.
-Hej, hej Natalio!!-wykrzyknął kolega-taka atrakcyjna babka nie potrafi zainteresować sobą faceta
-Daj mi spokój-wybiegłam do łazienki w której wypłakałam swój żal.
Wróciłam do pokoju,wzięłam torebkę i nie patrząc na nikogo -wyszłam.-Jestem do niczego-usiadłam w pobliskiej kawiarence i zamówiłam cappuccino.-muszę porozmawiać z Edytą, w końcu zna Daniela ze szkoły.Nie zadzwonię już do niego, to ponad moje siły.
Edyta usiadła na przeciw mnie w miękkim fotelu,założywszy nogę na nogę,zaciągnęła się papierosem.
Pojechałam do niej, gdy po moim niespodziewanym telefonie zaprosiła mnie do siebie.
-Nie rozumiem o co ci chodzi-spojrzała na mnie spod umalowanych na niebiesko powiek.
-Przecież wczoraj robiłaś wywiad z Dannym-jej twarz była wielkim znakiem zapytania.
-Nie miał zbyt wiele czasu-szepnęłam nieśmiało-a szefowa żąda by wywiad zawierał trochę prywatnych informacji.
-Moja droga,mogę ci co nieco powiedzieć.Danny jest geniuszem i nie u masz u niego szans-roześmiała się hałaśliwie patrząc na mnie z wyższością.
Potem opowiedziała mi jakim był uczniem(wzorowym) co go interesowało(oczywiście muzyka)
Na koniec przybliżyła twarz do mojej i złośliwie szepnęła-trzymaj się od niego z daleka,on jest mój-wstała i otworzywszy drzwi,czekała w milczeniu aż wyjdę.
Proszę oto konkurentka.Daniel nigdy nie będzie mój.
Siedziałam do późnej nocy, poprawiając wywiad.Niestety sporo w nim nieprawdy ale co robić?
Nazajutrz szefowa z zadowoleniem czytała moje nocne wypociny.-Nieźle-powiedziała z uśmiechem.
-Jak chcesz to potrafisz.
Pierwszy telefon w sprawie wywiadu zadzwonił o jedenastej przed poludniem.
Menadżer Daniela zażądał rozmowy ze mną.W skrócie powiedzial mi,że wywiad to stek bzdur i Daniel chce się ze mną widzieć za dwie godziny, by sprawę wyjaśnić.-Kawiarnia KOCIAK.trzynasta-prawie krzyknał do słuchawki i się rozłączył.
Pierwszy raz szłam na spotkanie z Danielem bojąc się co powie.To co napisałam było okropne.
Jednym słowem szłam jak na ścięcie, myśląc,że po tym wszystkim Daniel już nigdy nie zechce ze mną rozmawiać.Cóż, przecież i tak jest dla mnie nieosiągalny.Może nawet lepiej,że go nigdy nie zobaczę.
Postaram się o nim zapomnieć.Umówię się z Markiem, kolegą, który patrzy na mnie maślanym wzrokiem, o czym wie cala redakcja.Zacznę życ na nowo, bez głupich mrzonek.Bo przecież to nawet nie marzenie, to zwykła mrzonka.
Im bliżej KOCIAKA tym wolniej szłam, było mi potwornie wstyd,że powypisywałam zmyślone bzdury.
Daniel siedział przy stoliku i rozmawiał przez komórkę.Podeszłam cichutko i z miną winowajcy stanęłam obok niego.Wskazal mi ręką krzesło i nadal rozmawiał z kimś wzburzony.Gdy skończył przygladał mi się chwilkę i nagle sie roześmiał,Spuściłam głowę, czekjąc na to co powie.
-Natalio, to ile mam tych dziewczyn?-znów zaczął się smiać-ale numer, nigdy nikt o mnie nie napisał tak śmiesznie.Ponoć sprzedaż twojej gazety bije dzisiaj rekordy.
Spojrzałam na niego i rozpłakałam się.Wiedziałam,że to głupie, ale nie mogłam powstrzymać łez.
-Powiedz w końcu,że mam pójśc do diabła i nie chcesz mnie znać,pozwij do sądu o te bzdety-powiedziałam łkając
-Natalio, co ty?Do żadnego sądu cię nie pozwę.Co mnie obchodzą gazety.Ty mnie obchodzisz.
Chcę być z tobą maleńka.Od dawna jestem w tobie zakochany.Nie płacz, proszę.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.-a Edyta?-spytałam-czy ona dla ciebie coś znaczy
-Natalio, co ty?ta pozerka?.Chodźmy stąd.
Daniel wziął mnie za rękę i wyszliśmy z kawiarni.
-Gram tylko dla ciebie, żyję i ddycham dla ciebie.Odkąd cię pierwszy raz zobaczyłem, nie mogłem cię zapomnieć.Myślałem,że jestem ci obojętny.Ale ostatnio jak na mnie patrzyłaś,pomyślalem,że chyba mam szansę.Mam?-zapytał-Kiwnęlam głową.Na nic innego nie było mnie stać.
Całująca się w środku miasta para to nic takiego-tyle byłam a stanie pomysleć.Szczęście zalało mnie gorącą falą.
I pomysleć, że gdyby nie ten wywiad ....och, och
-
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz