Jestem samotna..tak samotna.Niestety nie wiem co to miłość i chyba się nie dowiem.
Mam pracę i mieszkanie, zarabiam dość dużo i jestem sama.
Moje koleżanki dawno powychodziły za mąż.Mają dzieci ,swoje kłopoty i radości.A moje życie jest puste.
Mam świetne ciuchy. Nowy ,dobry samochód.Na wszystko mnie stać. Na wszystko.
Przecież miłości nie można kupić.
Idzie wiosna.Czuję ten czar.Wszędzie zakochane parki.Mężczyźni i kobiety .A ja?
Nie należę do przeciętnych, ani do nieatrakcyjnych.Przeciwnie.Jestem wysoka, zgrabna.Szczupła.
Śmieszne ale przyjaciółek od serca też nie mam.Mam tylko rodziców.Kocham ich i oni kochają mnie.
Są ze mnie dumni.Pani doktor laryngolog to ja;)Oni są dumni ja nie.
Dzisiaj szłam do pracy piechotą .Dość daleko-co z tego.
Mimo wszystko poczułam się lekko.Słoneczko przygrzewało.Mimo wszystko było mi dobrze.
W pracy jak to w szpitalu-młyn.O 18 tej wyszłam.I jak zwykle spotkałam ją.
Spotykałam ją regularnie, codziennie.Widziałam jej zmęczoną twarz i siatki z zakupami.
Spojrzała na mnie jak zwykle, z wrogością.Skąd w tej kobiecie tyle wrogości, czemu do mnie?
Kim była?Nie wiedziałam.Codziennie po 18 tej mijałyśmy się a ona spoglądała na mnie jak na przestępcę.
Nie znałam jej.A ona?tego nie wiedziałam.
Jak zwykle po tym spotkaniu czułam się nieswojo.Poszłam do rodziców, pogadałam z nimi.Potem wróciłam do domu.
Na klatce zatrzymała mnie sąsiadka, pytając czy wiem coś o ludziach, którzy dzisiaj się do nas sprowadzili.
Odpowiedziałam,że nic nie wiem.
Musiałam kilka minut wysłuchiwać na temat nowych lokatorów i sugestiach sąsiadki,że nic z tego dobrego nie wyniknie.
Kiwałam smętnie głową.Po schodach cichutko wchodził mały chłopiec, może 7 letni trzymając za rękę,dziewczynkę chyba 3 letnią, za nimi podążała jeszcze jedna dziewczynka , na oko 5 letnia.
Zdziwiło mnie to trochę, bo nigdy tych dzieci w klatce nie widziałam.
Sąsiadka smętnie skomentowała,że oto dzieci tej baby, same biedactwa,rozczuliła się sąsiadka.
Najstarszy chłopczyk spojrzała na nas smutno i poszedł wyżej.
Pod byle pretekstem pożegnałam sąsiadkę, wciąż mając przed oczyma trójkę smutnych dzieci.
Nagle usłyszałam,ze ktoś jeszcze biegnie po schodach.Omal nie przewróciłam się ze zdumienia.Po schodach szła kobieta, którą codziennie o 18 tej spotykałam idąc z pracy, ta sama co na mnie patrzyła z nienawiścią w oczach.
Odwróciła się i spojrzała na mnie . W jej oczach również dostrzegłam zdumienie, lecz również tą niechęć co zwykle.
Wiec to ona była moją nowa sąsiadką, a trójka dzieci,które szły po schodach to były jej dzieci.
Ciekawe jak wygląda jej mąż,pomyślałam i dlaczego ona patrzy z taką nienawiścią na mnie.
Rano obudziłam się niewyspana.Jak dobrze,że była sobota.
Postanowiłam poleżeć sobie a potem trochę posprzątać.Z miłego rozleniwienia wyrwała mnie dzwonek
do drzwi.Nałożyłam szlafrok i poszłam otworzyć.Przede mną stał chłopiec, którego wczoraj widziałam na schodach,prawdopodobnie syn nowej sąsiadki o niemiłym spojrzeniu.Zdziwiona zapytałam czego sobie życzy.
Chłopiec zaczerwienił się i zapytał czy przez 2 godziny mogłabym popilnować jego dwóch siostrzyczek, gdyż mamę zabrało w nocy pogotowie i on musi iść do szpitala, zobaczyć co z nią.
Zapytałam czy nie ma kogoś dorosłego by mógł iść spytać o zdrowie mamy.Chłopiec odpowiedział,że nie mają nikogo, tatuś nie żyje a babci ani dziadka nie mają.
Zgodziłam się, by przyprowadził dziewczynki i zapytałam dlaczego akurat do mnie przyszedł.
Krzysiu(tak się przedstawił)powiedział,ze mamusia mu powiedziała, by szedł do mnie.
A skąd twoja mama mnie zna-zapytałam.
Odpowiedział,że nie wie.
Przyprowadził Dominikę i Wiktorię.Dominika miała 6 lat, Wika 3 lata a ich brat 9 lat.
Byłam bardzo tym wszystkim zdziwiona,ze nawet nie zapytałam Krzysia jak trafi do szpitala.
Dziewczynki z początku były nieufne.Potem się rozkręciły i opowiedziały mi wszystko o sobie.
Fajne były.Najbardziej chwaliły braciszka,bo gdy mam musiała pracować to Krzysio wszystkim się zajmował.
O rany, 9 latek wszystkim się zajmował.Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić.
Ugotowałam dla dzieci obiad,czułam się cudownie,Te dwie małe dziewczynki potrafiły rozjaśnić mój dzień.
Potem przyszedł Krzysio.Na początku był bardzo zawstydzony, lecz później śmiał się i żartował.
Nie pytałam go o nic.Sam mi powiedział,że jego mama za 2 dni wyjdzie ze szpitala.
Zaproponowałam dzieciom by przez te dwa dni były u mnie.Chętnie się zgodziły.
Były to bardzo radosne dni.
Jednakże szybko minęły.We wtorek mama dzieciaków zadzwoniła do moich drzwi.Stała w progu blada i wymizerowana.Nie patrzyła mi w oczy.
Dzieciaki powitały ja radośnie, na przemian opowiadając jak fajnie było u cioci(czyli u mnie)
Kobieta wyszeptało słowo dziękuję i zabrawszy dzieci -wyszła.
Z powodu opieki nad dziećmi miałam dwa dni urlopu.Poprosiwszy o niego, strasznie zadziwiłam pół szpitala.Urlop bowiem brałam we wrześniu, nigdy o niego nie prosiłam w ciągu roku.
Jakże puste i ponure wydawało się mieszkanie bez śmiechu dzieci.
W następny weekend ktoś znów zadzwonił do moich drzwi.Jakież było moje zdziwienie, gdy ujrzałam
sąsiadkę.Stała patrząc pod nogi.
Witaj Kingo-powiedziała cicho
Zaniemówiłam.Skąd ona zna moje imię-pomyślałam.
Nie pamiętasz mnie, prawda-zapytała
Nie-odrzekłam.
Chodziłyśmy razem do podstawówki-powiedziała sąsiadka-Jestem Iza.
Iza?-wykrztusiłam-Iza!!najładniejsza dziewczyna w klasie?rany , nie poznałam Cię-wyznałam
Bo ja już nie jestem tamta Iza.-szepnęła ona
Iza była piękna.Przyszła do naszej szkoły w ósmej klasie.Uganiali się za nią wszyscy chłopcy.
My nieopierzone nastolatki bardzo jej zazdrościłyśmy.Była taka dorosła.Piękna.Chciała zostać modelką.
Po skończeniu szkoły gdzieś wyjechała i słuch po niej zaginął.A teraz stała przede mną wymęczona, schorowana kobieta.
Co się z Tobą działo -zapytałam
Przeszłyśmy do salonu, usiadłyśmy.
Iza się rozpłakała.Zaczęła opowiadać.
Po szkole przeniosła się z rodzicami do Krakowa .Dostała się tam do liceum ogólnokształcącego.
W ostatniej klasie zaszła w ciążę i nie zdała matury.Wyszła za mąż za chłopaka, z którym miała dziecko.
Krzysia.Niestety, nie dogadywali się.rozwód dostali bez problemów chłopak płacił na Krzysia.
Kiedy Krzyś miał dwa latka, poznała mężczyznę o 10 lat starszego od niej.Zakochali się w sobie.Urodziła się Dominika, potem Wiktoria.
Któregoś dnia, Karol,nowy mąż Izy,wpadł pod tramwaj.Zginął na miejscu.Została sama z trójką dzieci.
Bez szkoły bez zawodu.Wróciła do Warszawy .Rodzice już nie żyli.Od tego momentu jest pod opieką MOPS-u.Pracuje gdzie się da.I za ile się da.
Iza rozpłakała się.Codziennie mnie spotykała.Wiedziała,że jestem lekarzem.Zazdrościła mi.
Ja też się rozpłakałam. Wspominałyśmy .Gadałyśmy dopóki Krzyś nie przyszedł i nie powiedział,że są głodni.
Zawołałam całą trójkę i wszyscy razem zjedliśmy kolację.
Przedstawiłam mój plan.
Od dzisiaj koniec smutków.Zajmujemy się na zmianę dziećmi.Iza do szkoły, potem na studia!!!!
Pracę dostanie w szpitalu od zaraz.Szukają gońca.To na początek,potem zobaczymy.
Iza znów się rozpłakała, tym razem ze szczęścia.
Ta historia ma happy end.
Teraz Iza pracuje jako intendentka w naszym szpitalu.Jest na drugim roku studiów zaocznych.
Dziećmi się zajmujemy, owszem.Ale pomagają nam w tym Olgierd mój maż,którego poznałam ,jak byłam
na zebraniu w szkole u Krzysia, oraz Andrzej , facet, którego Iza poznała w szpitalu:)
.Iza wyszła na prostą, aja nie jestem juz sama,za dwa miesiące do naszej ekipy dołączy moje i oOlgierda dziecko.
Dzięki Izie moje życie nabrało barw.dzięki jej synowi poznałam miłość mojego życia.A Iza twierdzi,że własnie dzięki mnie wszystko się jej ułożyło i udało.Jesteśmy nadal sąsiadkami, chyba na zawsze:)
ODDŁUŻANIE:
http://goo.gl/G8898
GOTÓWKA Z DOSTAWĄ DO DOMU
http://anna555.ebrokerpartner.pl/short/omch
SZYBKA POZYCZKA
http://anna555.ebrokerpartner.pl/short/omcz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz