Historia ta wydarzyła się dawno. Byłam wtedy młoda. Miałam 16 lat.
Chodziłam do LO i razem z moją przyjaciółką marzyłyśmy o wielkiej miłości.
Idealizowałyśmy nasze obiekty westchnień. I jak przystało na dziewczyny w tym wieku,
co miesiąc podobał nam się inny chłopak.
Jednakże ta prawdziwa miłość nie przychodziła.
W tym czasie nastał nowy nauczyciel z języka łacińskiego,młody i przystojny.
Jejku, co się wtedy działo, każda z dziewcząt chciała mu się podobać-bo on podobał się każdej.
Poznikały dwóje z łaciny.Uczyłyśmy się jak szalone, by zaimponować JEMU swoją wiedzą.
Niestety, dowiedziałyśmy się ,że nasz przystojniak jest żonaty!Rany, ile łez wylano.
Pomyślał by ktoś,że skończą się nasze umizgi. Ale co tam! Nadal chciałyśmy ,by ten ideał męskości zwrócił na nas swoja uwagę.
Profesor Krzysztof był młody, niewiele starszy od nas.Cudowny.
Snułyśmy z przyjaciółką różne wizje - ,że żona jest okropnie brzydka , że ożenił się z nią z konieczności i tym podobne dyrdymały. Lecz smutek nas nie opuszczał, profesor wydawał się niedostępny ,daleki jak inna galaktyka.
Nocami wymyślałam różne scenariusze w roli głównej z sobą i Krzysztofem.
Straciłam apetyt, snułam się z kąta w kąt.Tylko rozmowy z przyjaciółką ożywiały mnie.
Uczyłam się by zaliczyć .Za to z łaciny miałam same piątki, jednakże, nie ja jedna.
Wychowawczyni nasza żartowała ,że prawie cała klasa skończy filologię klasyczną.
Moja mama dziwiła się, chodząc na zebranie,że nauka martwego języka jest dla mnie prosta, podczas gdy z innych przedmiotów ledwie wyciągam na trójki (wyjątek stanowił język polski z którego miałam ocenę dobrą, ale raczej z litości, bo też się opuściłam z tego przedmiotu)
W domu gadano o tym bez końca. Żądano ode mnie bym zdawała na prawo, jak wcześniej zamierzałam .Odpowiadałam,że jestem dopiero w pierwszej klasie i jeszcze sto razy zmienię zdanie .Rodzice w końcu doszli do wniosku ,że mam czas i dali mi spokój.
Przyszła wiosna .Dziewczyny powoli zmieniały obiekty swych uczuć. Krzysztof podobał im się nadal-ale już nie tak jak przedtem. Młodość ma swoje prawa.
Przestano nieustannie wkuwać łacinę ,zbliżał się koniec roku szkolnego, trzeba było pomyśleć o innych przedmiotach .Zainteresowanie Krzysztofem opadło, chociaż nadal był idolem dziewczyn, i moim ..Niestety moja miłość do niego była inna, dojrzalsza.Co z tego jak nie miałam, jak mi się zdawało, żadnych szans.
Bo żadna była ze mnie piękność.Ot dosyć ładna, szczupła nastolatka z melancholią w oczach,
które były moim atutem,zielone i błyszczące o migdałowym kształcie.
Moja przyjaciółka zaganiła do nauki, poprawiłyśmy oceny. Z łaciny miałyśmy piątkę oczywiście.
Był początek czerwca,na dworze cudownie .W moim sercu gościł smutek. Oto natchodzą wakacje ,nie zobaczę Krzysia przez dwa miesiące .Wyjadę, poznam innych chłopców Jednak nie zakocham się, nigdy, o nie! To co czułam do przystojnego belfra, było naprawdę piękne.
Do zakończenia roku szkolnego pozostał tydzień .Lekcji już prawie nie było.
Do klasy wpadła zziajana koleżanka Ewka i krzyknęła,,ludzie nowina!Krzysztof od września odchodzi, będzie pracował na uniwerku”
Wszystkich zamurowało. Byłam bliska omdlenia .Nie wiem jak wyszłam z klasy.
Szłam i płakałam, nie wiedząc, co dzieje się wokoło.
,,Nie zobaczę go, nie zobaczę go już nigdy.Chyba,że będę się skradała pod uniwerek.
Ale co to da, on jest żonaty .ŻONATY .Niegdy się nie dowie, co czuła do niego pewna nastolatka".
Przecież wiedziałam o tym od dawna .Po co moje łzy?Co by było, gdyby nadal uczył w moim LO?. Kompletnie nic. A jednak…jednak mogłabym go przynajmniej widywać.
Nie usłyszałam wołania . Ktoś nagle zatrzymał się, o mało mnie nie wywracając. Byłam zdumiona .Przede mną stał obiekt moich myśli ,zgrzany i dyszący.
Gapiłam się na niego, jak przysłowiowa sroka w gnat.
-Aniu-powiedział Krzysztof-gonię cię i wołam a ty pędzisz jak szalona.
-Ale po co mnie pan goni panie psorze?- zapytałam głupio
-Bo chcę ci coś powiedzieć, coś ważnego-powiedział on.-kocham cię.
Zaniemówiłam.Musiałam wyglądać głupio.Myślałam że mam tzw.omamy słuchowe
Staliśmy tak patrząc na siebie.Gdzieś tam w tle biegło zwykłe życie.A tu ja i on, ja i on..
Po długiej chwili ochłonęłam i zapytałam- a twoja żona?
-Anka, ja nie mam żony-powiedział-to był kamuflaż wymyślony przez dyra.
-Ale po co?-spytałam zdziwiona
-Bo jak dyro zobaczył te wasze oceny z łaciny, doszedł do wniosku ,że będą kłopoty, i będzie lepiej jak dziewczyny nie będą wiedzieć ,że jestem kawalerem .Chciałam ci to dawno powiedzieć, ale ty byłaś taka niedostępna.Zresztą trochę się bałem, mogłem mieć kłopoty, ty zresztą też.
-Ja niedostępna, ja?! -zdziwiłam się-przecież ja.. ja..ciebie…nie dokończyłam. Poczułam jego usta na moich, na środku ulicy, w środku dnia.Pocałunek.Mój pierwszy. Z tym wymarzonym, wyśnionym,jedynym.
Krzysztof wziął mnie za rękę i poszliśmy do parku. A tam wszystko mi opowiedział, jak to na samym początku roku szkolnego, zauwazył śliczną,eteryczną dziewczynę,która miała najpiękniejsze na świecie oczy. Zakochał się od pierwszego wejrzenia.Bał się jednak, bo przecież byłam młodziutka a na dodatek byłam jego uczennicą.Postanowił trochę poczekać.
Byłam taka szczęśliwa. Wiedziałam już,że z mojego powodu przenosi się na uniwerek.
-Będziemy już zawsze razem maleńka-Krzysztof pocałowal mnie znowu i świat dla mnie przestał istnieć
...I jesteśmy razem do dzisiaj.
Pobraliśmy się zaraz po mojej maturze .Na naszym weselu bawiła się cała klasa z LO, nie zabrakło dyra i wychowawczyni.Potem zdałam egzaminy na psychologię.Studiowałam i byłam żoną mojego Krzysia.
Chodziłam do LO i razem z moją przyjaciółką marzyłyśmy o wielkiej miłości.
Idealizowałyśmy nasze obiekty westchnień. I jak przystało na dziewczyny w tym wieku,
co miesiąc podobał nam się inny chłopak.
Jednakże ta prawdziwa miłość nie przychodziła.
W tym czasie nastał nowy nauczyciel z języka łacińskiego,młody i przystojny.
Jejku, co się wtedy działo, każda z dziewcząt chciała mu się podobać-bo on podobał się każdej.
Poznikały dwóje z łaciny.Uczyłyśmy się jak szalone, by zaimponować JEMU swoją wiedzą.
Niestety, dowiedziałyśmy się ,że nasz przystojniak jest żonaty!Rany, ile łez wylano.
Pomyślał by ktoś,że skończą się nasze umizgi. Ale co tam! Nadal chciałyśmy ,by ten ideał męskości zwrócił na nas swoja uwagę.
Profesor Krzysztof był młody, niewiele starszy od nas.Cudowny.
Snułyśmy z przyjaciółką różne wizje - ,że żona jest okropnie brzydka , że ożenił się z nią z konieczności i tym podobne dyrdymały. Lecz smutek nas nie opuszczał, profesor wydawał się niedostępny ,daleki jak inna galaktyka.
Nocami wymyślałam różne scenariusze w roli głównej z sobą i Krzysztofem.
Straciłam apetyt, snułam się z kąta w kąt.Tylko rozmowy z przyjaciółką ożywiały mnie.
Uczyłam się by zaliczyć .Za to z łaciny miałam same piątki, jednakże, nie ja jedna.
Wychowawczyni nasza żartowała ,że prawie cała klasa skończy filologię klasyczną.
Moja mama dziwiła się, chodząc na zebranie,że nauka martwego języka jest dla mnie prosta, podczas gdy z innych przedmiotów ledwie wyciągam na trójki (wyjątek stanowił język polski z którego miałam ocenę dobrą, ale raczej z litości, bo też się opuściłam z tego przedmiotu)
W domu gadano o tym bez końca. Żądano ode mnie bym zdawała na prawo, jak wcześniej zamierzałam .Odpowiadałam,że jestem dopiero w pierwszej klasie i jeszcze sto razy zmienię zdanie .Rodzice w końcu doszli do wniosku ,że mam czas i dali mi spokój.
Przyszła wiosna .Dziewczyny powoli zmieniały obiekty swych uczuć. Krzysztof podobał im się nadal-ale już nie tak jak przedtem. Młodość ma swoje prawa.
Przestano nieustannie wkuwać łacinę ,zbliżał się koniec roku szkolnego, trzeba było pomyśleć o innych przedmiotach .Zainteresowanie Krzysztofem opadło, chociaż nadal był idolem dziewczyn, i moim ..Niestety moja miłość do niego była inna, dojrzalsza.Co z tego jak nie miałam, jak mi się zdawało, żadnych szans.
Bo żadna była ze mnie piękność.Ot dosyć ładna, szczupła nastolatka z melancholią w oczach,
które były moim atutem,zielone i błyszczące o migdałowym kształcie.
Moja przyjaciółka zaganiła do nauki, poprawiłyśmy oceny. Z łaciny miałyśmy piątkę oczywiście.
Był początek czerwca,na dworze cudownie .W moim sercu gościł smutek. Oto natchodzą wakacje ,nie zobaczę Krzysia przez dwa miesiące .Wyjadę, poznam innych chłopców Jednak nie zakocham się, nigdy, o nie! To co czułam do przystojnego belfra, było naprawdę piękne.
Do zakończenia roku szkolnego pozostał tydzień .Lekcji już prawie nie było.
Do klasy wpadła zziajana koleżanka Ewka i krzyknęła,,ludzie nowina!Krzysztof od września odchodzi, będzie pracował na uniwerku”
Wszystkich zamurowało. Byłam bliska omdlenia .Nie wiem jak wyszłam z klasy.
Szłam i płakałam, nie wiedząc, co dzieje się wokoło.
,,Nie zobaczę go, nie zobaczę go już nigdy.Chyba,że będę się skradała pod uniwerek.
Ale co to da, on jest żonaty .ŻONATY .Niegdy się nie dowie, co czuła do niego pewna nastolatka".
Przecież wiedziałam o tym od dawna .Po co moje łzy?Co by było, gdyby nadal uczył w moim LO?. Kompletnie nic. A jednak…jednak mogłabym go przynajmniej widywać.
Nie usłyszałam wołania . Ktoś nagle zatrzymał się, o mało mnie nie wywracając. Byłam zdumiona .Przede mną stał obiekt moich myśli ,zgrzany i dyszący.
Gapiłam się na niego, jak przysłowiowa sroka w gnat.
-Aniu-powiedział Krzysztof-gonię cię i wołam a ty pędzisz jak szalona.
-Ale po co mnie pan goni panie psorze?- zapytałam głupio
-Bo chcę ci coś powiedzieć, coś ważnego-powiedział on.-kocham cię.
Zaniemówiłam.Musiałam wyglądać głupio.Myślałam że mam tzw.omamy słuchowe
Staliśmy tak patrząc na siebie.Gdzieś tam w tle biegło zwykłe życie.A tu ja i on, ja i on..
Po długiej chwili ochłonęłam i zapytałam- a twoja żona?
-Anka, ja nie mam żony-powiedział-to był kamuflaż wymyślony przez dyra.
-Ale po co?-spytałam zdziwiona
-Bo jak dyro zobaczył te wasze oceny z łaciny, doszedł do wniosku ,że będą kłopoty, i będzie lepiej jak dziewczyny nie będą wiedzieć ,że jestem kawalerem .Chciałam ci to dawno powiedzieć, ale ty byłaś taka niedostępna.Zresztą trochę się bałem, mogłem mieć kłopoty, ty zresztą też.
-Ja niedostępna, ja?! -zdziwiłam się-przecież ja.. ja..ciebie…nie dokończyłam. Poczułam jego usta na moich, na środku ulicy, w środku dnia.Pocałunek.Mój pierwszy. Z tym wymarzonym, wyśnionym,jedynym.
Krzysztof wziął mnie za rękę i poszliśmy do parku. A tam wszystko mi opowiedział, jak to na samym początku roku szkolnego, zauwazył śliczną,eteryczną dziewczynę,która miała najpiękniejsze na świecie oczy. Zakochał się od pierwszego wejrzenia.Bał się jednak, bo przecież byłam młodziutka a na dodatek byłam jego uczennicą.Postanowił trochę poczekać.
Byłam taka szczęśliwa. Wiedziałam już,że z mojego powodu przenosi się na uniwerek.
-Będziemy już zawsze razem maleńka-Krzysztof pocałowal mnie znowu i świat dla mnie przestał istnieć
...I jesteśmy razem do dzisiaj.
Pobraliśmy się zaraz po mojej maturze .Na naszym weselu bawiła się cała klasa z LO, nie zabrakło dyra i wychowawczyni.Potem zdałam egzaminy na psychologię.Studiowałam i byłam żoną mojego Krzysia.
Mamy trójkę dzieci. Krzysztof zrobił doktorat z łaciny, ja pracuję jako psycholog.Bardzo się kochamy.Na zawsze razem!!!!

Słodkie <3
OdpowiedzUsuńZapraszam też do mnie http://ostatniwybor.blogspot.com
świetne. Bardzo lubię Twój styl pisania. Czekam na więcej !
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie, nie obrażę się za parę słów. :)
theworldwith.blogspot.com