czwartek, 18 kwietnia 2013

Wiktor

  To co?impreza w piątek-zapytał Marcin
  Może być-odpowiedziała Marta
  Ja milczałam.
  Czemu nic nie mówisz, Aga?-zapytał Marcin
  Ewidentnie czekał na odpowiedź.
  Staliśmy w trójkę na rynku, czekając na tramwaj.Ja, moja przyjaciółka Marta i Marcin-kolega z roku.
  Nie wiedziałam co odpowiedzieć.Bo co miałam mówić?,że nie przyjdę z powodu Jolki?dlatego,że bujałam się na umór w jej chłopaku, Wiktorze.
  Studiowaliśmy wszyscy na medycynie, 3 rok.Ja i Marta znałyśmy się od zawsze.Resztę towarzystwa poznaliśmy na studiach.
  Marcin i Marta chodzili ze sobą już trzeci rok.Nie przeszkadzało to naszej przyjaźni.Marta umiała dzielić czas między mnie i swego chłopaka.Poza tym byli jeszcze inni ludzie z roku.Spotykaliśmy się zawsze w chacie Magdy, gdyż mieszkała w domu za miastem a jej rodzice nie mieli nic przeciwko naszym spotkaniom.Byliśmy w miarę spokojni, nie przesadzaliśmy z alkoholem, po prostu fajna paczka.
  Wszystko było ok do czasu jak na 3 roku dołączyła do nas Jolka.
 Była bardzo atrakcyjna,zadbana i ....bogata z chaty.Jej rodzice byli właścicielami kilku restauracji.
 Przypuszczałam, że studia też jej załatwili.Jolka dołączyła do nas bo miała dziekankę i rok przestoju.
 Nie lubiłam jej, chociaż muszę przyznać, że była miła,sympatyczna i nie zadzierała nosa.
 Dołączyła do naszej paczki, do której należeli:ja, Marta, Marcin, Magda, Elka, Wojtek i Michał.
 Parą byli tylko Marcin i Marta.Reszta była wolna;)
 Jolka jakoś tak znienacka zaczęła chodzić na nasze party oraz zaczęła się z nami uczyć, przypuszczam,że dlatego,że byliśmy dobrymi studentami a ona? no cóż, ona studiowała bo tak chcieli jej rodzice.W każdym razie, ja jej nie widziałam w roli lekarza.
 Nikt nie oponował gdy do nas dołączyła, chociaż różniła się od nas wszystkich.
 Czy jej zazdrościłam zapytacie.Odpowiem,że chyba tak.
 Ja Agnieszka, pochodzę z okaleczonej rodziny.Ojciec zginął w wypadku, gdy miałam 6 lat.
 Mama moja bardzo ojca kochała, nie związała się nigdy z żadnym mężczyzną.
 Nie miałyśmy żadnej rodziny.Mama pracowała jako nauczycielka fizyki w liceum.
 Ciężko było, dawała korepetycje, ale i tak ledwo wiązałyśmy koniec z końcem.
 Jak zaczęłam studia, dostałam stypendium i tez dawałam lekcje,trochę lżej było.
 Nie mogłam sobie pozwolić na złe oceny, na luzy.Mama była ze mnie dumna, bardzo się kochamy.
 Jola miała ze wszystkim łatwo.Jej zadaniem była nauka nic więcej
  To było jakiś miesiąc temu.
 Jola przyprowadziła na imprezę swojego chłopaka.Słyszałam kilkakrotnie,że chodzi z kimś, lecz nie zwracałam na to uwagi.
  Ale gdy zobaczyłam jej chłopaka, omal nie zemdlałam.
 Facet był wysoki, o ciemnych oczach i włosach, oliwkowej cerze.Miał ładne okulary.
Nie wiem skąd, ale wiedziałam, że jest inteligentny, oczytany i po prostu mądry.Słowem mój wyśniony ideał.
Wiktor,skończył już studia,był architektem i pracował w znanej pracowni.Zarabiał dobrze,mieszkał z rodzicami w domu za miastem tak jak Jolka, był bez problemów finansowych.Zadowolony z życia.
 Był ponadto sympatyczny i szarmancki.Ta Jola, miał wszystko-urodę, kasę i super-faceta.
Miała to, o czym ja, szara mysz, mogłam tylko marzyć.
Wiktor był miły dla wszystkich,był duszą towarzystwa i widziałam, że wszyscy go polubili, a dziewczynom
wyraźnie się podobał.A ja..ja się zakochałam od pierwszego wejrzenia, co ukryłam skutecznie.
 Dni mijały.Kolokwia, egzaminy,spotkania -szły swoim torem.
 Widywałam Wiktora z Jolką, bywaliśmy na imprezach.I.. kochałam się w nim coraz bardziej.
 Nie widziałam by jakoś specjalnie się z Jolką kochali.Owszem trzymali się za ręce, obejmowali..
Wtedy moja dusza płakała.
 Nawet Marcie nic nie powiedziałam.Zresztą ona była zakochana i nie zrozumiałaby mnie na pewno.
Przecież Wiktor był zajęty a moja miłość -nieszczęśliwa.
Nie miałam nadziei.
O wiktorze wiedziałam prawie wszystko.Chłonęłam wiedzę na jego temat jak gąbka.Marzyłam o nim
nocami i dniami, w chwilach samotności i w towarzystwie.
Skutecznie odganiałam adoratorów, chociaż i tak było ich niewielu.
Przecież nie byłam dobrze ubrana.Byłam skromna, chociaż na studiach osiągałam jedne z najlepszych wyników.
Uczyłam się jak szalona, wiedząc,że to moja inwestycja na przyszłość.
Kiedyś,myślałam, będę panią doktor, będę poważana.Mam zamiar osiągnąć wiele.
Nadszedł TEN dzień.Jola i Wiktor ogłosili zaręczyny.
To był cios dla mnie, w samo serce.
Dotąd miałam jeszcze nadzieję,że coś się zmieni, coś się zdarzy.Teraz już nic.Nic nie zostało.
Nie spałam w nocy, nie jadłam.
Mama się martwiła, co się ze mną dzieje.Nikomu nic nie powiedziałam, nic.
  I teraz ta impreza.
Będą wszyscy/-zapytałam od niechcenia.
Tak-odpowiedział Marcin.A..sorry, Jolki nie będzie, poleciała z matką do Paryża, zobaczyć suknie ślubne  czy coś tam.Ale Wiktor będzie.
Serce mi załomotało...Wiktor będzie, Wiktor...
Na co miałam nadzieję?na nic.chciałam go zobaczyć po raz ostatni wolnym.Bez Joli.
 Ubrałam się najstaranniej jak tylko mogłam, w najlepszą sukienkę i nowe buty.
Rozpuściłam włosy(mój jedyny, jak mi się zdawało atut,)długie ciemne, gęste, proste i zadbane.
Z duszą na ramieniu weszłam do domu Magdy.
Był tam.Był.Jedyny, cudowny, taki miły i kochany.
Przywitałam się z wszystkimi.Spojrzał w oczy?czy mi się wydawało?
Marcin zarządził tańce.Poprosił Martę i przytuleni dreptali sobie;)
Mnie poprosił Wojtek a Magda na siłę wyciągnęła Wiktora.
Aga-szepnął mi Wojtek-ty się nie gap na tego Wiktora tak, w twoich oczach widać wszystko.
Dziewczyno, on się żeni.
Nie wiem jak to się stało,że zaczęłam płakać. Szlochałam najpierw cichutko, potem coraz bardziej rozpaczliwie.
Marta zauważywszy co się dzieje, zostawiła Marcina i siła zaciągnęła mnie do łazienki.
Muzyka ucichła.
W łazience rozpłakałam się rozpaczliwie, mówiąc nieskładnie jakieś bzdety.
Aga-powiedziała Marta-wiem,że się w nim kochasz
Bardzo widać-zapytałam
Nie wiem czy widać-powiedziała-ja wiem od początku.Nie zapomnij, że znamy się od pieluch.
Uspokój się-pójdziemy do chaty.Powiem,że się źle poczułaś.
  Weszłyśmy do pokoju.Wszyscy siedzieli  panowała cisza.
Wiktor wstał na mój widok i zapytał czy możemy porozmawiać.
O czym-zapytała Marta-
Chciałem tylko...chciałem tylko-plątał się -muszę z nią pogadać.
Zgadzasz się Aga?zapytał
Kiwnęłam głową.
Pewnie chce mi powiedzieć,żebym przestała z tym wszystkim.
Wiktor pociągnął mnie za rękę.Marta zaprotestowała, ale uspokoiłam ją, że dam sobie radę.
Wyszliśmy.
Był tak blisko, ale nie mój przecież, nie mój.
 Tutaj w pobliżu jest fajna kafejka-powiedział Wiktor-wejdziesz ze mną?
 kiwnęłam głową.na nic innego nie było mnie stać.Chciałam mieć tę rozmowę za sobą a jednocześnie chciałam być jak najdłużej blisko niego.
Agnieszko-zaczął Wiktor.
Teraz mi powie bym znalazła sobie chłopaka, pomyślałam.
Wiesz-powiedział-nawet nie masz pojęcia co ja czuję.
Nie kocham Jolki,kocham...ciebie-powiedział
Po prostu mnie zatkało.
Ale nie możemy być razem-szepnął
Nastała cisza.
Najpierw dotarło do mnie,że on kocha mnie, nie Jolę.Potem ,że nie możemy być razem.
Dlaczego-spytałam,podróżując z nieba do piekła
Widzisz, próbowałem od niej odejść-powiedział ze smutkiem
Wiedziałem,że jesteś mi przeznaczona ty.Wiem o tobie wszystko. Trzymałam to jednak w tajemnicy.
Jolka się zorientowała, nie wiem jak.Odkręciła gaz.Odratowali ją.To było wtedy jak chorowała.
Nikt nie wiedział.Powiedziała,że jak od niej odejdę, zabije się na pewno.Musiałem przysiąc,że jej nie zostawię.
Łzy płynęły mi nieprzerwanym strumieniem.
Wiktor scałowywał je z mojej twarzy.Potem przytulił mnie i całował moje usta,policzki, włosy, ręce.
Kocham cię-powiedział-wybacz mi,wybacz.
Wybiegłam z kawiarni.padał deszcz a ja biegłam przed siebie.
W jednym dniu doznałam szczęścia i nieszczęścia.
Nie wychodziłam z domu , nie odbierałam telefonów.
mamie powiedziałam wszystko i zabroniłam wpuszczać do domu kogokolwiek.
Spałam i płakałam na przemian.
Potem już nie wiem co się działo, bo poleciałam w przepaść.
Obudziłam się pewnego ranka, patrząc ze zdumieniem dookoła.
Leżałam na łóżku szpitalnym, obok mnie siedział Wiktor i spał.
Nie mogłam się ruszyć, byłam taka słaba.
Wiktor otworzył oczy.
Kochanie ty moje-obudziłaś się.
Uklęknął przy mnie .Zaczął całować moje ręce.
Miałaś zapalenie opon mózgowych, ledwo z tego wyszłaś-powiedział
Zerwałem z Jolką,powiedziałem jej rodzicom o wszystkim.
Wyjechali za granicę.Z tego co wiem, Jola ma już narzeczonego i chwała Bogu-szepnął Wiktor.
Wyjdziesz za mnie-zapytał
Kiwnęłam głową,byłam oszołomiona.
Wiktor zawołał pielęgniarkę.Weszła razem z moją mama.
Agusiu, obudziłaś się-zawołała mama-będziesz zdrowa.Wiktor cały czas był przy tobie.
A gdzie on jest-?zapytała mama
Wyleciał gdzieś-odpowiedziała pielęgniarka.
Drzwi otworzyły się i Wiktor wpadł z koszem czerwonych róż.
Na zawsze razem-powiedział.


                              ****************************************

  Stoję przed ołtarzem, w pięknej białej sukni.Obok mnie Wiktor, mój Wiktor w pięknym garniturze.
Za nami Marta i Marcin jako nasi świadkowie.Nieopodal mama i rodzice Wiktora...
  ;;;i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską....
  Wychodzimy przytuleni, całując się. A wszędzie obok nas przyjaciele , rodzina z radosnymi życzeniami:)











 

 

2 komentarze:

  1. Bardzo podoba mi się to opowiadanie. Naprawdę kocham to jak piszesz ! :)

    Zapraszam:
    theworldwith.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się,że Ci się podoba:)
    Byłam u Ciebie i podobało mi się BARDZO ,pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń