Maluszek
Ranek rozjaśnił wnętrze mojej sypialni.Do niedawna była to sypialnia moja i mojego narzeczonego Grzesia, który własnie wczoraj doszedł do wniosku,że musi ode mnie odpocząć.
Jakoś nie musiał odpoczywać od swojej sekretarki, na oko 20 letniej z nogami do nieba, blond włosami do pasa i głupotą do kosmosu.
Wiedziałam,czułam,ze coś nie gra, jednakże nie robiłam nic,zostawiając sprawę własnemu biegowi.No i doczekałam się.
Teraz z z lustra patrzyła na mnie moja własna twarz, twarz 35 letniej kobiety.Przegranej kobiety.Samotnej kobiety.
Wypiłam poranną kawę.Jedzenie, jako takie, nie za bardzo mi się podobało.
Trzeba iść do pracy niestety.Miałam ochotę zadzwonić do firmy i poprosić o dzień wolny, ale po namyśle doszłam do wniosku,że lepiej będzie jak opuszczę na parę godzin pomieszczenie, w który wszystko przypominało mi moja wielką miłość-moją wielką pomyłkę.
Wciąż obsesyjnie myślałam dlaczego mi to zrobił.Jeszcze niedawno mówił ,że tak bardzo mnie kocha.
Jak długo był z nią.Dręczyłam się będąc w pracy.W głowie mi huczało,żołądek miałam ściśnięty.
Wszyscy pytali czy dobrze się czuję.Z bladym uśmiechem mówiłam, ze wszystko OK.
O 16 tej powlokłam się do domu.Wysiadłam z autobusu przystanek wcześniej,by spacerkiem przebyć ostatni kawałek drogi,idąc przez park.
Odetchnęłam głęboko.Powietrze było rześkie i mroźne.Park śniegiem wyglądał baśniowo.Było pięknie.
Smutek trochę oddalił się ode mnie.Bolała mnie zdrada Grzegorza,lecz postanowiłam nie dać się smutkom.
Szłam raźno i myślałam co będę robić.Nikt mnie nie będzie zmuszał do gotowania grochówki za, którą mój były przepadała aja nie znosiłam.Nikt mi nie będzie dyktował co oglądać w tv, wciąż przełączając na kanały sportowe., nikt nie będzie wrogo patrzył na moją ukochaną przyjaciółkę, tylko dlatego że jest niepełnosprawna fizycznie(lekko kuleje na prawa nogę, pozostałość z wypadku drogowego)
Jestem wolna. Mogę iść do kina w dowolnym czasie, do filharmonii, na angielski mogę się zapisać.
Babki w pracy mówiły o rewelacyjnym kursie w 15 dni przez internet <a href="http://angielski.w15dni.pl/aff/ballannas/" title="Kurs angielskiego w 15 dni ONLINE - sam decydujesz kiedy się uczysz">Kurs angielskiego w 15 dni ONLINE - sam decydujesz kiedy się uczysz</a>
Grzegorz uczył niemieckiego w szkole uważał,że angielski mu niepotrzebny, no to ja tez uczyłam się niemieckiego.Dlaczego tak powielałam jego zachowanie, sama nie wiem.
nagle coś przykuło moją uwagę.Pisk jakiś, taki proszący.Rozejrzałam się wokoło.Wtedy dostrzegłam coś co mną wstrząsnęło.Mały łaciaty kotek,biało szary,siedział na śniegu, liżąc łapki.To on tak żałośnie popłakiwał.
Zrobiło mi się żal stworzonka.Był brudny, wychudzony.Pogłaskałam go czule a on zaczął się do mnie łasić.
Taki Maluszek.Wzięłam go na ręce i pobiegłam do domu.Po drodze myślałam,że nakarmię go i oddam jutro do schroniska.
Kotek wypił mleko,zjadł kiełbaskę i rozkosznie mrucząc ułożył mi się na kolanach.
Był śliczny i mięciutki.moje serce stopniało w jednej chwili. Postanowiłam,że go nie oddam.Zostanie u mnie i będziemy wspólnie wiedli spokojne życie.
W tej chwili ktoś zadzwonił do drzwi.Kotek zeskoczył z moich kolan, kryjąc się pod łóżkiem.
Myślałam,ze to Grzegorz.jednak nie był to on (czego chciałam i nie chciałam jednocześnie/Chciałam bo tęskniłam, nie chciałam- bo mnie zranił)
To była Zosia, moja przyjaciółka.Lekko kulejąc weszła do pokoju.
Lenka, co z Tobą-zapytała.Dzwoniłam pół dnia ,nie odbierasz.Co sie stało.
Grzegorz odszedł, zostawił mnie dla tej Jolki-wyszeptałam
Zosia przytuliła mnie serdecznie.
Nie żałuj-powiedziała.To drań, łajza.Zresztą szkoda na niego słów, nawet tych brzydkich.
Zosia mimo swojej niepełnosprawności miała męża,Michała.Cudownego,ciepłego mężczyznę który dosłownie ją na rękach nosił.mieli jedną 5-letnią córeczkę i byli od 7 lat bardzo szczęśliwi.
Zosia, wychodząc za Michała, już była chora, po wypadku.A on się w niej zakochał.
Chociaż była zwykłą dziewczyną,malutką szczuplutką,szatynką o szczerych oczach.Nie była wielkiej urody.
Ale miała w sobie masę wdzięku.była również istotą szczerą aż do bólu.
Michał był przystojniakiem i niektórzy złośliwcy mówili,że mógł mieć wiele innych pięknych kobiet a on wybrał kalekę.A Michał kochał Zosię.Biedną uczciwą,niepełnosprawną dziewczynę.
Ich córeczka Zuzia oczkiem w głowie całej rodziny a moją chrześniaczką.
Zosia usiadła na fotelu i wbiła wzrok we mnie.
,,Lenka-opowiedz mi wszystko.''
Więc opowiedziałam.
Nagle jakaś mała kulka z impetem wskoczyła Zośce na kolana, obwąchując ją.
Maluszek doszedł do wniosku,że trzeba wejść do towarzystwa.
Zosia zdziwiła się a potem roześmiała.
Skąd go masz-spytała jest cudowny!!
Opowiedziałam jej skąd wytrzasnęłam Maluszka.I jak postanowiłam,że będzie mój
Moja przyjaciółka przyklasnęła temu pomysłowi.
Gdy Zośka wyszła .umyłam i poszłam do łóżka.Maluszek oczywiście ze mną;)
Zasnęłam od razu wyczerpana przeżyciami.
Rankiem obudziło mnie cichutkie pomiaukiwanie.Otworzyłam oczy i zobaczyłam nad sobą mały łebek z zielonymi oczyma.Uśmiechnęłam się.Wstałam.Maluszek za mną;)
Nakarmiłam go szynką, myśląc by kupić dzisiaj karmę dla zwierzaka oraz pójść z nim do weterynarza.
Wyszłam do pracy, oprowadzona smutnym spojrzeniem.
Z powrotem pędziłam jak oszalała, bojąc się co zastanę w domu. Przecież Maluszek z tęsknoty mógł nieźle narozrabiać.
Na szczęście kotek był grzeczny i milutko sobie spał na moim łóżku.Gdy weszłam do mieszkania skoczył szybko i zaczął się ocierać o moje nogi i miauczeć.
Zjedliśmy obiad. A potem wzięłam Maluszka na ręce i poszliśmy do weterynarza.
W przychodni weterynaryjnej było mnóstwo ludzi.Gdy przyszła nasz kolej, Maluszek zaczął miauczeć i chciał uciekać.Weterynarz, przystojny trzydziestoparolatek, uśmiechnął się pobłażliwie.
Serce wskoczyło mi do gardła.Facet miał jakiś magiczny czar.Jak zaczął czule przemawiać do Maluszka,
poczułam coś w rodzaju tęsknoty, że ktoś do mnie tak czule nie mówi.
Wszystko w porządku-powiedział weterynarz-dałem mu witaminki oraz zaszczepiłem.Kotek jest zdrowy, ma około 5 miesięcy.Jutro go odrobaczę, proszę z nim przyjść.
Maluszek uszczęśliwiony wrócił do domu.Po drodze kupiliśmy karmę,zabawki, miseczki i inne akcesoria potrzebne kotu:)
Na następny dzień znów złożyliśmy wizytę weterynarzowi.O dziwo, dzisiaj było pusto w przychodni.
Miło gawędziło się z przystojniakiem, imieniem Wiktor.Pytał skąd wzięłam kotka.Opowiedziała mu całą historię.Pokiwał głową.
Niechętnie wyszłam z przychodni.Kiedy dochodziłam do przystanku, przystanął przy mnie samochód.
Z otwartego okienka wyjrzał Wiktor,pytając czy może nas z Maluszkiem podwieźć. Zgodziłam się.
Pod moim blokiem wysiadłam,Wiktor również wysiadł.Spontanicznie zaprosiłam go na kawę, Na co przystał z radością.
Od tej pory zaczęła się moja osobna historia.Historia wielkiej i wspaniałej miłości.
A wszystko dzięki Maluszkowi.
Dzisiaj maluszek ma dwie siostrzyczki kotki Misię i Isię:)
Mieszkamy w małym domku pod lasem.Ja mój mąż Wiktor, córka Magadusia oraz nasze kochane koty.
Niedawno spotkałam Grzegorza.Chciał mnie zaprosić na kawę.Odmówiłam.Od znajomych wiem,że Joluniago rzuciła z masą kredytów do spłacenia.
Na moje szczęście mnie zostawił, bo dzięki temu mam rodzinę ,która kocham i koty.A wiem,ze Grzegorz nie cierpi zwierząt oraz dzieci a także do instytucji małżeństwa ma negatywny stosunek.
A ja jestem szczęśliwa:)
ODDŁUZANIE
http://goo.gl/G8898
KREDYT
http://anna555.ebrokerpartner.pl/short/omd1
czwartek, 21 lutego 2013
środa, 20 lutego 2013
Profesor z łaciny
Historia ta wydarzyła się dawno. Byłam wtedy młoda. Miałam 16 lat.
Chodziłam do LO i razem z moją przyjaciółką marzyłyśmy o wielkiej miłości.
Idealizowałyśmy nasze obiekty westchnień. I jak przystało na dziewczyny w tym wieku,
co miesiąc podobał nam się inny chłopak.
Jednakże ta prawdziwa miłość nie przychodziła.
W tym czasie nastał nowy nauczyciel z języka łacińskiego,młody i przystojny.
Jejku, co się wtedy działo, każda z dziewcząt chciała mu się podobać-bo on podobał się każdej.
Poznikały dwóje z łaciny.Uczyłyśmy się jak szalone, by zaimponować JEMU swoją wiedzą.
Niestety, dowiedziałyśmy się ,że nasz przystojniak jest żonaty!Rany, ile łez wylano.
Pomyślał by ktoś,że skończą się nasze umizgi. Ale co tam! Nadal chciałyśmy ,by ten ideał męskości zwrócił na nas swoja uwagę.
Profesor Krzysztof był młody, niewiele starszy od nas.Cudowny.
Snułyśmy z przyjaciółką różne wizje - ,że żona jest okropnie brzydka , że ożenił się z nią z konieczności i tym podobne dyrdymały. Lecz smutek nas nie opuszczał, profesor wydawał się niedostępny ,daleki jak inna galaktyka.
Nocami wymyślałam różne scenariusze w roli głównej z sobą i Krzysztofem.
Straciłam apetyt, snułam się z kąta w kąt.Tylko rozmowy z przyjaciółką ożywiały mnie.
Uczyłam się by zaliczyć .Za to z łaciny miałam same piątki, jednakże, nie ja jedna.
Wychowawczyni nasza żartowała ,że prawie cała klasa skończy filologię klasyczną.
Moja mama dziwiła się, chodząc na zebranie,że nauka martwego języka jest dla mnie prosta, podczas gdy z innych przedmiotów ledwie wyciągam na trójki (wyjątek stanowił język polski z którego miałam ocenę dobrą, ale raczej z litości, bo też się opuściłam z tego przedmiotu)
W domu gadano o tym bez końca. Żądano ode mnie bym zdawała na prawo, jak wcześniej zamierzałam .Odpowiadałam,że jestem dopiero w pierwszej klasie i jeszcze sto razy zmienię zdanie .Rodzice w końcu doszli do wniosku ,że mam czas i dali mi spokój.
Przyszła wiosna .Dziewczyny powoli zmieniały obiekty swych uczuć. Krzysztof podobał im się nadal-ale już nie tak jak przedtem. Młodość ma swoje prawa.
Przestano nieustannie wkuwać łacinę ,zbliżał się koniec roku szkolnego, trzeba było pomyśleć o innych przedmiotach .Zainteresowanie Krzysztofem opadło, chociaż nadal był idolem dziewczyn, i moim ..Niestety moja miłość do niego była inna, dojrzalsza.Co z tego jak nie miałam, jak mi się zdawało, żadnych szans.
Bo żadna była ze mnie piękność.Ot dosyć ładna, szczupła nastolatka z melancholią w oczach,
które były moim atutem,zielone i błyszczące o migdałowym kształcie.
Moja przyjaciółka zaganiła do nauki, poprawiłyśmy oceny. Z łaciny miałyśmy piątkę oczywiście.
Był początek czerwca,na dworze cudownie .W moim sercu gościł smutek. Oto natchodzą wakacje ,nie zobaczę Krzysia przez dwa miesiące .Wyjadę, poznam innych chłopców Jednak nie zakocham się, nigdy, o nie! To co czułam do przystojnego belfra, było naprawdę piękne.
Do zakończenia roku szkolnego pozostał tydzień .Lekcji już prawie nie było.
Do klasy wpadła zziajana koleżanka Ewka i krzyknęła,,ludzie nowina!Krzysztof od września odchodzi, będzie pracował na uniwerku”
Wszystkich zamurowało. Byłam bliska omdlenia .Nie wiem jak wyszłam z klasy.
Szłam i płakałam, nie wiedząc, co dzieje się wokoło.
,,Nie zobaczę go, nie zobaczę go już nigdy.Chyba,że będę się skradała pod uniwerek.
Ale co to da, on jest żonaty .ŻONATY .Niegdy się nie dowie, co czuła do niego pewna nastolatka".
Przecież wiedziałam o tym od dawna .Po co moje łzy?Co by było, gdyby nadal uczył w moim LO?. Kompletnie nic. A jednak…jednak mogłabym go przynajmniej widywać.
Nie usłyszałam wołania . Ktoś nagle zatrzymał się, o mało mnie nie wywracając. Byłam zdumiona .Przede mną stał obiekt moich myśli ,zgrzany i dyszący.
Gapiłam się na niego, jak przysłowiowa sroka w gnat.
-Aniu-powiedział Krzysztof-gonię cię i wołam a ty pędzisz jak szalona.
-Ale po co mnie pan goni panie psorze?- zapytałam głupio
-Bo chcę ci coś powiedzieć, coś ważnego-powiedział on.-kocham cię.
Zaniemówiłam.Musiałam wyglądać głupio.Myślałam że mam tzw.omamy słuchowe
Staliśmy tak patrząc na siebie.Gdzieś tam w tle biegło zwykłe życie.A tu ja i on, ja i on..
Po długiej chwili ochłonęłam i zapytałam- a twoja żona?
-Anka, ja nie mam żony-powiedział-to był kamuflaż wymyślony przez dyra.
-Ale po co?-spytałam zdziwiona
-Bo jak dyro zobaczył te wasze oceny z łaciny, doszedł do wniosku ,że będą kłopoty, i będzie lepiej jak dziewczyny nie będą wiedzieć ,że jestem kawalerem .Chciałam ci to dawno powiedzieć, ale ty byłaś taka niedostępna.Zresztą trochę się bałem, mogłem mieć kłopoty, ty zresztą też.
-Ja niedostępna, ja?! -zdziwiłam się-przecież ja.. ja..ciebie…nie dokończyłam. Poczułam jego usta na moich, na środku ulicy, w środku dnia.Pocałunek.Mój pierwszy. Z tym wymarzonym, wyśnionym,jedynym.
Krzysztof wziął mnie za rękę i poszliśmy do parku. A tam wszystko mi opowiedział, jak to na samym początku roku szkolnego, zauwazył śliczną,eteryczną dziewczynę,która miała najpiękniejsze na świecie oczy. Zakochał się od pierwszego wejrzenia.Bał się jednak, bo przecież byłam młodziutka a na dodatek byłam jego uczennicą.Postanowił trochę poczekać.
Byłam taka szczęśliwa. Wiedziałam już,że z mojego powodu przenosi się na uniwerek.
-Będziemy już zawsze razem maleńka-Krzysztof pocałowal mnie znowu i świat dla mnie przestał istnieć
...I jesteśmy razem do dzisiaj.
Pobraliśmy się zaraz po mojej maturze .Na naszym weselu bawiła się cała klasa z LO, nie zabrakło dyra i wychowawczyni.Potem zdałam egzaminy na psychologię.Studiowałam i byłam żoną mojego Krzysia.
Chodziłam do LO i razem z moją przyjaciółką marzyłyśmy o wielkiej miłości.
Idealizowałyśmy nasze obiekty westchnień. I jak przystało na dziewczyny w tym wieku,
co miesiąc podobał nam się inny chłopak.
Jednakże ta prawdziwa miłość nie przychodziła.
W tym czasie nastał nowy nauczyciel z języka łacińskiego,młody i przystojny.
Jejku, co się wtedy działo, każda z dziewcząt chciała mu się podobać-bo on podobał się każdej.
Poznikały dwóje z łaciny.Uczyłyśmy się jak szalone, by zaimponować JEMU swoją wiedzą.
Niestety, dowiedziałyśmy się ,że nasz przystojniak jest żonaty!Rany, ile łez wylano.
Pomyślał by ktoś,że skończą się nasze umizgi. Ale co tam! Nadal chciałyśmy ,by ten ideał męskości zwrócił na nas swoja uwagę.
Profesor Krzysztof był młody, niewiele starszy od nas.Cudowny.
Snułyśmy z przyjaciółką różne wizje - ,że żona jest okropnie brzydka , że ożenił się z nią z konieczności i tym podobne dyrdymały. Lecz smutek nas nie opuszczał, profesor wydawał się niedostępny ,daleki jak inna galaktyka.
Nocami wymyślałam różne scenariusze w roli głównej z sobą i Krzysztofem.
Straciłam apetyt, snułam się z kąta w kąt.Tylko rozmowy z przyjaciółką ożywiały mnie.
Uczyłam się by zaliczyć .Za to z łaciny miałam same piątki, jednakże, nie ja jedna.
Wychowawczyni nasza żartowała ,że prawie cała klasa skończy filologię klasyczną.
Moja mama dziwiła się, chodząc na zebranie,że nauka martwego języka jest dla mnie prosta, podczas gdy z innych przedmiotów ledwie wyciągam na trójki (wyjątek stanowił język polski z którego miałam ocenę dobrą, ale raczej z litości, bo też się opuściłam z tego przedmiotu)
W domu gadano o tym bez końca. Żądano ode mnie bym zdawała na prawo, jak wcześniej zamierzałam .Odpowiadałam,że jestem dopiero w pierwszej klasie i jeszcze sto razy zmienię zdanie .Rodzice w końcu doszli do wniosku ,że mam czas i dali mi spokój.
Przyszła wiosna .Dziewczyny powoli zmieniały obiekty swych uczuć. Krzysztof podobał im się nadal-ale już nie tak jak przedtem. Młodość ma swoje prawa.
Przestano nieustannie wkuwać łacinę ,zbliżał się koniec roku szkolnego, trzeba było pomyśleć o innych przedmiotach .Zainteresowanie Krzysztofem opadło, chociaż nadal był idolem dziewczyn, i moim ..Niestety moja miłość do niego była inna, dojrzalsza.Co z tego jak nie miałam, jak mi się zdawało, żadnych szans.
Bo żadna była ze mnie piękność.Ot dosyć ładna, szczupła nastolatka z melancholią w oczach,
które były moim atutem,zielone i błyszczące o migdałowym kształcie.
Moja przyjaciółka zaganiła do nauki, poprawiłyśmy oceny. Z łaciny miałyśmy piątkę oczywiście.
Był początek czerwca,na dworze cudownie .W moim sercu gościł smutek. Oto natchodzą wakacje ,nie zobaczę Krzysia przez dwa miesiące .Wyjadę, poznam innych chłopców Jednak nie zakocham się, nigdy, o nie! To co czułam do przystojnego belfra, było naprawdę piękne.
Do zakończenia roku szkolnego pozostał tydzień .Lekcji już prawie nie było.
Do klasy wpadła zziajana koleżanka Ewka i krzyknęła,,ludzie nowina!Krzysztof od września odchodzi, będzie pracował na uniwerku”
Wszystkich zamurowało. Byłam bliska omdlenia .Nie wiem jak wyszłam z klasy.
Szłam i płakałam, nie wiedząc, co dzieje się wokoło.
,,Nie zobaczę go, nie zobaczę go już nigdy.Chyba,że będę się skradała pod uniwerek.
Ale co to da, on jest żonaty .ŻONATY .Niegdy się nie dowie, co czuła do niego pewna nastolatka".
Przecież wiedziałam o tym od dawna .Po co moje łzy?Co by było, gdyby nadal uczył w moim LO?. Kompletnie nic. A jednak…jednak mogłabym go przynajmniej widywać.
Nie usłyszałam wołania . Ktoś nagle zatrzymał się, o mało mnie nie wywracając. Byłam zdumiona .Przede mną stał obiekt moich myśli ,zgrzany i dyszący.
Gapiłam się na niego, jak przysłowiowa sroka w gnat.
-Aniu-powiedział Krzysztof-gonię cię i wołam a ty pędzisz jak szalona.
-Ale po co mnie pan goni panie psorze?- zapytałam głupio
-Bo chcę ci coś powiedzieć, coś ważnego-powiedział on.-kocham cię.
Zaniemówiłam.Musiałam wyglądać głupio.Myślałam że mam tzw.omamy słuchowe
Staliśmy tak patrząc na siebie.Gdzieś tam w tle biegło zwykłe życie.A tu ja i on, ja i on..
Po długiej chwili ochłonęłam i zapytałam- a twoja żona?
-Anka, ja nie mam żony-powiedział-to był kamuflaż wymyślony przez dyra.
-Ale po co?-spytałam zdziwiona
-Bo jak dyro zobaczył te wasze oceny z łaciny, doszedł do wniosku ,że będą kłopoty, i będzie lepiej jak dziewczyny nie będą wiedzieć ,że jestem kawalerem .Chciałam ci to dawno powiedzieć, ale ty byłaś taka niedostępna.Zresztą trochę się bałem, mogłem mieć kłopoty, ty zresztą też.
-Ja niedostępna, ja?! -zdziwiłam się-przecież ja.. ja..ciebie…nie dokończyłam. Poczułam jego usta na moich, na środku ulicy, w środku dnia.Pocałunek.Mój pierwszy. Z tym wymarzonym, wyśnionym,jedynym.
Krzysztof wziął mnie za rękę i poszliśmy do parku. A tam wszystko mi opowiedział, jak to na samym początku roku szkolnego, zauwazył śliczną,eteryczną dziewczynę,która miała najpiękniejsze na świecie oczy. Zakochał się od pierwszego wejrzenia.Bał się jednak, bo przecież byłam młodziutka a na dodatek byłam jego uczennicą.Postanowił trochę poczekać.
Byłam taka szczęśliwa. Wiedziałam już,że z mojego powodu przenosi się na uniwerek.
-Będziemy już zawsze razem maleńka-Krzysztof pocałowal mnie znowu i świat dla mnie przestał istnieć
...I jesteśmy razem do dzisiaj.
Pobraliśmy się zaraz po mojej maturze .Na naszym weselu bawiła się cała klasa z LO, nie zabrakło dyra i wychowawczyni.Potem zdałam egzaminy na psychologię.Studiowałam i byłam żoną mojego Krzysia.
Mamy trójkę dzieci. Krzysztof zrobił doktorat z łaciny, ja pracuję jako psycholog.Bardzo się kochamy.Na zawsze razem!!!!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
